Wspólne czuwanie na przyjście Pana

Witajcie! Dziś czwarty dzień Adwentu, Anno Domini 2017. Dla mnie niejako piąty, bo rozpocząłem adwentowe czuwanie Mszą św. w sobotę o 19.30 u dominikanów na warszawskim Służewie. Po niej odśpiewaliśmy majestatyczny Akatyst ku czci Bogurodzicy, który swe korzenie ma w tradycji chrześcijańskiego Wschodu.

Dziś rano byłem trzeci raz w tym roku na roratach, ale w końcu – po raz pierwszy – nie w pojedynkę, gdyż dołączył do mnie mój dobry kolega, Grzesiek. Marzyło mi się właśnie takie przeżywanie tego Adwentu – wraz z innymi. Wraz z tymi napotykanymi w kościele, niezidentyfikowanymi, ale i wraz z tymi bliższymi, z którymi kroczę przez życie. W końcu mówi nam Pismo: gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich [Mt 18,20]. W relacji z drugim człowiekiem można odkrywać prawdziwie oblicze Boga. We wspólnym czuwaniu objawia się także piękno wspólnoty chrześcijańskiej, wspólnoty uczniów Chrystusa. Tak jak marzyło mi się, by móc przeżywać ten Adwent z innymi ludźmi, tak też marzenie to rozszerza się na resztę życiowych aktywności.

Ten blog, o którym wolę myśleć jak o niecodzienniku, jest moją formą czuwania. Jest specyficzną formą medytacji i spotkania z Panem Bogiem. Jest próbą pochylenia się nad naszą przyjaźnią, której On jest motorem napędowym. Szansą, by się czasem na chwilę zatrzymać i wsłuchać w Jego głos pobrzmiewający w głębi ducha. Jest też jedną ze ścieżek, prowadzących mnie bliżej Niego. Dziś wspomnienie św. Mikołaja z Miry, który wsławił się cudami oraz pomocą biednym i potrzebującym. Choć nie planowałem, by zacząć prowadzić zapiski właśnie dziś, to czuję, że dobrze się złożyło. Wierzę, że może komuś to pisanie pomoże nawiązać kontakt z Panem Bogiem, ale przede wszystkim mam nadzieję, że pozwoli mi przyjrzeć się bliżej mojej relacji z Nim. Niechaj więc dzieją się cuda!

Nie jestem świętym, choć oczywiście pragnąłbym być świętym dla Boga. Pan Bóg naucza nas, że trzeba mierzyć wysoko i zmieniać się zawsze na lepsze. Jestem grzesznikiem – z krwi i kości, słabym, a czasem wręcz godnym politowania. Swą godność jako człowiek odzyskuję jednak w Panu. Miłość sprawia, że staję się silniejszy i mądrzejszy, i z dnia na dzień jestem jakby trochę bardziej, jakby trochę więcej. A potem znów upadam. I znów wstaję. Nawet nie tyle ja sam, co raczej ja za Jego sprawą. Bez Niego byłbym niczym. W Nim zaś odnajduję ocalenie i staję się naprawdę kimś.

Chcę dzielić się z Wami, mymi braćmi i siostrami w Chrystusie, moim życiem z Bogiem, bo On jest mi Panem, ale także jest mi Bratem. Pewnie też trochę tak będą wyglądać te zapiski – gdzieś pomiędzy tzw. wysokim C, a prozą życia, między uwielbianiem Najwyższego, a mierzeniem się z potem i znojem dnia codziennego, kiedy to Pan Bóg staje się najlepszym oparciem oraz podporą. Zresztą czas pokaże, a Boża ręka poprowadzi. Tyle na pierwszy raz! Czuwajmy na chwałę Boga, mając zawsze z tyłu głowy te słowa: czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie [Mt 24, 42].

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s