Robaczek nieboraczek – o tobie i o mnie

Raptem przed snem wspominałem o przymiotach Bożych – trosce i opiece, a tu podczas dzisiejszej Mszy roratniej czytanie zaczęło się takimi słowy: Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: «Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą». Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam [Iz 41,13-14]. Bóg przemówił troskliwie, ukazując swe Matczyne oblicze. Bóg bowiem jest nie tylko Ojcem, jak zwykle o nim myślimy. Jest też Matką, gdy okazuje swą troskę i otacza nas swą opieką. Łatwiej matczyny wzór znaleźć w Maryi, ale dobrze też pamiętać, że Ona jest święta na Boże podobieństwo i Matką jest na wzór Bożych przymiotów.

Jakaż czułość i dobroć zawiera się w tych zwrotach ze Starego Testamentu, gdy Bóg zwraca się do swego ludu. Zwraca się również tymi słowy dziś do swojego Kościoła. Do każdego swego dziecka. Do ciebie i do mnie. Nasz Rodzic czuwa nad nami, ale i wraz z nami – przez cały czas. Sęk w tym, że trzeba w to uwierzyć, a żeby uwierzyć, to trzeba tego doświadczyć. Bóg chce nas obdarzyć łaską wiary, ale musimy się na nią otworzyć. I jest na to sposób. Wystarczy umniejszyć siebie, wyciszyć, nie zagadywać i nie zakrzykiwać rzeczywistości. Zamiast muzyki wybrać czasem ciszę, zamiast hucznej rozrywki wybrać czasem kontemplację i modlitwę. Relaks gwarantowany, ale jest też szansa, że uda się spotkać Jego. On na nas czeka. Na mnie czekał latami. Wystarczyło zwrócić się w Jego stronę i pozwolić Mu działać, by nagle świat nabrał głębi, a paleta barw rozszerzyła się nieskończenie.

Spałem dziś 3,5 godziny, ale tak jak wczoraj Pan przemawiał przez zmęczony organizm i nakłaniał do jego regeneracji, tak dziś przemówił pobudką na godzinę przed budzikiem – o 4.20. Minęło już 4,5 godziny, roraty za mną, a ja wprost tryskam energią. Psychicznie jestem naładowany za dwóch. Naprawdę warto było wstać! Polecam tym, którzy nie mieli jeszcze okazji spróbować. Jeszcze półtora tygodnia do Świąt, więc wciąż jest szansa, by spróbować rorat zamiast (albo obok) kawy.

Wracając jeszcze na chwilę do czytania z Księgi Izajasza, tej właśnie, która opływa w przychodzącą do nas Mądrość i przepełnia Obietnicą, muszę zmierzyć się z jednym. Skoro Pan Bóg zwraca się do nas w tak czuły, wręcz pieszczotliwy sposób, jak zwraca się do dziecka, to czy i my nie powinniśmy zwracać się do siebie z czułością zawartą w każdym słowie. I nie chodzi mi tu o to, co werbalne, choć i tu miło, jeśli padną czasem jakieś „czułe słówka”, ale znacznie bardziej chodzi mi o intencję, jaką każda nasza wypowiedź zawiera, o jej esencję. Czasy takie głupie nieraz, że w biegu zapominamy o tym, że mamy przed sobą drugiego człowieka. Nie przedmiot. Nie kolejny mail. Nie target do zrealizowania. Mamy jednostkę z jej wyróżnikami.

Gdyby porównać nas do instrumentów, jak czynili podczas adwentowych rekolekcji ojcowie na Freta, można by powiedzieć, że mamy przed sobą instrument, który nie zawsze idealnie współgra z nami. I można rzucić tym instrumentem o ścianę lub podłogę, i go rozbić. Można jednak spróbować się dostroić, nie tracąc nic z jednostkowego brzmienia, ale zyskując wyższy wymiar – orkiestrowy, tzn. wymiar wspólnoty. Takiej wrażliwości na dźwięki drugiego człowieka na dziś i na każdy kolejny dzień życzę sobie i wam, piękne motyle, skoczne pasikoniki i połyskujące w słońcu żuczki, ale i wszystkie łapczywe kleszcze, dojące z ostatniej kropli krwi komary i brzęczące bez przerwy muchy. Dobrego dnia na Bożej łące, robaki-nieboraki!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s