Będę ojcem… Ile i co to może znaczyć

Oznajmiłem dziś moim kolegom z pracy, że będę ojcem. Diana jest w czwartym miesiącu ciąży. W drodze – patrząc po mamie – jest charakterna dziewczynka. Ucieszyłem się bardzo na tę wiadomość, a jeszcze bardziej na zaproszenie, które otrzymałem. Okazało się, że Diana i Andrzej poprosili mnie, abym został ojcem chrzestnym. Od razu się zgodziłem, bo i nie było się tu nad czym zastanawiać. Mówiąc jednak w pracy, że będę ojcem nie dodałem, że chrzestnym właśnie. Byłem trochę ciekaw reakcji ludzi, choć nie ukrywam, że niektóre zupełnie mnie zaskoczyły. Powszechne wyobrażenie jest chyba takie, że ojcem w najbliższym czasie nie zostanę, ale werbalizacja tego wyobrażenia w wydaniu moich kolegów przeszła moje oczekiwania. Z ust koleżanki padło np. pytanie: a jakie to będzie zwierzątko? Powiedzieć, że mnie zdezorientowało, byłoby eufemizmem. Na szczęście kilka godzin później przyszły i przeprosiny – dobrze, że chociaż czasem ktoś się zreflektuje i uderzy się w pierś. Jest szansa, że następnym razem myśl nie wyprzedzi słowa.

Ludzie tak często definiują sami siebie, a także innych przez pryzmat jakichś pojedynczych cech. I o ile upraszczanie jest czasem konieczne, choćby żeby objąć szerszy obraz rzeczywistości, o tyle zawsze istotna jest właściwa proporcja i dostrzeżenie tej trudnej do uchwycenia granicy, za którą pojedynczy element zaczyna nagle mylnie uchodzić za całość. Może to być np. wykonywany przez kogoś zawód, który urasta do rangi (auto)definicji. Człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się lekarzem, prawnikiem czy kucharzem. Trudniej ma ten, kto jest np. bezrobotny, bo większości z nas nie łatwo byłoby pogodzić się z tak zawężającym wyobrażeniem.

Nie ma jednak żadnej gwarancji, że nawet mimo najszczerszych chęci lekarz do końca życia będzie lekarzem, prawnik prawnikiem, a kucharz kucharzem. I że nie stanie się nagle – z takich czy innych przyczyn – trwale bezrobotnym. Żona mojego kolegi, Patryka, kiedy właśnie kończyła Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina i kariera skrzypaczki stała przed nią otworem, dowiedziała się, że w związku z problemem natury medycznej nie może już grać na skrzypcach. Ktoś inny by się załamał, ale Marysia postanowiła, że zajmie się malarstwem i twórczością graficzną. I jak postanowiła, tak uczyniła! Skrzypce, które ją dookreślały, podmieniło malarstwo. To, co nie uległo zmianie, to esencja jej jednostkowego człowieczeństwa.

To postrzeganie przez pryzmat wybranej kwestii często tyczy się czegoś zgoła odmiennego niż zawód. Może np. chodzić o stan posiadania, o jakiś konkretny światopogląd, o wybrany wachlarz uczynków albo kodów postępowania, ale również o upodobania, realizacje określonych potrzeb lub wręcz coś tak przyziemnego jak zmienne ze swej natury physis. Warto zawsze pamiętać, że to kim jestem dziś niewiele mówi o tym, kim będę jutro, a to kim byłem wczoraj nie zawsze wiele powiada o tym, kim jestem dziś. Nie wiemy też jakie są prawdziwe pragnienia ludzkich serc, więc czasem warto o odrobinę powściągliwości.

Mam swoją historię, która jak każda opowieść definiuje mnie w oczach innych. Dziś doświadczyłem tego wyraźnie. Wyobrażenia często biorą górę nad komunikatem, z którym mierzy się odbiorca. Słyszymy jedno, a wyobrażamy sobie coś innego. Czasem nawet nie przejdzie nam przez myśl, że może warto zadać pytanie, które doprecyzuje komunikat. Czasem dzieje się tak z lenistwa, a często z przekonania, że po prostu wiemy lepiej. Gdyby wspomniana koleżanka zapytała mnie o chęć zostania ojcem, dowiedziałaby się pewnie, że marzę o tym od kiedy zacząłem, przynajmniej fizycznie, stawać się mężczyzną. Było to zawsze pragnienie płynące z głębi serca, które nie zatarło się nigdy, nawet kiedy wiele lat temu byłem o krok od wstąpienia do seminarium duchownego. Wówczas traktowałem rezygnację z realizacji tego pragnienia jako konieczne i zrozumiałe wyrzeczenie.

Zresztą mniejsza już z tą tożsamością i jej konstruowaniem, z wywodami o pragnieniach i wyrzeczeniach. Najważniejszą bowiem osią tego wpisu jest fakt, że stała się rzecz dla mnie ogromnej wagi. Jak dotąd nie byłem jeszcze ojcem chrzestnym, a tu nagle niczym grom z jasnego nieba pojawiła się ta wspaniała propozycja. Bycie rodzicem chrzestnym to jest oczywiście inne wagowo zadanie, niż bycie ojcem na co dzień, ale radość z tego faktu wcale nie musi być mniejsza. Dodatkowo jest szansa, by stać się ojcem niezwykłym, bo i zadanie jest specjalne, i misja bardzo konkretna.

Ciężar wzięcia odpowiedzialności za małego człowieka na drodze wzrastania w wierze jest ogromny, bo choć bardzo miło było zostać o taką posługę poproszonym, to równocześnie pojawiły się pytania o to jak dobrze powierzoną rolę wypełnić? Czasu jest jeszcze trochę, bo też dziecko nie staje się dorosłym w miesiąc, ani w rok, jednak od wczoraj intensywnie myślę, w jaki właściwie sposób powinno się być ojcem chrzestnym? W dłuższej perspektywie. Nie tylko od święta. Do tego efektywnie. Na razie nie mam jasnych odpowiedzi na te pytania, ale w Panu pokładam nadzieję, nadzieję żywi moja dusza: oczekuję na Twe słowo [Ps 130,5]. Bóg da, że zrozumiem i pojmę jak podjąć to piękne wyzwanie. Dlatego raduję się i się nie lękam. Dziękuję także Panu. On jest Miłością i od Niego tej miłości chcę się uczyć, by móc się nią dzielić. To pewnie najlepszy wymiar wiary, jaki można komuś zaoferować jako przykład.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s