Kim (nie) jestem – przynajmniej na dziś

Chciałem dziś napisać na temat tekstu Justyny Melonowskiej, zatytułowanym Za wszystkim znaczy przeciw niczemu, którym autorka żegna się z Laboratorium „Więzi”. Przeczytałem go wczoraj wieczorem i bardzo mnie poruszył, zmuszając równocześnie do zadania sobie kilku pytań o Kościół, o wiarę i o różne granice, które zarysowują tożsamości. Widać, że temat tożsamości przykleił się do mnie w tych dniach, ale w sumie Adwent to taki czas predeklaratywny, czas refleksji i oczekiwania, tak by kiedy Jezus już się narodzi zdecydować czy idziemy z Nim i czy uznajemy Go za swego Pana. Miałem pisać o otwartości i nieotwartości naszego Kościoła, ale być może inna nadarzy się ku temu okazja. Przydarzyła mi się bowiem sytuacja, która odcisnęła się też mocnym piętnem na moim dzisiejszym przedpołudniu.

Jako że studiuję, jechałem rano na uczelnię. Złapałem na Rondzie de Gaulle’a tramwaj, zresztą niestety niedocelowy, by podjechać raptem dwa przystanki – do Ronda Waszyngtona. Skład był nowy, w środku może kilkanaście rozsianych po całej długości osób, przez okno pięknie wzierało słońce, a ja wsłuchany w muzykę płynącą w słuchawkach, jechałem z uśmiechem na ustach, miło wprawiony w stan radosnej zadumy. Wtem, gdy tramwaj właściwie dojeżdżał do przystanku, na którym wysiadałem, podszedł do mnie mężczyzna. Mówił średnio zaawansowanym polskim, a jego wygląd mógł wskazywać na bliskowschodnie pochodzenie. Niedogolony, z pękniętą wargą i rozbieganym wzrokiem, jakoś kojarzącym się z miłością do kieliszka, nie wzbudził mojego zaufania.

Mężczyzna wyciągnął przed siebie jakieś papiery, wśród których była też recepta. Powiedział, że to ze szpitala i musi wykupić leki. Równocześnie dodał, choć jakoś mocno pokrętnie, że chce zadzwonić do żony. Tramwaj podjeżdżał właśnie na przystanek, a ja musiałem się przesiąść. Przeprosiłem więc mężczyznę, mówiąc, że nie mogę mu pomóc, gdyż spieszę się na zajęcia. Uniósł się i krzyknął za mną, że w całym tramwaju nie znalazł się ani jeden, który by mu pomógł, a przecież Polacy tyle mówią o pomaganiu.  Wyszedłem z przytulnego jeszcze kilka chwil temu tramwaju na chłód, zostawiając go za sobą. W słuchawkach leciał Walczyk Lilu i Maleo Reggae Rockers z tekstem: A wokół nie ma, nie ma nic. W oczach gruzy, wojna, łzy. Nadal i nie ma, nie ma nic. W głowie wciąż strach i głos wciąż drży. Nie ma, nie ma nic. Na rękach krew, na ustach krzyk. Nie ma, nie ma nic. W sercu – nie ma nic… I ten ostatni wers – w połączeniu z poprzedzającą go sytuacją – przekuł mi serce na wskroś.

Poczułem niesmak w związku ze swym zachowaniem i zrobiło mi się wstyd. Niby dało się zracjonalizować całe zajście na wiele sposobów, bo przecież rzeczywiście się spieszyłem, bo trudno było ocenić prawdziwość historii i rzeczywiste intencje tego mężczyzny, bo w końcu zasadniczo staram się nie dawać pieniędzy osobom na ulicy,  proponując w zamian zakup jedzenia – uznając, że to może o wiele skuteczniej pomóc, podczas gdy rozdawanie gotówki, szczególnie kiedy zachodzi podejrzenie o chorobę alkoholową danej osoby, zdaje się kontrproduktywne i nie przysparza tak naprawdę dobra, a mimo to czułem, że straciłem szansę zrobienia czegoś właściwego. Ogarnął mnie smutek. Oto bowiem lubię myśleć o sobie jako o kimś, kto pomaga. Staram się brać udział w różnych akcjach pomocowych i zbiórkach. Próbuję nie być bierny. Zrozumiałem jednak, że wciąż czasem nie umiem właściwie zareagować w zderzeniu z potrzebującym człowiekiem. Poczułem, że nie zdałem dziś ważnego egzaminu z życia i z miłości bliźniego. I nie pociesza wcale fakt, że wielokrotnie podobne egzaminy zdawałem – lepiej lub gorzej. Jedynka w indeksie w oczy kole. A że świeża, to podwójnie.

Św. Jan Ewangelista przywołuje dziś świadectwo Jana Chrzciciela. I jest w nim pewien dziwny na pierwszy rzut oka zwrot, który od razu przykuwa uwagę. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz» [J 1,19-23]. Negacja staje się formą wyznania. Jan Chrzciciel mówi kim nie jest, by powiedzieć przez to kim tak naprawdę jest. Zaprzeczenie jakiegoś wyobrażenia, roli, zadania jest elementem jego tożsamości. Tak też jest przecież z każdym z nas.

O poranku odkryłem, że nie jestem tym, kto umie w każdej sytuacji, dotyczącej pomocy bliźniemu, wyjść z odpowiednią inicjatywą. Nie jestem tym, kto umie dokonać właściwej priorytetyzacji. Tym samym odkryłem, że jestem grzesznikiem również w obszarze, który lubiłem w swoim wypadku postrzegać jako grzechem tak jakby mniej skażony. Czy to przyznanie się do słabej strony własnej tożsamości oznacza, że nie mogę się zmienić? Ależ skąd! Wręcz przeciwnie – czuję moc, by otworzyć się i dać Bogu szansę innego ukształtowania tej części mojego człowieczeństwa. Może następnym razem nie będę musiał się wstydzić siebie? Daje mi to również asumpt, by zadać Bogu pytania jak mogę skutecznie pomagać i jak sprawiać, by efektywnie znaczyło również dobrze i prawdziwie?

To rozpoznawanie swej tożsamości i wyznawanie jej, nawet kiedy oznacza to wyjście od negacji jakiegoś elementu, wpisuje się szerzej w rozeznawanie drogi, do kroczenia którą jesteśmy wezwani. I obecny Adwent zdaje się być też i po to. Kim jestem, krocząc z Panem? Kim jestem, ucząc się od Maryi i zastępów świętych chwalebnych dróg do świętości? Kim jestem, gdy próbuję odczytać to, co Bóg już mi podarował i wciąż codziennie podarowuje? Tylko w modlitwie i w kontakcie z Panem Bogiem mogę się tego dowiedzieć. Inna droga najzwyczajniej nie istnieje!

1 Comment

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s