Pstryczki, mrugnięcia i uśmieszki

Ujmujące jest jak wszystko wokół nas się ze sobą splata. Wczoraj napisałem o dostrzeganiu znaków i cudów, a dziś w czytaniu zderzam się z historią Achaza, którego sam Bóg wzywał do proszenia o znaki. I bynajmniej nie chodzi mi tu o to, że oto mamy jakiś wielki znak z wysoka. Raczej jest tu przykład łączenia się jednej myśli z inną i wynikania jednej rzeczy z drugiej. Dlaczego tak myślę? Ponieważ już po opublikowaniu wczorajszego postu myśl mą mącił wciąż pewien niepokój. Obijało mi się po głowie pytanie: czy aby wyraziłem się wystarczająco jasno odnośnie potrzeby, ale i zdolności, dostrzegania przez nas znaków? Już raz pisałem, że nie lubię uduchawiać rzeczywistości na każdym kroku i nic nie zmieniło się w tym temacie. Jestem jednak przekonany, że zawsze najtrudniej jest dostrzec i odróżnić kiedy wciąż poprawnie zwracamy uwagę na drobne pstryczki, mrugnięcia i uśmieszki, którymi zwraca się do nas Ojciec, a kiedy doszukujemy się już znaków we wszystkim, zatracając z czasem doszczętnie kontakt z rzeczywistością?

W dzisiejszym czytaniu Bóg przemawia do Achaza w ten sposób: «Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!» Lecz Achaz odpowiedział: «Nie będę prosił, i nie będę wystawiał Pana na próbę». Wtedy rzekł [Izajasz]: «Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel [Iz 7,11-14]. Bóg wzywa Achaza, by ten prosił Pana o znaki – zawsze i wszędzie, bez względu na sytuację, w jakiej się znalazł. Brzmi to krzepiąco i aż chce się paść na kolana, aby wyprosić kierunek, wskazówkę lub całe rozwiązanie dla naszych codziennych spraw i problemów. Widzimy jednak Achaza, który deklaruje, iż nie chce wystawiać Boga na próbę. Z szerszego, biblijnego kontekstu wiemy, że jest to przejaw jego fałszywej religijności, gdyż pogubiony, młody król Jerozolimy, oddający cześć innym bogom, aż po złożenie ofiary całopalnej ze swego rodzonego syna, nie ma w sobie prawdziwej ufności wobec jedynego Boga. Achaz jedynie w warstwie werbalnej wyraża: ufam i nie potrzebuję od Ciebie dowodów na nic.

Zapominając o motywacjach, jakimi kierował się Achaz, zadaję sobie dziś znów pytanie czy potrafię stawać przed Bogiem i nie prosić o nic, o żaden dowód, o żadne potwierdzenie? W milczeniu nie oczekując głosu. W zjawiskach naturalnych nie szukając ponadnaturalnych znaczeń. W modlitwie nie błagając o cud w postaci korzyści różnej maści, prostszego życia, lepszej rzeczywistości. „Jeśli jesteś i kochasz to…”. Czyli nie zawsze się udaje. Czyli czasem mały szantaż emocjonalny wydaje się odpowiednią metodą… Dlatego tak kluczowe jest, aby spróbować uchwycić ten subtelny moment, kiedy dajemy swą postawą szansę, by znak od Boga mógł się w ogóle pojawić. Wszelkie cuda i znaki dzieją się tylko i wyłącznie za sprawą łaski Pana, nie zaś dlatego, że próbujemy je wymuszać lub że chcemy je widzieć na każdym kroku. Potrzebna jest jednak otwarta postawa, żeby w ogóle móc je dostrzec. Dobrze więc twardo stąpać po ziemi i kroczyć przed siebie, ale to przecież nie oznacza koniecznie, że od razu z klapkami na oczach.

Pan Bóg wyposażył nas w wiele narzędzi, takich jak rozum, serce czy naturalna intuicja, z których możemy skorzystać nim zaczniemy szukać symboliki w każdym płatku śniegu, powiewie wiatru czy uderzeniu pioruna. To nie znaczy, że wszystkie te zjawiska nie mogą mieć swej symboliki i że przez nie nie może przemawiać Pan Bóg. Chodzi tylko o to, by gdzieś po drodze dać Mu szansę, by mógł się objawiać w momentach, które uzna za stosowne, ale i za celowe lub ewentualnie – konieczne. Wówczas Jego obecność będzie wyczuwalna bez cienia wątpliwości, a siła Jego przekazu będzie tak mocna, że bez wahania zrozumiemy, że mówi do nas i pojmiemy w mig co nasz dobry Ojciec ma na myśli.

Wiem to, bo zdarzały mi się takie sytuacje. Kiedy nawracałem się po latach Pan Bóg przemówił do mnie subtelnościami. I ja je przyjąłem, wcale nie bez oporów, wbrew mojej ówczesnej logice – tylko dlatego, że były dogłębne, przejmujące, stuprocentowo pewne. Pamiętam też taką spowiedź, udzielaną mi przez siedemdziesięcioletniego ojca paulina – niby jedną pośród innych, niby niespecjalną, a jednak niestandardową co do przebiegu, w której zobaczyłem konkretny znak z góry. Pan Bóg powiedział mi wtedy „Chodź!” i to był moment, w którym odmieniła się moja optyka. Wierzę więc, że Pan Bóg czuwa i pokazuje to czasem. Ba! Nie mam co do tego wątpliwości! Wiem też, ze należy kultywować pamięć o takich zdarzeniach. Dziś w przekazie medialnym słyszymy głównie: więcej, mocniej, częściej. I po drodze zapominamy o pojedynczych przeżyciach, myślach, osobach. Intensyfikacja zabija unikatowość każdego niezależnego doświadczenia. A Pan Bóg zdaje się mówić: raz, a dobrze, rzadziej, ale pełniej czy też jakość, a nie ilość. Dlatego kiedy przemawia, dobrze później zachować w sobie Jego słowo. W końcu skoro sam Bóg zwraca się do mnie, to musi być naprawdę coś istotnego!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s