Adwent – na ostatniej prostej

Poranek miał minąć pod znakiem ostatnich rorat na Freta. Sen jednak mnie zmógł i obudziłem się późno, tak iż mogłem zdążyć już tylko do pobliskiego Zbawiciela. Jakby Pan Bóg chciał mi powiedzieć: nie pędź, celebruj, zagość choć na chwilę w swojej parafialnej wspólnocie. Tak więc i uczyniłem. I było warto pójść, nawet jeśli kazanie było dla dzieci, a mowy księży – a właściwie laudacje na cześć dzielnych dzieci i ministrantów, przychodzących codziennie do kościoła o poranku – były może zbyt długie i trochę zbyt ckliwie słodkie. Warto było przyjść, by poczuć, że Bóg jest wszędzie. Nie tylko tam, gdzie każdy element jest zgodny z preferowaną estetyką. Nie tylko tam, gdzie każda sekunda śpiewów jest jak balsam na serce, a nie jak szalony sen organisty. Nie tylko wśród „swoich”, podobnych, znajomych. Pan Bóg w ostatnim dniu tegorocznych rorat położył akcent na jedność i powszechność Kościoła. Nie mógłbym lepiej zamknąć tego okresu czuwania!

Wracając do estetyki – dziś wmawia nam się na każdym kroku, że ważne jest, aby wszystko w życiu było piękne i stylowe. Zresztą w ogóle ma być zawsze pozytywnie. W życiu ma być radośnie, szczęśliwie i pogodnie. A przy tym ładnie, zgrabnie i w ogóle och i ach. Media i cała kultura masowa sprzedają wciąż sen o potędze i sukcesie. I to jest chyba ułuda najdziwniejsza, może poza konsumpcją jako wartością nadrzędną, jaką daliśmy sobie wmówić – ta, że życie jest i musi być zawsze kolorowe, a w wydźwięku zawsze super. A przecież takie nie jest! I to nie oznacza wcale, że od razu jest szare, smutne i cierpiętnicze. Po prostu jest różnorodne – raz jasne, raz mroczne, innym razem niejednoznaczne w swym odcieniu – i nie da się z tym nic zrobić. Można tylko próbować rzeczywistość na spokojnie poprawiać, w miarę możliwości, krok po kroku. I tu właśnie pojawia się On! Pan Bóg uczy nas jak możemy zmieniać tę niedoskonałą rzeczywistość. Pokazuje, co możemy poprzestawiać i jak żyć, by zaznać choć nieco więcej szczęścia – a to przecież tylko przedsmak tego, co ma się wydarzyć potem, o ile tylko dane nam będzie dostąpić łaski zasiadania przy Pańskim stole po wsze czasy. On działa w nas, pozostawiając nam przestrzeń, byśmy powiedzieli Mu – tak, Panie!

Zbliża się Oblubieniec, przychodzący w tym świątecznym czasie jako Dziecię, który wybierze nas, swój Kościół, na oblubienicę i poprzez śmierć na krzyżu wybawi nas od grzechu, dając nam dostąpić zbawienia. Przed Nim kroczy Jan Chrzciciel, którego narodziny przyzywa dzisiejsza Ewangelia. Oto Zachariasz odzyskuje mowę, gdy spełnia się przepowiednia dana mu przez anioła, po tym jak nadaje swemu synowi imię Jan – wbrew głosom swych pobratymców, wbrew tradycji, ale zgodnie z wolą Bożą. Odzyskuje dar mowy i wykorzystuje go, aby wielbić Boga. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim [Iz 1,65-66]. Dzisiejsza Ewangelia jest wyrazem troski Pana, by posyłać ludzi, którzy zrozumieją intencje Boże i swe życie poświęcą służbie Jemu, każdy w zgodzie ze swym powołaniem. Jan Chrzciciel jest właśnie takim człowiekiem – pobożnym, oddanym sprawom Bożym, wsłuchanym w Jego głos i zachowującym największą pokorę. I Pan Bóg uczy nas tego na ostatniej prostej Adwentu. Mamy być jak Jan – niezłomni, oddani Panu Bogu i Jego planom.

Grudzień mija, a ja jestem już trochę na skraju wytrzymałości, bo pracy było w tym roku bez liku, i grafik też musiałem wciąż naginać, by móc choć kilka razy w tygodniu wstać na poranne Godzinki ku czci NMP i roraty. Nie żałuję jednak ani sekundy snu, który mógłby trwać dłużej, a tym bardziej tych kilku wypitych kaw więcej, dzięki którym mogłem pracować na pełnych obrotach. Nie czuję się w pełni przygotowany do Świąt Bożego Narodzenia, ale na pewno jestem choć odrobinę bardziej gotowy niż byłem trzy tygodnie temu. Pan Bóg dał, że dowiedziałem się wiele o sobie, o mych ograniczeniach, ale i o mocach – o tym wszystkim, w co On mnie wyposażył i wyposaża, o tym jak kieruje i prowadzi. Jutro czwarta niedziela Adwentu, a równocześnie Wigilia. Nie mogę się już doczekać! Gwiazda błyszczy na niebie i Chrystus nam się rodzi, więc nie może nas przy tym zabraknąć. Chodźmy zatem bez wahania, zaczynając Święta od pasterki. A teraz spać, bo rano trzeba wstać. Tymczasem więc – spokojnej nocy!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s