Wierność – zadanie na dziś

Obudziłem się dziś dość wcześnie, ale próbowałem jeszcze przysnąć na chwilę. Bezskutecznie. W międzyczasie słyszałem jak rodzice, u których pomieszkuję w tym świątecznym okresie, zbierają się do kościoła – po cichutku, żeby mnie przypadkiem nie obudzić. Wstałem, zmówiłem modlitwę, chwyciłem za komputer i zerknąłem na dzisiejsze czytania mszalne. Drugi dzień Bożego Narodzenia przywołuje postać Szczepana, pierwszego męczennika. Odświeżyłem sobie dobrze znane czytania i zamiast wziąć się za poranna toaletę, wylądowałem tutaj. Teksty bowiem chwyciły mnie z nową mocą tak, że musiałem się z nimi zmierzyć, pisząc.

Kluczem do dzisiejszych czytań zdaje się być jakże mądra i pełna ufności wierność Szczepana oraz pocieszająca obecność Pana. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu!» Po tych słowach skonał [Dz 7,59-60]. Umierał cierpiąc. W bólu. Osamotniony przez ludzi. Niczym Chrystus, niejako na Jego wzór. I do końca był wierny Bogu i Słowu. Bez wahania. Bez poddawania w wątpliwość. Aż zacząłem się zastanawiać gdzie leży granica w radykalizmie dla Boga? Jezus bowiem w dzisiejszej Ewangelii mówi: Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony [Łk 10,22]. Wzywa więc do oddania, nawet po krwi ostatnią kroplę z żył. To wezwanie do męczeństwa wydaje się być zadaniem w najwyższym stopniu wymagającym, ale przecież dla prawdziwej miłości nie jest to zadanie niewykonalne. Tak przynajmniej podpowiada życiowa intuicja, ale i przykład wielu, którzy żyli przed nami. Iluż było takich w historii, którzy Bogu poświęcali się aż po ofiarę męczeńską… Ilu wciąż jest takich dziś – na Bliskim Wschodzie i w innych rejonach świata…

Ewangelia jest jednak pełniejsza w swym brzmieniu – nie ogranicza się jedynie do wezwania do męczeństwa, lecz daje też ważną podpowiedź jak dobrze żyć. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was [Łk 10,19-20]. I to jest klucz nie tylko do sytuacji granicznych, ale klucz do codzienności. Ile razy martwię się, myśląc o wierze i życiu wiarą, że nie sprostam, nie będę właściwym przykładem, nie podołam wymaganiom, przykazaniom i przekazowi Tradycji. Ile razy mam poczucie, że chcąc powiedzieć coś o Panu Bogu, nie starcza mi słów, kluczę, krążę wokół tych samych tematów lub grzęznę w ogólnikach. A Bóg mówi – kiedy przyjdzie Ci świadczyć, ja zaświadczę poprzez Ciebie. Nie martwcie się – jestem i czuwam. Tylko trzeba się otworzyć na Boga i Mu zaufać.

Zaufanie Bogu to nie jest pusty slogan! W życiu przytrafia się bowiem milion małych sytuacji, w których liczy się konsekwencją w wierze i w oddaniu Bogu, czyli owa Szczepanowa wierność. I wówczas możemy zobaczyć gdzie naprawdę przebiega nasza granica pomiędzy oddaniem – wynikającym z zaufania właśnie – a wygodnickim oportunizmem chwili. Kiedy sąsiad, wojujący ateista, spotkany na klatce w czasie Adwentu o zmroku pyta: chyba pan nie wybiera się na roraty? Kiedy w pracy, gdy przychodzi tzw. pan kanapka w piątek, a ty dopytujesz o postne potrawy, ktoś rzuci zaczepnie: a tobie odbiło czy co? Kiedy na siłowni ktoś zrobi szerokie oczy na widok krzyżyka na twojej szyi i rzuci jakiś głupi komentarz do swojego kumpla. We wszystkich tych drobnych sytuacjach, w których chciałoby się zareagować w sposób przesadny – czy to poprzez ucieczkę, czy to poprzez atak. Tam jest pole do bycia mądrze chrześcijaninem – wiernym i pokornym, oddanym i szanującym osobę, która chce dogryźć, zranić, dopiec. Z własnego doświadczenia wiem, że nie zawsze taki właśnie jestem, gdy przychodzi moment próby. Dzięki temu pamiętam, że jestem grzesznikiem, a wiedza ta daje impuls do zmiany, do ciągłego zwracania się ku Bogu.

Chrystus uczy nas dziś, by zachować się w punkt – zaufać Bogu i z dumą, która jednak nie może mieć znamion pychy, świadczyć. Być wiernym, co nie znaczy być ekstremistą w żadna stronę – ani nie być fanatycznym straceńcem dla wiary, ani nie być wojownikiem, który zapomniał, w jakie wartości tak naprawdę wierzy i ma wierzyć. Pan Bóg, w kolejnym wersie Ewangelii, który już nie wszedł do dzisiejszych czytań, mówi tak: Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy [Łk 10,23]. Czyli innymi słowy: zachowajcie zdrowy rozsądek w każdym działaniu na chwałę Pana. Świadczcie, ale nie na siłę. Konsekwencją ufności nie jest bezwład. Głosić Pana, który ma ponownie przyjść, oznacza czynić wszystko tak, by Słowo mogło się szerzyć. I jesteśmy wezwani, by czynić to przede wszystkim czynem, a nie słowem. Męczeństwo w małym codziennym wymiarze jest naszym wezwaniem. Nie sztuką jest zginąć bezowocnie. Sztuką jest zginąć dla Słowa tak, by dało plon obfity. Ginąc dla Słowa codziennie, w każdej sytuacji. By mogło tak się stać, Bóg musi nas obdarzyć swą łaską, a my musimy dać tej łasce działać. Do tego potrzebne jest też dobrze ukształtowane sumienie człowieka pełnego Ducha i mądrości, czyli takiego jakim był Szczepan. I tu jest miejsce na pracę nad sobą. Metaforycznie można by powiedzieć, że pozytywizm i romantyzm nie mogą funkcjonować bez siebie nawzajem.

Przykład świętego Szczepana, dany nam w tych świątecznych dniach, jest wspaniałą lekcją, napawającą nadzieją. Przecież Bóg nie straszy nas poprzez dzisiejsze czytania. Przeciwnie – wypełnia nasze serca wiarą, że będzie, kiedy najbardziej będziemy Go potrzebowali. Pan Bóg jest Miłością i nas wzywa do miłości. Szanować naszych nieprzyjaciół, prześladowców, z wiernością w sercu, gdyż Bóg nigdy nie stawia nam zadań niewykonalnych. Słuchałem ostatnio sporo pewnej piosenki i dziś zrozumiałem co mnie w niej ujmowało najbardziej. Nie chodzi o całą barwnie opisaną romantyczną postawę, która oczywiście działa na polską duszę, ale o ten jeden, kulminacyjny według mnie tekst: I dałeś Boże siłę, by ostatnia myśl prosiła: spraw, bym wybaczył moim wrogom każdą winę! Nie tylko w tak granicznych sytuacjach, o jakich śpiewają w utworze artyści, ani w takiej jak ta, w której znalazł się diakon Szczepan, ale przede wszystkim w tych drobnych sytuacjach, które przynosi nam każdy dzień. Bóg narodził się w ciele człowieka, by przejść tę samą próbę, do której nas wezwał. I podołał! Dlaczego ja miałbym nie dać rady, skoro On mnie na każdym kroku wspiera?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s