Zmartwychwstanie jako klamra Wcielenia

Święta Bożego Narodzenia minęły. Było rodzinnie. Było serdecznie. Było smacznie i spacerowo. Przede wszystkim jednak była pomiędzy nami Miłość. Był z nami Pan, który się narodził. I akurat On pozostał – wciąż jest. W przeciwieństwie do Szymona Piotra i innego ucznia, który pobiegł wraz z nim do pustego grobu Chrystusa, a wcześniej Marii Magdaleny, która udała się tam wraz z Marią, matką Jakuba, i Salome, my mamy łatwiej – wiemy, że jest i że zmartwychwstał. Uczniowie są oniemiali. Są przerażeni. Są w pełni zdezorientowani. Oto ich Nauczyciel, który umarł na krzyżu i został złożony w grobie, zniknął.

Co musiało się dziać w ich umysłach? Czuli pewnie strach, bo oto ciało ich mistrza mogło zostać wywiezione w niewiadomym kierunku, być może zbezczeszczone. Może ktoś w bliskiej przyszłości mógł zapukać do ich drzwi, aresztować, torturować. Może i zabić? A może już po głowie kołatały im się słowa, które mówił do nich, kiedy żył. Że wróci. Że jest Synem Bożym. Że przyszedł, aby zbawić świat, mimo że świat Go nie pozna. I oto Szymon Piotr wchodzi do grobu i widzi rozrzucone szaty Pana. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył [J 20,8]. I w tym momencie poznają Go. Oni już wiedzą. Zostało im objawione – naocznie – Bóstwo Chrystusa. Minęło niemal 2000 lat od Zmartwychwstania Pańskiego, a my również wierzymy. Ja wierzę, mimo że różnie z tym bywało. Każdy z nas, wierzących, przeżył pewnie moment, w którym doświadczył obecności Boga w swoim życiu. Czasem jest to doświadczenie zwalające z nóg, a czasem delikatne muśnięcie. Każdy ma inną wrażliwość i Bóg wie jak dotrzeć do każdego z nas.

Boże Narodzenie, które w tych dniach tak mocno przeżywaliśmy i wciąż przeżywamy, było wstępem do męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Bóg-człowiek objawił nam najpierw tajemnicę życia, by swą śmiercią przybliżyć nam śmierć. Lecz On ją pokonał! W mądrym wywiadzie ojciec Wacław Oszajca SJ mówi za Kołakowskim opisując sens Świąt Bożego Narodzenia: w tym, co czasowe, objawia się to, co ponadczasowe. My przemijamy, a On trwa ponad wszystkim, ponad czasem, ponad wszechświatem. Jest życiem, które przychodzi do nas pod postacią małego, niewinnego dzieciątka, które ma w sobie jednak całą Bożą wszechmoc i potęgę, bo jest przecież Bogiem. Ten pozorny paradoks jest być może najpiękniejszą prawdą o Bożym Narodzeniu. Ileż w tym pokory. Ileż umniejszenia siebie. I fakt, że czyni to Bóg! I czyni to po to, byśmy my, krusi ludzie, nie byli skazani na wieczną śmierć. Życie rodzi się, by umrzeć na krzyżu i dać nam życie wieczne. To jest jakiś totalny kosmos! Chciałbym o tym pamiętać zawsze, w każdej sytuacji, gdy przychodzą takie czy inne wątpliwości lub gdy mi się ta prawda wymyka. O to dziś się modlę.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s