Gdy grzech ciąży, doskwiera i kuje

Dziś od rana moje myśli ocierają się o temat grzechu. Jak łatwo potrafimy rezygnować z łaski uświęcającej, czasem przez moment zwątpienia czy niefrasobliwości. Grzechem wyłączamy się ze świata, oddalamy się od Prawdy i poniewieramy Dobrem, które jest nam dane i zadane. Nie da się żyć integralnie z otaczającą nas rzeczywistością, jeśli nie zaczniemy od powierzenia Panu naszych własnych słabości. Aby zaproponować zdrowe relacje ze stworzeniem, jako wymiar integralnego osobistego nawrócenia, przypomnijmy wzór świętego Franciszka z Asyżu. Wymaga to również rozpoznawania własnych błędów, grzechów, wad lub zaniedbań i nawrócenia się całym sercem, wymaga przemiany wewnętrznej [Papież Franciszek, Laudato si’, 218].

Upadam – pewnie jak większość z nas. Postanowienia nie są odpowiednią tarczą przeciw złemu. Dobre chęci, jak w starym powiedzeniu, brukują piekło. Moje pragnienie bycia świętym, bycia blisko Boga, choć piękne w swej naturze, puste się staje, gdy poprzestaję na nim, zamiast oprzeć się na Panu i uznać, że sam nic nie poradzę, że coś zdziałać może tylko On. Pokora, pokora i jeszcze raz pokora. Tyle nam świat dziś mówi o potędze ‚ja’, o sile jednostki i jej mocy sprawczej. I to wszystko prawda, ale tylko – i to ‚tylko’ należy mocno podkreślać – kiedy jednostka buduje na Chrystusie. Z podziwem słucham psalmisty w Psalmie 131: Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza.

To musi być wspaniały stan – trwałego spoczęcia w Panu. Możliwy w niebie, ale i tu, na ziemi, trzeba się oń starać. Przecież czasem udaje się go osiągać. Niestety zawsze tylko na chwilę. I towarzyszy temu niezmiennie poczucie, że można spocząć w Panu tylko poprzez czuwanie i adorację Jego obecności. Łapię się, że czasem za dużo krążę wokół tematów wiary i duchowości, a za mało czasu poświęcam na spokojną modlitwę i kontemplację. Oczywiście, ta lektura jest ważna. Zgłębianie pism i komentarzy jest cenne. Może nawet spisywanie myśli związanych z wiarą ma jakiś sens, bo utrwala pewien tok myślenia. Najważniejsza jednak wydaje się kontemplacyjne stawanie przed Obliczem Pana. Bez tego słowa tracą swój fundament. Bez tego czyny stają się mniej pewne. Bez tego nasze słabości stają się przystanią dla złego.

Kontemplacja jest metodą bycia blisko z Bogiem, ale jest też metodą prewencji grzechu. Co jednak zrobić, gdy grzech się przydarzy i kiedy dostrzegamy go, i zaczynamy odczuwać żal? Moją odpowiedzią jest spowiedź, ale nie mniej istotna wydaje mi się dobrze przeżyta pokuta. Na stronie kapucynów znalazłem taki cytat ze św. Grzegorza Wielkiego, pierwszego papieża-mnicha: Grzech wprowadził nieprzyjaźń między nami a Bogiem, trzeba, abyśmy przez karcenie powrócili do pokoju ze Stwórcą. I to karcenie wydaje się istotne. Nie chodzi tu bynajmniej o jakiś ekstremizm! Karcenie się jest zadośćuczynieniem Bogu, bo skoro mój grzech rani Go, to jak mógłbym przejść obok tego faktu obojętnie?

Ktoś powie: umartwianie się, karcenie, pokuta są prostą drogą do depresji. Ja widzę to zgoła inaczej. Po pierwsze umartwianie się umartwianiu nie równe – każdy ma swoją miarę i swoje możliwości, i ważne by występowała współmierność wykroczenia przeciw Bogu i umartwienia się z tego powodu. Po drugie nie przypisywałbym karceniu jakiejś specjalnie negatywnej roli dla ludzkiej psychiki. W pokucie należy bowiem upatrywać drogę do prawdziwego nawrócenia i odzyskania czystości przyjaźni z Bogiem, a ta z depresją nie ma przecież nic wspólnego – jest najpiękniejszą drogą do szczęścia. Zresztą generalnie ważne, aby nie mieszać porządków – emocje mieszczą się przecież w strefie psyche, podczas gdy pokuta pochodzi ze świata duchowości. Pokuta wzbudza w strefie emocji radość, a nie smutek, podnosi zamiast ciągnąć w dół. Poprzez pokutę odzyskuję to, co najcenniejsze w mym życiu – kontakt z Bogiem. Znów mogę bez wstydu stanąć przed Nim na modlitwie i w kontemplacji. Z współczesnej perspektywy brzmi jak zakręcona logika? A jednak sprawdza się – takie mam doświadczenie – w (duchowej) praktyce.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s