Bóg odpowiada swoim Słowem

Miałem dziś dzień pełen wrażeń. Noc niestety była nieprzespana, bo chyba za bardzo wkręciłem się w oglądanie filmu, tak iż później nie mogłem usnąć. Brak snu nie pomógł więc specjalnie w porannej pobudce. Po co są jednak wieści z pracy? Przyszedłem do biura i dowiedziałem się, że przegrałem przetarg, z którym mierzyłem się od niemal trzech tygodni i w który włożyłem sporo pracy, energii i zaangażowania, łamiąc przy okazji moją sztandarową zasadę zawodową mówiącą, iż nie pracuję w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Niby nie mam sobie nic do zarzucenia, bo naprawdę zrobiłem wszystko, co mogłem, a może i więcej, by pokonać konkurencję – co przynajmniej zostało zauważone przez klienta, niemniej jednak zawsze milej się wygrywa niż przegrywa, więc mimo wszystko trochę mi to skrzydła podcięło. Pojawił się też dziś na szczęście na horyzoncie inny projekt, więc koniec końców dzień w pracy nie skończył się aż tak minorowo jak się to zapowiadało.

Niezależnie od spraw zawodowych, od dłuższego już czasu towarzyszy mi specyficzny rodzaj napięcia, które jest bardzo bogate w odcienie, bo łączy w sobie i dobro, i piękno, ale i jakiś trud wyboru, i konflikt interesów, a nawet i pewien lęk. To napięcie wciąż narasta, a dziś weszło jakby na kolejny, wyższy poziom. Czuję i wiem, także na tym najgłębszym, duchowym poziomie, że jestem w takim momencie życia, który najlepiej dookreśla słowo „rozdroże”. W głowie kłębią się myśli na temat przyszłości, ale równocześnie przeszłość kładzie się cieniem na całym tym procesie myślowym. Zresztą być może bezpodstawnie, ale też nie chciałbym od razu na wstępie zbagatelizować swej historii w jej złożoności i całokształcie. Emocje też dorzucają swoje trzy grosze, choć tu na szczęście Bóg nie doświadcza mnie jakoś przesadnie. Może uznał, że byłoby tego za dużo na raz? A może po prostu wiek robi swoje i Pan zdążył mnie już nauczyć jak nad tą sferą życia trochę lepiej panować?

Przyszłość i przeszłość nie przesłaniają jednak faktu, iż jestem przede wszystkim w dziś, w teraźniejszości, kiedy to trzeba rozpoznawać sens wszystkich owych napięć, wagę odczuć, przemyśleń i wrażeń, ale przede wszystkim zagłębić się w sferę duchowości – wsłuchać się w Głos i zdać się na działanie Ducha Świętego. Wiem, że zachodzi we mnie jakaś radykalna przemiana i nie ukrywam, że trochę cykam się tego, co może ona przynieść oraz tego, co może się z nią wiązać. Jest tu także pewna suma znaków, które staram się odczytać, zwracając się do Pana Boga. Jest również siła Jego przyciągania, której doświadczam i przed którą staram się nie uciekać, ale wobec której próbuję też zachować zdrowy dystans, bo przecież Pan Bóg daje nam zawsze właściwy czas na wszystko i – pomijając jakieś wyjątkowe sytuacje – nie każe nam działać pochopnie. Wsłuchuję się więc i czekam na Światło – jasne, wyraźne i mocne.

Enigmatycznie opisuję mój stan, ale sam jeszcze nie rozumiem dobrze, co rzeczywiście dzieje się w moim wnętrzu i czego właściwie Pan ode mnie oczekuje? Zresztą sam tego nie ogarnę. (Na marginesie muszę przyznać, że to jest ogromny sukces, że dotarł do mej pustej łepetyny ten podstawowy fakt. Dzięki Ci, Ojcze, że dajesz mi to pojąć!) Wiem, że im bardziej On pozwala mi się zbliżać do siebie, tym bardziej doświadczam, iż wzywa mnie do porządkowania dróg, którymi kroczę. Daje mi także odczuwać znaczenie i rolę czasu, w tym sensie, że czuję, iż jest on w swej naturze ograniczony oraz że nie powinno się go zmarnować. I ja nie chcę go zmarnować!

Patrząc w szerszym planie, przesuwa się akcent. Bardziej niż brać dla siebie, chciałbym móc dawać siebie i od siebie. Ostatnie lata spędziłem na budowaniu swej zawodowej pozycji, zdobywaniu finansowej niezależności, uczeniu się życiowej samodzielności, etc. I to się udawało – nie mogę narzekać na punkt, w którym się znajduję, jeśli miałbym brać pod uwagę wszystkie powyższe czynniki. I jeśli oczywiście Pan by pozwolił, pewnie mogłoby to udawać się dalej, ale we mnie jest coraz silniejsze przekonanie, że On wcale nie wzywa mnie do koncentrowania się na sobie i moich potrzebach, zachciankach, mrzonkach. Doświadczam swoistego olśnienia, że oto jestem wezwany, by troszczyć się o innych i okazywać im Dobro.

Duże słowa – być wezwanym. Co one właściwie mogą znaczyć? Chyba tyle, iż Pan Bóg każdemu z nas wytycza drogę i daje jednostkową misję do wykonania. Przy okazji daje nam narzędzia, byśmy mogli rozpoznać w swym życiu Jego plan. W tym celu kluczowe jest regularne spotykanie się z Nim i modlitwa. Niemniej istotna jest także spowiedź, która nas formuje, abyśmy byli w stanie lepiej pojąć, w jakim miejscu w relacji z Nim tak naprawdę się znajdujemy i jak w tej relacji się zachowujemy. Słowo daje nam rozpoznać wolę Bożą. I nie chodzi tylko o przykazania i nauki płynące z Pisma Świętego. Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo [J 1,1]. Przez Słowo Pan Bóg przemawia do nas. Na pewno mieliście takie sytuacje – ja miałem ich trochę w życiu, kiedy to nosząc w sobie jakieś pytania bez odpowiedzi stawaliście przed Słowem i znajdywaliście czytelną odpowiedź. Pewnie nie zawsze była satysfakcjonująca, bo czasem sprzeczna z tym, co chcieliście usłyszeć, ale zawsze dana wraz z przekonaniem, że oto przemawia do was bezpośrednio Pan Bóg. Dziś miałem właśnie takie zetknięcie z Mądrością płynącą wprost ze Słowa!

Trafiłem na popołudniową Mszę świętą na Freta z pytaniem o drogę, a Pan przemówił do mnie trzema krótkimi wersami. Pierwszy był przepełniony troską: «Czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się twoje serce smuci? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?» [1 Sm 1,8]. Drugi zawierał się w pierwszych słowach wypowiedzianych przez dorosłego już Jezusa-Nauczyciela: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» [Mk 1,15]. Ostatni, trzeci fragment opisywał moment powołania pierwszych uczniów: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi» [Mk 1,17]. Bóg jakby chciał powiedzieć: nie trap się – jestem tu wraz z tobą i nieustannie kocham cię oraz czuwam. Stawiam oto przed tobą zadanie – nawracaj się i wierz – wciąż głębiej. I idź za mną, a sprawię, że znajdziesz swoją drogę.

Znamienne, że nie obiecał ugaszenia żaru mych rozterek, ani też nie przysiągł, że rozwiązania, które ma dla mnie, będę potrafił przyjąć bez trudu i że będą mi miłe oraz zawsze przyjemne. Nie mamił łatwą drogą usłaną płatkami róż. Bardziej niż kreślić hurraoptymistyczną wizję, zdecydował się napisać scenariusz niepozbawiony wyrzeczeń i umartwień. A mimo to poczułem ulgę! Przede wszystkim stało się tak dlatego, że Pan nie zrzucił całego ciężaru na moje bary, mówiąc: a teraz sobie radź! Przeciwnie, jasno zaznaczył, iż jest w tych dylematach, walce, porażkach i sukcesach razem ze mną. Jakby mówił: spokojnie, asekuruję cię.

Za to niech będzie Panu chwała! Niech będzie Bóg uwielbiony – On zawsze szuka zagubionej owcy i przyprowadza ją do stada. Cześć Tobie, Słowo! W Tobie jest i zawsze było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła [J 1,4-5]. Niech będzie uwielbiony Ten, który jest Światłem w naszej nieraz mrocznej, czasem zawiłej, zawsze jednak podskórnie pragnącej być blisko Bożych ścieżek codzienności.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s