Dziękując Mamie, że zaufała

Gdy w Szilo skończono jeść i pić, Anna wstała. A kapłan Heli siedział na krześle przed bramą przybytku Pańskiego. Ona zaś smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała nieutulona. Uczyniła również obietnicę, mówiąc: «Panie Zastępów! Jeżeli łaskawie wejrzysz na poniżenie służebnicy twojej i wspomnisz na mnie, i nie zapomnisz służebnicy twojej, i dasz mi potomka płci męskiej, wtedy oddam go Panu po wszystkie dni jego życia, a brzytwa nie dotknie jego głowy» [1 Sm 1,9-11].

W takiej modlitwie połączonej ze złożeniem Bogu obietnicy, która zresztą podobnie jak i modlitwa Anny została wysłuchana, również ja mam swoje korzenie. Współczesną Anną, zasmuconą swym bezpotomnym losem i zawierzającą ten swój los Panu, była moja mama. Kiedy się urodziłem miała 41 lat, a wówczas przekreślało ją to niemalże z szansy posiadania dziecka, bo medycyna, szczególnie w Polsce okresu PRL-u, nie znała jeszcze tak zaawansowanych technik, badań i lekarstw, jakie zna i posiada dziś. Mama marzyła o kilku pociechach, a otrzymała tylko – choć Ona twierdzi, że aż – mnie. Jak wielką łaską mocnej wiary musiała być obdarzona, że nie załamała się i wciąż zwracała się ku Panu, mimo iż wcześniej kroczyła jakże trudną i kamienistą drogą. Oceniając ludzką miarą, mogłaby przecież zwątpić i to naprawdę na dobre. Oparła się jednak na Panu Bogu i z pokorą Mu zawierzyła. I nie zwątpiła! Jak tank szła przez wszystkie przeszkody, a Bóg czuwał i prowadził. Podziwiam tę konsekwencję, lojalność i oddanie, którymi wykazywała się przez cały ów czas, czyli wolę trwania przy Panu, dzięki czemu Bóg mógł okazać swą moc i swą łaskę. Mama jest i zawsze była dla mnie przykładem ufności pchającej w niezachwiany sposób naprzód.

Dziś, czytając o Annie, matce Samuela, myślę o mojej mamie i dziękuję Panu za Nią w sposób szczególny. Nie zawsze miała ze mną lekko i pewnie wciąż zdarza się, że nie ma, ale kocham ją bardzo. Wiem też, że ona kocha mnie najbardziej na świecie. Przekazała mi wiarę – najcenniejszy spośród skarbów. I choć nasze style pobożności, że tak to karkołomnie ujmę, nieco się od siebie różnią, to jednak jesteśmy na wspólnej drodze do Źródła. Jestem więc spokojny, bo kierunek mamy obrany ten sam. Panie, miej mamę w swej opiece, obdarzaj zdrowiem i spraw, by zawsze w Jej oczach odbijał się blask Twojego Światła!

 

3 Comments

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s