Modlę się dzisiaj za Babcie i Dziadków

Wczoraj był Dzień Babci, a dziś obchodzimy Dzień Dziadka. Myślę w tych dniach o moich bliskich i to mimo iż Dziadków w ogóle nie poznałem, a Babcie zmarły w okresie mojego dzieciństwa. Wiem jednak, że czuwają nade mną i są od zawsze obecni w moim życiu. Ukonstytuowali moje myślenie odnośnie tego, kim jestem i skąd pochodzę, ale swym życiem, które niestety znam przede wszystkim z opowieści, wyznaczyli mi również standardy moralne, których staram się dotrzymywać. Wszyscy byli wierzący, a to nie tylko zobowiązuje – pokazuje mi to także sprawdzoną drogę i właściwą odpowiedź na pytanie jak powinno się żyć?

Babcia Wanda, mama mojego Taty, była piękną i wyjątkowo elegancką kobietą. Pracowała jako krojcza w Modzie Polskiej – od samego początku, czyli czasów Jadwigi Grabowskiej, niemal do samego końca, kiedy współpracowała z zamieszkującym pod nią Jerzym Antkowiakiem. Tak ukazana została w jego wspomnieniach: jedna z najważniejszych osób w pracowni krawieckiej, to była prosta dziewczyna, niezwykle utalentowana, bardzo pewna siebie i swojej pozycji w Modzie Polskiej. Nie patyczkowała się z modelkami, jak któraś zalazła jej za skórę, to potrafiła przywołać ją do porządku ukłuciem szpileczką w kształtną pupę lub w plecy! Skargi zanoszone na nią do Grabolki nie odnosiły żadnych skutków, ponieważ ta popierała Wandę i jej prostą, ale skuteczną metodę dyscyplinowania dziewcząt [Jerzy Antkowiak, Agnieszka L. Janas, Antkowiak. Niegrzeczny chłopiec polskiej mody, s. 82]. Zmarła, gdy byłem małym chłopcem, więc mam tylko mglisty jej obraz, mocno też zatarty. Dużo więcej mówią o niej albumy ze zdjęciami, na których prezentuje się w sposób wprost oszałamiający. Jej gracja, szyk i wdzięk są naprawdę godne podziwu. Z jej mieszkania pamiętam zdjęcie – dumnie wyeksponowane na kredensie w salonie – z audiencji u św. Jana Pawła II w Watykanie. Pamiętam też stare „Przekroje”, pisma z wykrojami i magazyny modowe z całego świata. Kochałem przeglądać je będąc dzieckiem, bo były kolorowe, nowoczesne i totalnie egzotyczne dla kilkulatka żyjącego w PRL-u.

Dziadek Ryszard, mąż Babci Wandy, był przedwojennym buchalterem. Mieszkał na warszawskiej Starówce, na której i mi, kilkadziesiąt lat później, przyszło się wychowywać. Smukła, pociągła twarz i klasyczna uroda do dziś robią wrażenie, gdy ogląda się stare fotografie. Niewiele o nim wiem, bo nawet mój Tata nie miał okazji poznać go zbyt dobrze – zostali bowiem oddzieleni od siebie w trakcie kapitulacji bohatersko walczącej Warszawy w 1944 roku. Dziadek został wywieziony do Austrii i zginął w Mauthausen-Gusen, drugim po Katyniu najważniejszym miejscu eksterminacji polskiej inteligencji poza granicami Rzeczypospolitej w czasie II Wojny Światowej. Jego brak jest odczuwalny do dziś, bo tak nagły i tragiczny brak zawsze musi odcisnąć swe piętno na kolejnych pokoleniach.

Dziadek Stanisław, ojciec mojej Mamy, po którym zresztą otrzymałem imię, przetrwał w licznych opowieściach rodzinnych jako wspaniały człowiek i doskonały chirurg. Przysięgę lekarską złożył 31 sierpnia 1939 roku – nie wiem czy można w mniej fartownym momencie wejść na ścieżkę kariery zawodowej? Dziadek ledwo uszedł z życiem w czasie wojny, gdy niemieccy żołnierze przyszli go aresztować, lecz na szczęście go nie zastali. Już po wojnie był ordynatorem na chirurgii i dyrektorem szpitala. Ostatnio ukazały się artykuły wspominkowe – pierwszy na temat Dziadka, kolejny zaś o Babci, w których przypominano ich sylwetki. Dziadek cieszył się ogromnym zaufaniem ludzi, których leczył. Mając sparaliżowaną połowę ciała, dalej asystował przy operacjach – na wyraźne życzenie swych pacjentów. Zdjęcie z jego książeczki wojskowej pokazuje silnego, przystojnego mężczyznę – o zdecydowanym i nieugiętym spojrzeniu. Zmarł, pozostawiając swą żonę i czwórkę dzieci, z których żadne w chwili jego śmierci nie było jeszcze dorosłe. Jako jedyny nie był rodowitym warszawiakiem, gdyż pochodził z Zagłębia Dąbrowskiego. Do Warszawy przyjechał na studia medyczne dzięki wsparciu swego wuja, u którego zresztą mieszkał będąc studentem – księdza prałata, przedwojennego generalnego wizytatora nauki religii w odrodzonej Polsce, bratanka Sługi Bożego abp. Jana Feliksa Cieplaka, pierwszego metropolity wileńskiego, zwanego również Apostołem Rosji, a także przyjaciela bł. Jerzego Matulewicza, odnowiciela i generała zakonu marianów, biskupa wileńskiego bezpośrednio przed abp. Cieplakiem, mianowanego wizytatorem apostolskim na Litwie i arcybiskupem – już po rezygnacji z wileńskiego tronu biskupiego.

Babcia Janina, nazywana przez wszystkich Ninką, po śmierci Dziadka wróciła do Warszawy. Rzuciła się w wir pracy, starając się zapewnić godny byt swym dzieciom. W tamtych czasach nie było to łatwe. Była dentystką – w jej ślady poszła zresztą później moja Mama. Z Babcią Ninką mam już konkretne wspomnienia. Stawiała zawsze pasjanse w salonie. Pamiętam też jak rozpinała szpilkami na stole wykrochmalone koronkowe serwety i serwetki. Lubiłem z nią spędzać czas, gdy była w Polsce. Spędzała pół roku razem z nami w Warszawie, po czym leciała na kolejne pół roku do Kanady, gdzie mieszka rodzeństwo mojej Mamy. Była kobietą o łagodnym spojrzeniu, pięknych, siwych, lekko kręcących się włosach i wrodzonej delikatności. Była bardzo lubiana przez ludzi. Do dziś przyjaciele rodziny – Mamy i jej rodzeństwa – często i z dużą dozą sympatii ją wspominają. W tych opowieściach jest taka, jaką ją zapamiętałem – uśmiechnięta i pogodna. Babcia odeszła, gdy rozpoczynałem szkołę podstawową. Udała się do Toronto, trochę wbrew sobie, obiecując, że będzie to jej ostatni raz. Zdecydowała się polecieć, gdyż moje kuzynki przystępowały do Pierwszej Komunii Świętej, a tego nie chciała i nie mogła ominąć. Jej śmierć jest jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu, kamieniem milowym w moim procesie dojrzewania, ale do tego wrócę z pewnością innym razem.

Są jeszcze w moim życiu dwie kobiety, które przy okazji tych dni wręcz muszę wspomnieć. Przede wszystkim moja Prababcia, mama Babci Ninki, która przeżyła wszystkich wspomnianych powyżej i którą pamiętam najlepiej. Zmarła w wieku 99 lat i 10 miesięcy. Recytowała mi z pamięci wiersze i całe fragmenty poematów, śpiewała piosenki, uczyła mnie modlitw i opowiadała wspaniałe historie ze swego życia. Do końca zachowała świeżość umysłu i ostrość oglądu świata. Z jej domu pamiętam wielki różaniec i święte obrazy wiszące na ścianach. Pamiętam też broszury salezjanów, których misje na świecie regularnie wspierała. Miała hart ducha i wielką moc, którą wprost emanowała. Drugą zaś osobą, o której pamiętam i dzisiaj też myślę, jest Pani Łanecka – nasza sąsiadka ze Starówki. Jako że jej rodzina rozjechała się po świecie, moi Rodzice pomagali jej z zakupami i odwiedzali wieczorami na pogaduchy. Ja też bardzo lubiłem do niej wpadać! Była moją Babcią Zastępczą, bo z czasem żadnej innej już nie miałem. Przeżyła 102 lata i podobnie jak Prababcia do końca życia pozostała w pełni świadoma i trzeźwo myśląca. Była wspaniałą, mądrą, empatyczną, interesującą, silną kobietą, która nie bała się mierzyć z problemami. Przy czym robiła to zawsze mając pięknie ułożone włosy, perfekcyjnie pomalowane paznokcie i będąc ubraną w dobry zapach perfum. Taką ją zawsze będę pamiętać.

Czekam tego dnia, kiedy będziemy mogli wszyscy, daj Boże, się spotkać. Kiedy będę mógł Dziadków poznać, Babcie sobie przypomnieć, z nestorkami znów porozmawiać i posłuchać ich wspomnień oraz recytowanych przez nie wierszy. Zdjęcie powyżej ukazuje anioła z grobu Prababci i jej rodziców, a mych Prapradziadków, w którym i ja mam pewnego dnia spocząć. Czuwaj, dobry Boże, nad ich duszami! Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w Pokoju wiecznym. Amen.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s