Kiedy mrok dopada i pustka doskwiera

Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza [Ps 23,4]. Tylko gdzie jesteś, kiedy Cię nie ma? Kiedy lęk wypełnia nagle serce, a świat zdaje się do bólu nieznośny? Kiedy potrzebuję Cię dostrzec, usłyszeć i poczuć, a jedyne co mam to mrok, głusza i pustka? Panie, czemu gdy Cię wołam milczysz, jakbyś mnie wystawiał na próbę?

Tak wyglądała moja ostatnia doba. Wszystko zaczęło się wczoraj, kiedy po pracy poszedłem do kina i obejrzałem film „Call Me By You Name” (w polskim tłumaczeniu, według mnie nietrafionym, „Tamte dni, tamte noce”), którego reżyserem jest Luca Guadagnino. To jest najpiękniej od lat ukazana w filmie uniwersalna historia pierwszej miłości – ze wszystkimi jej niepewnościami, uniesieniami, meandrami, niedoskonałościami i czystymi, buzującymi emocjami. Z genialną rolą młodego aktora, Timothéego Chalameta, o którym już jest głośno, a za moment będzie z pewnością – zasłużenie zresztą – jeszcze głośniej. Z senną, słoneczną, włoską prowincją – jej landszaftami i architekturą. Z luźnym, bezpretensjonalnym klimatem lat 80-tych. I ta sensualność! Nie da się przejść obok czy prześlizgnąć, nie poczuwszy niczego. Od razu wracają wspomnienia pierwszych uniesień serca, pierwszych marzeń o bezkresie i nieskończoności, pierwszej czułości i namiętności. To właśnie stało się wczoraj – powróciła na moment moja własna przeszłość narysowana w intensywnych barwach i wyrazistych kształtach. Krew zaczęła pulsować mocniej w żyłach. Miałem ponad dekadę mniej. Rozum zaczęło odcinać. Poszedłbym tańczyć i wylegiwać się na słońcu. I nagle ciemność – niespodziewanie, jakby znikąd…

Nie żywię smutku, ani żalu, patrząc w przeszłość. Nie mam w sobie zawiści, ani nie noszę wobec kogokolwiek urazy. Na moje minione dni składają się jasne i ciemne karty, które wspólnie konstytuują to, kim jestem teraz. Idę z tym bagażem, nie próbując koloryzować w żadną stronę. Dzieje się tak również dlatego, że mam pewność, iż wszelkie objawy miłości, których doświadczyłem w swym życiu, były obrazem Miłości Boga do ludzi – doświadczeniem Boga w świecie namacalnym. Miłość jest cudem. Jest dobra. Jest piękna. Jest także solą życia. Tak się składa, że od kilku lat wiodę z wyboru życie samotne. Dobrze mi z tym, a przynajmniej tak jest przeważnie. Wiem, że jest wokół cała rzesza ludzi kochających mnie i darzących swą miłością. Okazują mi to każdego dnia. Troszczą się i dbają o mnie. Dziś jednak miałem trudny dzień. Przychodzą bowiem z rzadka takie chwile, kiedy samotność potrafi mimo wszystko dać w kość. Wybiera najczulszy punkt i uderza ze zdwojoną siłą. Przeważnie zasadza się na potrzebę bliskości i zatopienia się w kimś – tak emocjonalnie, jak i duchowo. Zlania się na moment w jedno, by później móc znów odzyskać siebie i swój jednostkowy spokój.

Pan jest moją kotwicą. Bez kotwicy nie da się osiąść w porcie, zarzucić trudu żeglugi, poczuć się bezpiecznie. Dlatego tak przyjemna jest świadomość, że mogę na Nim zawsze polegać. Dziś jednak silny wiatr, pchający ku wyimaginowanym przygodom, szarpnął statkiem tak, iż na moment powstało wrażenie, jakby tej kotwicy nie było i nic mnie w tym porcie nie trzymało. Przeszła myśl: przygody są przecież gdzie indziej, więc w ogóle po co tu cumować?! Choćby i trzymało mnie coś, to zerwę wszystkie te więzy i ruszę w podróż za horyzont, gdzie czekają na mnie opowieści jak u piratów z Karaibów! Zły ciągnie ku sobie, kiedy tylko wyczuwa w nas słabszy moment.

Wróciło jednak pojmowanie! Panie, przecież Ty jesteś i zakotwiczasz mnie w tym, co dobre i piękne. Ty jesteś Miłością, więc czemu rzucam się nagle i staram się przed Tobą uciekać? Ty oferujesz mi siebie, w zamian nie żądając niczego, co najwyżej prosząc o godne podążanie za Tobą, więc dlaczego miałbym to odrzucać? Zwracasz się do mnie, bym postępował zgodnie z przykazaniem miłości, więc czego miałbym się bać? I wrócił spokój. Duch się odezwał w środku – miłuj jak tylko potrafisz, całym sercem i ze wszechmoc. Kochaj ludzi, a Pan odwzajemni dobrem, tak jak to zresztą od zawsze czyni. Odwzajemni Ci miłością, bo przecież sam jest Miłością. Dzięki Ci, Boże, że gdy wątpię, wspierasz mnie i oświecasz. Kiedy błądzę, znajdujesz mnie i nie pozwalasz się zgubić. Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię [Ps 23,1-3].

1 Comment

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s