Mój Tata – spokój i pogoda ducha

Kiedy zbliżył się czas śmierci Dawida, wtedy rozkazał swemu synowi, Salomonowi, mówiąc: «Ja wyruszam w drogę [przeznaczoną ludziom na] całej ziemi. Ty zaś bądź mocny i okaż się mężem! Będziesz strzegł zarządzeń Pana, Boga twego, aby iść za Jego wskazaniami, przestrzegać Jego praw, poleceń i nakazów, jak napisano w Prawie Mojżesza, aby ci się powiodło wszystko, co zamierzysz, i wszystko, czym się zajmiesz, ażeby też Pan spełnił swą obietnicę, którą mi dał, mówiąc: „Jeśli twoi synowie będą strzec swej drogi, postępując wobec Mnie szczerze z całego serca i z całej duszy, to wtedy nie będzie ci odjęty potomek na tronie Izraela” [1 Krl 2,1-4].

Zapracowany mam tydzień, a jeszcze jakieś przeziębienie mnie dopadło i trzyma, więc dopiero dziś mam chwilę, by wspomnieć przedwczorajszą rozmowę z moim Tatą, która była jedną z tych raczej szorstkich. Wkurzam się, bo Tata miga się od podjęcia leczenia, mimo że ma zdiagnozowane różne chorobowe anomalie. Nie leży wszakże na łożu śmierci, ani nie żegna się jeszcze ze światem jak przywołany w czytaniu król Dawid, ale od środka drąży go choroba, a że lata już nie te, bo osiemdziesiąt lat skończy w przyszłym roku, to i wizja śmierci – w bliższej niż dalszej perspektywie – staje się z każdym dniem, miesiącem, rokiem jakby bardziej namacalna i trudniejsza do odsunięcia w czasie. Nic też dziwnego, że w głowie rodzą się pytania ostateczne, a refleksje nad życiem, relacjami i przemijaniem pączkują i domagają się konkluzji. Pan Bóg przychodzi jednak z właściwym Słowem i karmi umysł spragniony pocieszenia, otuchy i równowagi. Ukazuje też równoczesną małość oraz wielkość pojedynczego człowieka, jego kruchość oraz potęgę, a także jego doczesny wymiar przemieszany z wizją i obietnicą wieczności. Nagle człowiek zyskuje właściwą perspektywę. Nagle świat i rzeczywistość stają się poniekąd bliższe, bo odczuwalnie spójne i oblekające. Ten kokon, którym oplótł nas Pan, na który składają się inni ludzie, doświadczenia, wymiany zdań i energii, uczucia i doznania, codzienne objawienia prostych prawd, jest jednostkowym Miastem, w którym żyjemy i które staje się naszą oazą, jeśli tylko wpuścimy tam Pana.

Liczę, że dzień, kiedy przyjdzie mi żegnać się z Rodzicami, jest jeszcze odległy. Wierzę też, że Pan Bóg wie najlepiej, kiedy wezwać swe dzieci do siebie. Dlatego nie boję się śmierci i nie boję się samotności – zawsze bowiem mam ze sobą Ojca, który daje mi wieczne życie i uczy jak miłować. Dzięki Niemu potrafię też odkrywać w mojej relacji z mym ziemskim Tatą wielkie pokłady wzajemnego szacunku i akceptacji, mimo różnicy ekspresji, charakteru czy jednostkowej konstrukcji mentalnej. Napisałem o nim kiedyś tak i wciąż to podtrzymuję: „Jest taki facet w moim życiu, który jest dla mnie w wielu kwestiach wzorem. To mój Tata! Ma łagodne oczy, lśniące radosnym, dziecięcym uśmiechem. Ma też bardzo dobre serce. Nie wyraża tego słowami, ale pokazuje poprzez działanie. Nieraz, właśnie tak mi dowiódł jak bardzo mnie kocha. Przychodzę do Niego z różnymi sprawami – czasem zwycięsko, czasem z podkulonym ogonem, ale zawsze pewny, że wysłucha i postara się zrozumieć. Bardzo Go kocham – jak syn ojca, ale i bardzo – trochę tak po przyjacielsku – Go lubię. Jak już w końcu dorosnę, chciałbym być taki jak On!”. Być może dlatego ciężko się pogodzić z myślą, że kiedyś go nie będzie. I to mimo braku lęku przed śmiercią – przecież wiem, że jest życie wieczne, a jestem wprost przekonany, że Tata trafi do Boskiego Jeruzalem, bo nie ma w sobie ani złości, ani zawiści, ani też zgryzoty. Ma natomiast nieskończone pokłady Dobra, a to musi być Bogu miłe.

Refren dzisiejszego psalmu przywołuje postać Boga Wszechmogącego – twórcy porządku i stwórcy świata. Ty nad wszystkim panujesz, a w ręku Twoim siła i moc, i ręką Twoją wywyższasz i utwierdzasz wszystko [1 Krn 29,12]. Daj, Boże, bym ufał zawsze Twoim wyborom. Bym potrafił je rozpoznawać i przyjmować bez buntu. By rezonowała we mnie siła Twego spokoju, ogarniała mnie Twoja mądrość, a mój odbiór świata zawsze przepełniał Twój Boski ład. Nie wiem co powie mój Tata, kiedy pewnego dnia przyjdzie nam się żegnać. Cieżko mi sobie ten moment wyobrazić, a już nie mówię nawet o sytuacji, gdyby nie było nam to dane… Wiem jedno – Tata pokazuje mi całym swym życiem, że najważniejsze jest bycie dobrym człowiekiem, troska o bliźnich i zdolność stawiania – choćby tylko czasem – interesu innych ponad swoim własnym. To jest ogromny kapitał społeczny, którym mnie obdarował Pan! Nie śmiałbym nigdy prosić o więcej. Mogę co najwyżej dziękować. Z tą myślą i z tą wdzięcznością kładę się więc dziś spać. Dzięki Ci, Panie, za Tatę. Miej go w swojej opiece!

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s