Spotkanie, mimo życiowych przeciwności

Dzisiejsze Święto Ofiarowania Pańskiego, w Polsce obchodzone jako Święto Matki Boskiej Gromnicznej, przywołuje w Ewangelii moment poświęcenia Jezusa w świątyni, który w Piśmie Świętym poprzedza fragment o Jego obrzezaniu. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki]. Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu [Łk 2,21-23].

Być poświęconym Panu – co to tak naprawdę znaczy? Co znaczy tak właściwie poświęcenie? Moja koleżanka, Monika, kiedy widzieliśmy się w ostatnią niedzielę, rozważała sens tego słowa. Celnie zauważyła, że poświęcenie zawiera w sobie pewną dwoistość – uświęcenie łączy się w nim i konstytuuje poprzez wyrzeczenie. Moja mama, o czym kiedyś wspominałem, czekała długo na dziecko. Długo czekała na mnie. Po drodze złożyła Bogu przysięgę, wyrzekając się części swych nawyków, rezygnując z czegoś, aby zyskać uświęcenie w przekazywaniu życia i macierzyństwie. Trwa w tym postanowieniu i złożonym ślubie aż do dziś. Dla mnie zawsze brzmiało to dość abstrakcyjnie, ale im dalej w las życia, tym bardziej zaczyna to wszystko nabierać sensu. Zaczynam rozumieć, że aby móc coś zyskać, zawsze trzeba się czegoś innego wyrzec. Aby coś osiągnąć, należy obrać kierunek, a to oznacza: zrezygnować z innych dróg. Odpowiadając na wyjściowe pytanie – o bycie poświęconym Panu – można powiedzieć wręcz, że aby poznać Pełnię, należy odrzucić pustkę i wszystko to, co się z nią łączy. Nagrodą jest obcowanie z umiłowanym Ojcem, braterstwo Chrystusa oraz dary pochodzące od Ducha Świętego.

Ostatnie dwa tygodnie to czas, gdy jestem od Pana dalej niżbym chciał. Rano jedynie znak krzyża po wstaniu z łóżka i kilka dobrych słów pod adresem Ojca. Wieczorem zbyt krótki i szybki pacierz na kilka chwil przed snem. Jak nie spotkania z klientami, to zdjęcia albo telekonferencje z reżyserami. Jak nie nauka do sesji i rozwiązywanie kazusów, to egzaminy i zaliczenia. I jeszcze to wstrętne choróbsko, które mnie rozkłada… Wymówek jest całe mnóstwo. Choć też fakt – marzy mi się mały postój, jakaś przerwa, możliwość złapania miarowego oddechu myśli. Marzy mi się również rzetelny rachunek sumienia i spowiedź. Udział w Eucharystii nie tylko przy niedzieli. Jutrznie albo nieszpory – najchętniej razem z Monastycznymi Wspólnotami Jerozolimskimi, które mają piękno i spokój wdrukowane w swój genetyczny kod. Po prosu generalnie więcej czasu wraz z Ojcem!

Mam pretensję do siebie, że nie potrafię poświęcić więcej, a przez to zyskać więcej – bliskości i miłości przede wszystkim. Przecież wiem, że Pan Bóg czeka, by mnie nimi obdarzyć obficie, a ja – otumaniony pracą, studiami i innymi wymówkami, nie znajduję odpowiednio dużo czasu, aby się z Nim spotkać. Pora to zmienić i wrócić do mojej duchowej rutyny – w tym dobrym, konsekwentnym znaczeniu. Dziś więc się nie rozpisuję! Przeznaczę teraz chwilę na bycie wraz z Tobą, Ojcze. Na oddawanie Ci należnej czci. Jeśli i wam się uda, połączmy się w modlitwie o właściwe priorytety, ale i za tych, którzy nie potrafią ich poprawnie wyważyć. Oby Pan nam wszystkim drogi życia prostował i prowadził zawsze ku sobie!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s