Mówić mądrze, kiedy rozplątuje języki

Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić [Mk 7,32-35]. Jezus czyni cuda – mówi dzisiejsza Ewangelia. I czyni to jako Bóg w jedności z Ojcem i Duchem Świętym. Staje się to za sprawą dotknięcie języka głuchoniemego śliną. Stary Testament taki obraz nam przedstawia: Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. Otwiera swe usta na zgromadzeniu Najwyższego i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą: Wyszłam z ust Najwyższego i niby mgła okryłam ziemię [Syr 24,1-3]. Pan poprzez swą Mądrość odmienia los człowieka uciemiężonego, pragnącego usłyszeć i przemówić. Ślina jest przedłużeniem tej Bożej Mądrości i smakiem Jego zbawienia.

Wspaniała jest organiczność tego obrazu. Oto Bóg swą śliną zmywa to, co ograniczające, wiążące, pętające. Wzdycha też, jakby chciał dać przykład modlitwy, w której człowiek na moment zapomina o sobie, kieruje swe myśli ku Najwyższemu i Jemu powierza swój los. Tak też Jezus, Syn Człowieczy, wzdycha do Ojca, by móc Bożą mocą uzdrowić chorego. Wypowiada też słowa, które kierują nas ku Słowu Bożemu. W słowach bowiem, które pochodzą od Niego, mamy upatrywać wskazówek do zmiany swego życia, do uzdrowienia z chorób – przede wszystkim ducha, do wytyczania dróg, które będą nas prosto prowadzić do Niego. Słowo jest naszym pokarmem codziennym, a przynajmniej dobrze, kiedy tak się staje. Ma swe liczne oblicza. Przemawia do nas na różne sposoby. Daje głębiej zanurzyć się w rzeczywistości, którą podarował nam Pan. Poza tym oczyszcza, pozwala złapać właściwy dystans, a także studzi lub rozbudza – w zależności od potrzeb i kontekstu. Słowem Pan Bóg nas ubogaca i upiększa. Zbliża nas też do siebie.

Codziennie wylewają się z nas potoki słów. Raz mącą. Innym razem rozlewają się powodzią gniewu. Jeszcze innym koją lub użyźniają nasze relacje. Ważne, by te słowa czerpały ze Słów, które dał nam Pan, ale i w nich miały swe korzenie. I intencja również jest ważna, bo nawet najświętsze słowa i pisma można odczytać tak, by zamiast łączyć, dzieliły. By zamiast dawać, odbierały – godność, honor, człowieczeństwo. By zamiast napełniać dobrem, lały się strumieniem zła i mroku. Słowa-sztylety. Słowa-strzały. Czasem nawet tylko słowa-szpilki, które potrafią i tak nieprzyjemnie ukuć. Mądrość, którą Pan Bóg się z nami dzieli zobowiązuje nas, byśmy słów używali wykazując się pomyślunkiem oraz troską o drugą osobę. Skoro Bóg rozwiązuje nam język i daje nam mowę, lepiej skorzystać z tej sposobności i mówić rzeczy mądre, zamiast klapać jęzorem i paplać bzdury. Tak czytam dzisiejsze Słowo. Tak słyszę to, co Pan Bóg dziś do mnie mówi.


Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s