Czekając na śmierć… i na Zmartwychwstanie

Pokrętne jest to nasze życie i pełne wewnętrznych sprzeczności. Pierwszy raz czekam na Wielki Post, tak jak zdarzyło mi się w życiu czekać na Adwent. Od jakiegoś czasu upatruję w tym okresie szansy dla złapania życiowego balansu i przywrócenia spokoju i przestrzeni dla mojej relacji z Panem. Ostatnie tygodnie były bowiem jednym wielkim pędem, do tego przy osłabieniu organizmu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym, więc czasem jakby podwójnie trudnym. Nie byłem na Mszy w tygodniu od wielu wielu dni. Nie miałem czasu na jutrznie, ani nieszpory. Nawet wieczorna modlitwa mi umyka – kilka prostych, zakorzenionych głęboko w sercu słów, po czym padam i usypiam bez mrugnięcia. Relacja jak z portierem witanym przy wejściu do budynku, a nie jak z przyjacielem, dla którego powinno się mieć czas…

Wyczekany zatem Wielki Post przyszedł dziś, jakby niezauważenie, jakby za szybko i bez zapowiedzi. Złapał mnie w pędzie i nawet nie dał szans, by złapać kilka wdechów przed zbliżającą się przygodą. Znów do 4 nad ranem robiłem kosztorysy. Znów wstałem przed budzikiem z płucami i zatokami zajętymi śluzem. Znów telefon jak się rozdzwonił rano, tak umiarkowanie przycichł dopiero późnym popołudniem. W wyczekiwany Wielki Post, który rozpoczyna dzisiejsza Środa Popielcowa – pełna postnych wyrzeczeń, wkroczyłem objadając się śniadaniem przygotowanym bez uświadomienia sobie, jaki mamy dziś dzień. Nim zorientowałem się, że to przecież dziś i że jest post ilościowy i jakościowy, wsunąłem pół posiłku, stanowiącego jakiś rodzaj ułomnej rekompensaty wszystkich innych braków. Nagle zmuszony byłem przerwać i wstawić resztę do lodówki – co za koszmarny, poranny zawód. Idealna przygrywka do kolejnego szalonego dnia okraszonego tysiącem produkcyjnych absurdów.

Jedno, co się dziś udało, to powiedzieć jednak stop, wybiec z pracy o 17.45 (dzięki Julii, która została, by dopilnować ostatnich prac na dziś) i zdążyć na 18.30 na Mszę św. do Zbawiciela. Kościół był pełen ludzi, w powietrzu wyczuwalna była jakaś taka dobra atmosfera, a długa kolejka do spowiedzi zamiast odstraszać, wręcz zapraszała, by się w niej ustawić. Wystarczyło włączyć tryb samolotowy w telefonie i skoncentrować się na byciu przed Panem, by radość wróciła i serce wypełnił spokój. Potrzebowałem tego momentu, tak jak oazy na pustyni potrzebuje wędrowiec, by ukoić swe pragnienie i dać odpocząć swemu zmęczonemu ciału. Przystąpiłem do sakramentu pokuty i pojednania, i sto kilo spadło z barów. Wrócił stan łaski uświęcającej i pokój z Panem. Uśmiech wrócił, a wyczekiwany Wielki Post mógł się w końcu zacząć od posypania głowy popiołem.

Pismo Święte [Rdz 3,19b] mówi: prochem jesteś i w proch się obrócisz! Ta materialność człowieka w Wielkim Poście wybrzmiewa szczególnie. W tym okresie możemy doświadczać siebie i przekraczać siebie szczególnie na trzy sposoby – poprzez modlitwę, post i jałmużnę. Czuć ciało, które łaknie. Otwierać serce, by mogło przyjąć Miłość. Wsłuchiwać się w głos Ducha, by skończyć czterdziestnicę lepiej pojmując wagę męczeńskiej śmierci Chrystusa i cudu Jego Zmartwychwstania trzeciego dnia, ale będąc też w bliższej, bardziej intymnej, przyjacielskiej relacji z Bogiem, idącym zgładzić na krzyżu nasze grzechy. Wejść w okres Triduum Paschalnego, będąc prawdziwie nawróconym. Domknąć ten cudowny rok z Bogiem, który zaczął się ostatniej Wielkanocy i rozpocząć kolejny, wzmocniony i zapalony Bożym ogniem.

Widzę jakiś ogromny potencjał w tym wielkopostnym okresie. Bardzo mnie to intryguje samo w sobie, ale też ciekaw jestem, co przyniesie mi Pan – w jakich sytuacjach i wobec jakich ludzi mnie postawi? Chciałbym też rozeznać prawdziwy wymiar tego czasu i doświadczyć zmiany. Znów marzy mi się wspólnotowość w przeżywaniu wiary – wspólna modlitwa, uczestniczenie w Eucharystii, budowanie więzi między dziećmi Jednego Boga. Marzy mi się też prostota i szczerość życia. Skromność i działanie dla działania, a nie reakcji innych na nie. Dzisiejsza Ewangelia przywołuje mądrość zawartą w słowach Jezusa [Mt 6,5-6]. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Pomóż mi Panie stawać przed Tobą i budować na tych Spotkaniach. Niech ten Wielki Post obudzi we mnie mocno Twój ślad!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s