Spotkanie – klucz do Wielkiego Postu

Dziś czytanie i Ewangelia koncentrują się na zagadnieniu postu. Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.» [Mt 9,15]. Kiedy w środę byłem na Mszy celebrans wspominał o wielkopostnych postanowieniach – że warto się czegoś wyrzec lub coś poświęcić w tym czasie oczekiwania na wydarzenia, które legły u początków chrześcijaństwa. I tu pojawił się pewien problem, bo nie jestem wielkim fanem postanowień. W życiu staram się podejmować decyzje odnośnie kierunków i nadawać tymi decyzjami wektory działaniom, by zbliżać się do obranych celów, równocześnie unikając jednak deklaracji, które mogłyby się przekładać na późniejsze bezsensowne zawody, kiedy np. nie byłbym w stanie sprostać moim własnym wyobrażeniom na swój temat. Pamiętam bowiem zawsze, że moje decyzje są słabe i chwiejne, podczas gdy moc sprawcza Boga jest wielka i niewzruszona. Mam moc – daną przez Pana każdemu człowiekowi – by każdą swą decyzją otwierać kolejne drzwi, dokonując wolnych wyborów, lecz równocześnie wiem, że to On ma moc, aby sprawiać, że rzeczy się wydarzają. Cała energia, która przez te wspomniane drzwi się wlewa pochodzi prosto od Niego. Jak tu jednak wybrać postanowienie na Wielki Post?

Wspominałem ostatnio o Maćku, który wpadł do mnie do pracy. Maciek wyznał, że w zeszłym roku był w kościele w okresie wielkopostnym codziennie. Niby nie jest to nic wielkiego i ja również miałem w swoim życiu długie okresy, kiedy byłem na Mszy codziennie – z pewnością nawet i dłuższe niż czterdziestnica. Modlitwa jednak to nie wyścigi, w których ścigamy się o to, kto będzie klęczał przed ołtarzem dłużej albo częściej. Modlitwa to Spotkanie, a tym bardziej jest nim ta szczególna forma modlitwy, jaką jest Eucharystia. Właśnie to wydało mi się tak atrakcyjne we wspomnieniu Maćka. Od razu zachciało mi się przeżyć zbliżający się Wielki Post w taki właśnie sposób – widząc się codziennie z Panem, odwiedzając Go w Jego domu, znajdując ten czas, by podarować go Bogu. Niby jak w Adwencie, ale jednak roraty to coś zupełnie innego. Wtedy czeka się wraz z brzemienną Maryją na moment rozwiązania, zaś w Wielkim Poście idzie się z Chrystusem przez Jego ostatnie tygodnie życia – z pełną świadomością, że ta wędrówka zakończy się na Golgocie i będzie poprzedzona towarzyszeniem Chrystusowi w godzinach cierpienia, tortur, a w końcu też Jego śmierci krzyżowej. Wizja tych Spotkań po prostu wydała się właściwa. I tak oto wdrażam tę wizję w życie.

To nie jest postanowienie. Nie mam ambicji, by być w kościele codziennie. Chcę jednak być możliwie najczęściej. Nie robię tego, bo tak wypada. Pragnę po prostu być z Chrystusem. Spijać słowa, które wypowiada. Poznawać Go. Zaprzyjaźnić się z Nim jeszcze bardziej. Opowiedzieć Mu o sobie, własnymi słowami, ale przede wszystkim posłuchać co On ma mi do powiedzenia. Dziś w trakcie Mszy usłyszałem przekaz, który miał przygotowany dla mnie – że moje zaangażowanie modlitewne nie będzie mieć wagi, jeśli nie pójdą za nim czyny miłosierdzia. Jeśli ja się nie zmienię naprawdę, to moje zewnętrzne postawy będą tylko pustą pobożnością, która nie jest i nie będzie miła Panu. Usłyszałem jak mówi mi – bądź dobry dla ludzi, wsłuchuj się w potrzeby ludzi, kieruj swe serce wobec wszystkich, a w szczególności tych, którzy tego najbardziej potrzebują. Serce otwarte. Serce niewypełnione gniewem. Serce gotowe służyć.

Liczę, że w kościele będę spotykał w tym okresie ludzi, którzy również chcą słuchać Bożego głosu i chcą się przygotować na Zmartwychwstanie Pańskie, tak by nie przegapić świątecznego momentu i nie zapomnieć, jaki jest prawdziwy sens tych pięknych świąt. Dziś spotkałem znajomego ze wspólnoty, którą miałem okazję odwiedzić w listopadzie. Piękna sprawa – ludzie co miesiąc spotykają się w domu pod Warszawą, a ojcowie – głównie dominikanie – odprawiają Mszę, po której następuje wspólne biesiadowanie. W przyszłym tygodniu ustawiłem się na wspólną Mszę z inspiratorem mojej wielkopostnej aktywizacji. Zależy mi bardzo na przeżywaniu tego czasu we wspólnocie z innymi. W ogóle wspólnota jako taka wydaje mi się kluczowa w przeżywaniu wiary. Pewien ojciec powiedział mi kiedyś, że wiary nie można przeżywać w pojedynkę, bo zwiędnie albo uschnie – tylko wśród innych może się rozwijać właściwie. Szukam swojego miejsca wciąż. Wiem, że prędzej czy później Bóg zakotwiczy mnie gdzieś mocniej niż ma to miejsce teraz. Tymczasem stawiam na Spotkania. Znów – i to jest super! Początek roku był pełen zawirowań, a teraz nagle wiatr w żagle i czuję Bożą bliskość. Dzięki, Panie, że jesteś obok! Dzięki, że mnie nie opuszczasz i dajesz mi szansę, by żyć z Tobą i dla Ciebie!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s