Podróż w czasie, aby spotkać Pana

Miesiąc temu, próbując pomóc koledze w uzyskaniu kontaktu do księdza, którego znałem z dawnych lat, skontaktowałem się z Krzyśkiem – przyjacielem z tamtych czasów, licząc, że może on dysponuje poszukiwanym namiarem. O ile koniec końców kontakt z owym proboszczem został nawiązany inną drogą, o tyle ja otworzyłem niejako portal do przeszłości. Cofnąłem się do korzeni i nagle miałem okazję spojrzeć na to, skąd jako człowiek pochodzę. Są tacy ludzie, którzy nas w rzeczywistości współtworzą, choć po latach czasem nawet o tym nie pamiętamy. Bez nich nie bylibyśmy tacy, jakimi jesteśmy lub za jakich chcemy się uważać. Przedziwne, że tak łatwo czasami znikają z horyzontu naszej codzienności. Sztuka podtrzymania tych znajomości, niekiedy bardzo bliskich i znaczących, kiedy były wciąż żywe, bywa trudna, więc nie dziwne, że czasem łatwiej jest odpuścić. Nie ma się też co oszukiwać – doba ma 24 godziny, życie ma swoją dynamikę, każdy człowiek jest tak samo lekcją, jak i zadaniem, a za rogiem czasoprzestrzeni czai się kolejna osoba i kontekst, więc czasem po prostu zdarza się tak, że kartka zostaje przekręcona, by opowieść mogła toczyć się dalej. Pan nas prowadzi naprzód, a jednak mimo to krzyżuje czasem na nowo nasze drogi z ludźmi, których postrzegaliśmy jako już nieobecnych w naszych życiach. Krzyżuje choćby tylko na moment. Tak też stało się i tym razem. Czy na chwilę to się jeszcze okaże.

Pisząc w sprawie numeru telefonicznego nie spodziewałem się, że doznam swoistego katharsis. Jakby Pan postawił mnie w tej sytuacji, bym mógł skonfrontować się z sobą samym sprzed lat, widzianym w czyichś oczach. Bym mógł stanąć w prawdzie i odkurzyć pamiętnik sprzed lat, pozostawiony na trudno dostępnej półce w duchowej bibliotece moich wspomnień. We wspomnieniu Krzyśka zobaczyłem nastoletniego chłopaka (na zdjęciu, które mi przysłał, uwiecznionego podczas jednego z wyjazdów oazowych), szukającego swego miejsca w świecie, kochającego Boga i zwykłe, codzienne życie w zgodzie z Nim. Modlącego się brewiarzem i uczącego tej modlitwy innych, uśmiechniętego i pogodnego. W tej otwartej szkatułce wspomnień zobaczyłem siebie jeszcze nim napięcia okresu dojrzewania zaczęły brać górę – beztroskiego i niewinnego. Z czystym sercem i radością wypisaną na twarzy. Pamiętam, że nosiłem już wówczas w głębi znane tylko sobie brzemię, ale to był jeszcze czas poprzedzający nadchodzące dni – narastającego rozdarcia, a później i oddalania się od Pana, lecz także podejmowania prób walki o to, by owa lina, która spajała mnie mocno ze Stwórcą od urodzenia, ostatecznie nie pękła. Ten czas dojrzewania – pulsujący i wewnętrznie sprzeczny – jest czasem znaczącym dla całego mojego przyszłego życia, a mimo to czasem nieco wypartym. Tym cenniejsze jest rzucenie nań ponownie światła.

Wracam do tamtej wymiany zdań sprzed miesiąca, bo właściwie już ozdrowiawszy, a przede wszystkim zamknąwszy już projekty, które miałem w pracy na tapecie, mogę w końcu wrócić na spokojnie i zaplanować spotkanie po latach, z którego propozycją sam zresztą wyszedłem. Nie wiem co z tego wyjdzie – raczej bywam mocno sceptyczny w takich wypadkach, ale widząc Boży zamysł w całym tym szeregu zdarzeń, staram się pamiętać o lekcjach, których nam Bóg poprzez Pismo Święte udziela. Jedna z nich pochodzi z Mądrości Syracha [Syr 9,10]. Nie porzucaj starego przyjaciela; nowego nie można postawić wyżej niego. Wino nowe, przyjaciel nowy – jeśli się zestarzeje – z przyjemnością wypijesz. Pragnę więc dać szansę spotkaniu, bo w spotkaniu z drugim człowiekiem upatruję szansę Spotkania – z Bogiem. Dzisiejsza liturgia przywołuje przymierze Boga z ludźmi [Rdz 9,8-15], odnowione później w Nowym Przymierzu. Bóg jest konsekwentny w swej relacji z ludźmi oraz z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi – z całym pięknem stworzonego świata. Bóg uczy nas tej konsekwencji, a jej skutkiem jest wychodzenie naprzeciw ludziom, szczególnie tym, którzy w nas wrośli, choćbyśmy o tym już zapomnieli. Dzięki Ci, Panie, że uświadamiasz mi, co jest w życiu ważne i dajesz szansę zmieniać się, bym mógł gdzieś pośród ludzi spotkać Ciebie. Dzięki, że mówisz tak, abym mógł Cię usłyszeć!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s