Święci na wzór Przemienionego

Mam wrażenie, że mówiąc o Panu Bogu można czasem ulec przeświadczeniu, że już Go znamy, że wiemy, jaki jest, a także że właściwie rozumiemy, co ma nam do powiedzenia. W takich momentach osobiście staram się trzymać dość prostej zasady: kiedykolwiek zaczyna mi się tak wydawać, wracam na pole startowe swojej przyjaźni z Panem. Wracam do punktu wyjścia, zostawiając przestrzeń dla Boga, by mógł mnie wciąż swoim pięknem zaskakiwać. Jeśli bowiem wydaje się, że coś się o Panu Bogu pojęło, a już szczególnie jeśli myśli się, że pojęło się to samemu z siebie, najpewniej oznacza to, że nic nie się zrozumiało z lekcji o pokorze człowieka prawdziwie oddanego Bogu, z lekcji o niepoznanej Bożej doskonałości, a także z lekcji mówiącej, że Pana Boga możemy poznać tylko na tyle, na ile sam się nam objawi. Jeśli więc ktoś myśli, że zgłębił Boga mocą swego intelektu, oznacza to w pierwszej kolejności – niemal na pewno, że jest w błędzie, a w drugiej, że pycha zżera go od środka. Wielki Post to świetny czas, aby wyrzec się tej pychy, nawrócić się i zacząć od początku.

Myślimy czasem o tym jak doskonałymi uczniami i naśladowcami Chrystusa byli Apostołowie. Jaką mieli wspaniałą zdolność wniknięcia w naukę Jezusa. Jak bardzo potrafili objąć swym umysłem wszystko, czego ich nauczał. Chcemy być tacy jak oni, by zasłużyć na świętość – nie tyle tą formalną, ogłaszaną wszem i wobec przez Kościół, ale świętość w oczach Pana. Uczniowie Jezusa z czasów, gdy chodził po ziemi, byli jednak również tylko (i aż) ludźmi, a to oznacza, że także – podobnie jak my – mieli mnóstwo pytań, na które odpowiedzi nie znajdywali, a przynajmniej – nie znajdywali od razu. Dzisiejsza Ewangelia o Przemienieniu Pańskim ukazuje nam nie tylko Boskość Chrystusa, której doświadczyli – jakże naocznie – Piotr, Jakub i Jan, towarzyszący Jezusowi na górze, ale również prawdę o niedoskonałości naszego poznania. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza» Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni [Mk 9,4-6]. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych” [Mk 9,9-10]. Byli przestraszeni, gdyż nie rozumieli, a także mieli pytania, na które odpowiedzi mógł im udzielić jedynie Chrystus. Nie byli wszechmocni i doskonale oświeceni. Byli ludzcy na wskroś i paradoksalnie – jest to kapitał, na którym my możemy budować.

W ogóle zdaje mi się czasem, że mamy wyobrażenie o świętych jako o herosach, ludziach bez skazy, gigantach poznania i mocarzach ducha. I część z tego jest prawdą – umierali bowiem będąc tymi gigantami i mocarzami, ale ich życie – do czasu – nie należało wcale nieraz do wspaniałych i godnych uznania. Pociągnięci jednak ku Bogu mocą Jego łaski odmieniali swe życia i stawali się lepszymi ludźmi. To jest największa lekcja, jakiej nam udzielają – człowiek marny i upadły może stać się wielkim i godnym naśladowania. By tylko przywołać przykłady: prześladowca innych, ladacznica czy rozpustnik (tj. odpowiednio: św. Paweł Apostoł, św. Maria Magdalena oraz św. Augustyn) porzucali swe życie w grzechu i na swych rozpoznanych słabościach budowali niezłomne twierdze ducha. Mając doświadczenie własnej niedoskonałości potrafili docenić moc świętości życia, do jakiej wzywa nasz Pan, Jezus Chrystus, oraz moc Ducha, którą zostaliśmy obdarzeni. To jest ogromna zachęta dla nas – bycie świętym zaczyna się w każdej sekundzie, po każdym upadku, ilekroć czujemy własną słabość. Mocą Chrystusa jesteśmy bowiem skłonni odmieniać te słabości i zyskiwać prawdziwą moc dzieci Bożych. Tak właśnie rodzą się giganci i herosi – z Boga i dla Niego!

Obraz przemienionego Chrystusa jest obrazem czystości i doskonałości. Zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła [Mk 9,2-3]. To nie są czary i magia. To nie są sztuczki dla ludu. Jezus ujawnia swym uczniom, tzn. również nam, prawdę o swej Boskości. Zresztą nie tylko On sam, w swej ludzkiej naturze, ale i Bóg Ojciec, rozwiewając wszelkie możliwe wątpliwości i nie pozostawiając przestrzeni na domysły. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» [Mk 9,7].

Dziś jest taki dzień, kiedy samoistnie myśl biegnie w stronę Boskiej natury Chrystusa. Kiedy wzbudza się w nas wdzięczność za to, że to nam się objawił i że możemy być świadkami tego objawienia, obdarzonymi możliwością niesienia poprzez wieki Prawdy, którą ujawnił nam sam Bóg. Kiedy doświadcza się na poziomie rozumowym bliskości z Bogiem, bo przecież wiemy, że Syn Człowieczy jest naszym Bogiem. Nasz Pan, to nasz Brat. Nasz Bóg, to nasz Przyjaciel. Dziś jest taki szczególny dzień, w którym wielbię Pana radując się, że mimo iż nie znam Go w pełni, to jednak doznaję od Niego łaski dostrzeżenia w Nim prawdziwego Boga. Skoro On jest przy mnie, to nie ma samotności, znika lęk, a w to miejsce rodzi się nadzieja. Jest znak ukazujący kierunek, a nie samo wezwanie, do świętości. Dzięki Ci, Panie, za to, że jesteś i dajesz nam, w ułomności naszych serc i umysłów, się poznawać – zgodnie z Twoją wolą!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s