Lekarstwem na wstyd jest Miłość

Mierzymy się w swych życiach z poczuciem wstydu, z pogardą dla popełnionych kiedyś przez nas czynów, z powtarzalnymi upadkami, których nie umiemy wyplenić. Temat wstydu wracał w rozmowach w miniony weekend, więc czuję potrzebę, by pochylić się nad nim choć na chwilę. Bywa tak, że wspomniany wstyd jest uzasadniony, bo robimy rzeczy niemądre i obraźliwe względem Stwórcy, więc dobrze, że w pewnym momencie odczuwamy pewien dysonans. Bywa też tak, że ten wstyd jest rozciągnięty w czasie i pełni funkcję hamulcowego – zamiast ruszyć naprzód, zawieszamy się na rzeczach minionych, pod pozorem umartwienia i samokrytyki uciekając tak naprawdę od życia, które płynie przecież dalej. Chmury zasłaniają nam Światło, a my kurczymy się w sobie bardziej i bardziej.

Wstyd jest warunkiem sakramentu pokuty – sakramentu pojednania. Musimy zawstydzić się swoim występkiem, to znaczy musimy zrozumieć, że postąpiliśmy w danej sytuacji źle i uznać, że to my jesteśmy winni tego zła, czyli wziąć odpowiedzialność za nie – wyrazić żal i skruchę. Wyznanie tych grzechów, zadośćuczynienie i pokuta dopełniają sakramentu i prowadzą do pojednania z Panem. Wstyd jest zatem jedynie początkowym punktem na drodze prowadzącej do pojednania z Bogiem – znakiem uświadamiającym nam, że skręciliśmy z właściwej drogi. Nie jest motelem przydrożnym, w którym mamy się zatrzymać na dłuższy czas. Jest punktem zwrotnym, kierującym nas znów na obrany szlak. Kiedy rozumiemy jego treść, powinniśmy zawrócić – zgodnie z sugestią, a nie czytać w nieskończoność tę samą informację. Nic więcej nie wyciągniemy z tego „czytania”, a jedynie tracimy czas, by znów kroczyć po drodze wiodącej do Domu.

Wstyd nie powinien nas nigdy paraliżować. Wiemy przecież, że Pan nas nieskończenie kocha – bez względu na to, co złego zrobimy. Nie można tego nadużywać – to jasne, ale też należy o tym pamiętać, gdy coś w naszym życiu pójdzie nie tak, jak byśmy tego chcieli. Kiedy staniemy się nie tą najlepszą wersją siebie, którą chcielibyśmy pokazać Panu i ludziom. Kiedy nasze złe nawyki skutkują w grzesznych czynach. Kiedy wiemy lepiej od Boga i wolność nam daną mylimy ze swawolą lub samowolą. Bóg jest Miłością. To nie jest pusty banał – to jest samo sedno naszej wiary. Jesteśmy wezwani, aby być i żyć na Boże podobieństwo. Mamy być miłością dla innych, którzy potrzebują naszej miłości, bo np. zżera ich poczucie wstydu, nie pozwalając im być sobą – umiłowanym dzieckiem Boga. Przy tym mamy się wyzbyć osądu i postawy potępiającej. Nie jesteśmy bowiem sędziami innych – sędzią jest tylko Bóg.

Dziś Ewangelia krótka, do tego idealnie domykająca temat wstydu, także przytaczam ją w całości. I milknę. Słowo Boże jak zwykle wyraża wszystko najlepiej i najpiękniej. «Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie» [Łk 6,36-39].

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s