Świadectwo – część 1 – Prolog

Lecz Ten, który wylewa wzgardę na władców i każe im błądzić przez puste bezdroża, podniósł nędzarza z niedoli, rozmnożył rodziny jak trzody. Pobożni widzą to i radują się, a wszelka niegodziwość musi zamknąć swe usta. Kto mądry, niech to zachowa, niech rozważa [dzieła] łaski Pana! [Ps 107,40-43].

Święta to zawsze czas wielkiej radości, ale Wielkanoc, którą właśnie obchodzimy, radosna jest tym razem szczególnie! Oczywiście standardowo i przede wszystkim dlatego, że nasz Pan, Jezus Chrystus, zmartwychwstaje, pokonując tym samym śmierć i miażdżąc szatana, ale dla mnie także dlatego, że mija rok (liturgiczny), od kiedy Bóg Zmartwychwstały obudził w moim sercu na nowo radość dziecka Bożego, otwierając me oczy na Miłość i pociągając mnie ku Niej. Dziś Poniedziałek Wielkanocny, rocznica mojej pierwszej Eucharystii po latach, więc niejako z tej okazji pragnę podzielić się moją radością i dać świadectwo Prawdzie. Pan Bóg odmienił bowiem moje życie i wciąż odmienia je – bardziej i mocniej każdego dnia!

Na przestrzeni 2017 roku, poczynając od wczesnego lata, kończąc zaś w przededniu Adwentu, robiłem nieregularnie zapiski “do szuflady”, które pozwalały mi pochylać się z większą uwagą nad znaczeniem poszczególnych bieżących zdarzeń i wyciągać wnioski z obserwacji dotyczących duchowego wymiaru mojego życia. Uporządkowawszy te notatki dostrzegłem, iż układają się w swego rodzaju świadectwo. Dostrzegłem w tym jakiś odgórny zamysł. Miałem pomysł, a nawet plan, by opublikować owo świadectwo na moim prywatnym profilu na Facebooku w okresie Bożego Narodzenia, gdyż wydało mi się, że opowieść ukazująca moje ponowne narodziny dla Pana dobrze współgra z celebracją narodzin naszego Zbawiciela. Wydawało mi się, że powinienem podzielić się ze światem swoim szczęściem, ale i wspomnieć o drodze, którą Pan mnie ku sobie poprowadził. Na szczęście, podążając za celną sugestią pewnego mądrego, służewieckiego dominikanina, pozostawiłem świadectwo w “szufladzie folderów”, by poczekało na inny moment. Czuję, że dziś jest ta chwila. Rocznica – dla mnie naprawdę ważna – stanowi dobry czas, by je tutaj opublikować. Chcę zaświadczać o chwale Tego, który jest Panem! Wszystko, co mam, Jemu zawdzięczam, postaram się więc wyłożyć to najlepiej jak umiem.

Nim przejdę do samego świadectwa, chciałbym oznaczyć terytorium, po którym będę się w nim poruszać, ale także określić moje wewnętrzne ramy – granice tego kim jestem jako człowiek. Dla osób, które zaglądają tutaj czasem, nie będzie to pewnie nic dziwnego, ale dla części ludzi, którzy mnie znają – mniej albo bardziej – “w realu”, a których nie widziałem na przestrzeni ostatniego roku, to świadectwo – jak i cały ten niecodziennik – mogą się wydać zaskakujące. Chciałbym więc właśnie wobec Was, drodzy znajomi, jeśli tu trafiliście lub kiedyś traficie i przeczytacie ten tekst, złożyć wyjściową deklarację, a przy okazji zachęcić Was do ewentualnego zadawania pytań, bo tylko tak możemy się lepiej poznać i zrozumieć jako ludzie.

Moja bazowa deklaracja tak oto brzmi: jestem niezmiennie tą samą osobą od lat. Ludziom, którzy w Bogu nie dostrzegają Pana lub w ogóle nie zauważają Boga w swoim życiu, może się zdawać, że rok temu byłem kimś zupełnie innym, ale prawda jest zgoła odmienna. Fakt, zmieniła się jedna (warto dodać: zasadnicza) jakość w moim życiu, ale oś mego skromnego jestestwa pozostaje niezmiennie przez wszystkie te lata taka sama, podobnie zresztą jak i mój katalog kluczowych wartości. Każdego dnia pracuję nad sobą, nad stawaniem się lepszą osobą – dokładnie tak, jak pracowałem dotychczas. Owa praca polega dziś głównie na próbie usłyszenia Bożego głosu w mym życiu. Sanktuarium naszego spotkania jest sumienie – tam toczy się nasz żywy dialog. Mam też czytelny drogowskaz i jest nim Słowo Boże. Na tym polega zasadnicza zmiana, która zaszła na przestrzeni tego roku – znów wytężam słuch na Prawdę i staram się oddać Bogu należną cześć.

Niemniej jednak z powyższego nie da się wyciągnąć wniosku, iż przed rokiem zanegowałem swoje wcześniejsze życie. Przeciwnie, mam poczucie, że zatoczyłem w nim swoiste koło, poruszając się zgodnie z niezmiennymi regułami. Od zawsze bowiem w swym życiu funkcjonowałem w oparciu o etykę, którą wyniosłem z domu rodzinnego i z wychowania, opartą na fundamencie chrześcijańskich – tych prawdziwie chrześcijańskich – wartości. Sedno mych przekonań moralnych, bez względu na to czy byłem bardzo blisko, czy też oddalałem się od Boga i Kościoła, pozostawało spójne i tożsame. I mimo że w różnych okresach w pewnych aspektach mniej lub bardziej wykraczałem poza zrąb mej moralnej konstrukcji, to ona zawsze istniała jako zasadniczy punkt odniesienia, punkt centralny, solidna baza czy też fundament, stanowiąc wciąż wyznacznik właściwego kierunku – niczym igła magnetyczna kompasu lub busoli.

Żywię ogromną nadzieję, że wszyscy, którzy spotkali mnie na swej drodze na przestrzeni ostatniego roku dostrzegli, iż nie stałem się kosmitą – a dobrze wiem, że tak właśnie wielu patrzy współcześnie na naśladowców Chrystusa. I nie chodzi mi tu o lęk przed oceną, gdyż nie ma we mnie strachu, by mówić jasno i otwarcie, że jestem chrześcijaninem – jestem wręcz z tego dumny. Nie chodzi tym bardziej o moje emocje z ewentualną oceną związane, bo te są w gruncie rzeczy nieistotne. Zależy mi tylko na poświadczeniu faktu, iż zawsze warto pozostać otwartym na dialog nim sięgnie się po jakieś krzywdzące stereotypy i etykiety. Jestem człowiekiem – jak zresztą każdy z nas. To moja najprostsza i równocześnie najpełniejsza tożsamość – dalece przewyższająca wszelkie możliwe przybierane lub nadawane etykiety, a moim podstawowym celem jest właściwa realizacja tego człowieczeństwa!

Jeśli ktoś odnajdzie się w tej opowieści albo słowa w niej zawarte wzmocnią go lub pokrzepią, będzie to stanowić piękną wartość dodaną. Jeśli ktoś zechce “splunąć”, to zapewne me prośby o umiar na nic się nie zdadzą. Powiem tylko, że zajęło chwilę, abym dojrzał do opublikowania tego wpisu i nie stałoby się to, gdybym nie czuł, że to pragnienie jest miłe Bogu i że może zeń wyniknąć coś dobrego. Jestem też przekonany, że skoro zdecydowałem się pisać o swej przyjaźni z Bogiem – moim Panem i mym Bratem, to wypada mi dookreślić, a przynajmniej lepiej zarysować, jakie są źródła tej przyjaźni, ale i jakie są jej meandry. Czuję takie zobowiązanie wobec każdej jednej osoby, która dziś tu zagląda lub kiedyś tutaj zajrzy.

Kiedy we wspomnianym przededniu Adwentu skończyłem pisać swe świadectwo, żywiłem głębokie przekonanie, że otwarcie, szczerze i kompleksowo o swej duchowości mówi się raz, najwyżej kilka razy w życiu. Dlatego też, dla ukazania pełnego obrazu i opisania historii tej niewątpliwie najistotniejszej sfery ludzkiej egzystencji, w moim świadectwie zawarłem też wątki niejako poboczne, układające się jednak – taką przynajmniej miałem nadzieję – w spójną całość. Dziś piszę kilka razy w tygodniu, dzieląc się przeżywaniem swojej relacji z Panem, więc o ile nie jest to jakiś jeden, wielki, spójny opis duchowej sfery mojego życia, to jednak czuję, że mówię znacznie więcej i częściej niż spodziewałem się to czynić jeszcze jakiś czas temu. Mówiąc metaforycznie, zdaje mi się, że Bóg po prostu lubi czasem tańczyć twista. Stopniowo odkrywa przed nami zadania i pozwala zrozumieć możliwości. Wciąż uczę się jak wiele nauki płynie dla mnie z tego przewartościowania w odniesieniu do otwartości względem innych, gdy chodzi o mówienie o swej duchowości. Przede wszystkim odrabiam lekcję dotyczącą pokory, ukazującą mi, że moje przekonania to jedno, ale to do Pana zawsze należy ostatnie słowo. I chwała Ci, Jezu, za to!

Dodam jeszcze, że o ile truizmem byłoby stwierdzenie, iż różnimy się jako ludzie, to pragnę jednak, by wyraźnie wybrzmiało, że w tym świadectwie piszę o moim subiektywnym doświadczeniu i że nie tylko szanuję fakt istnienia między nami ewentualnych różnic, ale postrzegam je jako element, który nie dzieli nas, a co najwyżej ubogaca. Od dnia narodzin nauczyłem się raptem kilku naprawdę ważnych rzeczy i jedną z nich jest z całą pewnością prosta prawda, że nigdy nie wiadomo, jakimi drogami człowiek dochodzi do rozpoznania spraw najważniejszych w życiu, więc zawsze warto pozostawać otwartym poznawczo i czerpać z wszelkich różnic. To właśnie w tej przestrzeni, w relacji pomiędzy jednym a drugim człowiekiem, skrywają się drogocenne skarby nam powierzone. Nie jesteśmy powołani, by osądzać, lecz jesteśmy powołani, by kochać, a nie da się kochać zamykając się na poznanie i zrozumienie innego człowieka.

Na koniec zaś drobna dygresja. Ten blog – mój duchowy niecodziennik, który od kilku miesięcy prowadzę, nie powstałby pewnie, gdybym z Bożej inspiracji nie zaczął pisać w tamte letnie wieczory, ale także – gdybym butnie uznał w okresie Bożego Narodzenia, że opublikowanie świadectwa w mediach społecznościowych załatwi temat dzielenia się moją przyjaźnią z Panem Bogiem i mówienia o małych–wielkich cudach, którymi ubogaca On moje życie. Blog jednak istnieje, więc może po prostu tak miało być? Pan Bóg wie i ta świadomość w zupełności mi wystarcza!

Tyle na dziś. Ze względu na ilość tekstu podzieliłem swe świadectwo na części, które będę publikował popołudniową porą przez kilka kolejnych dni. Zabrzmi to może dziwnie, bo przecież dzielę się tu swoimi przeżyciami i doświadczeniami na co dzień, ale otworzenie się w kontekście własnej przeszłości – w szerszym wymiarze, wiąże się również z pewnym zakłopotaniem, że tak to ujmę. Zależy mi jednak na pełnej szczerości, uczciwości i otwartości. Może więc lepiej, że moja opowieść będzie sączyć się w swoim tempie. Łatwiej mi przyjdzie uczynić to w ten sposób, także stąd ma prośba o wyrozumiałość. I jeszcze rzecz ostatnia: wszystkie ikony, których używam do zobrazowania kolejnych części świadectwa są autorstwa Grety Leśko. Według mnie są przepięknymi portalami do rzeczywistości niebieskiej, dlatego postanowiłem skorzystać właśnie z nich.

4 Comments

  1. Kiedy się nawróciłam – byłam tą wiedzą i przede wszystkim prawdą tak zachwycona i szczęśliwa, że wyszłam do ludzi z całą moją wiarą i nadzieją. Dla mnie było to coś oczywistego, byłam pewna, że ludzie tak samo jak ja przyjmą prawdę i oddadzą życie Bogu. Niestety zapłaciłam gorzką cenę za tzw wyznawanie wiary. Samo Twoje nawiązanie do kosmitów mi o tym przypomniało, jak wyglądała moja początkowa droga z Bogiem. Nie każdy ma też dar słyszenia – jeśli wiesz co mam na myśli. Rozczarowanie ludźmi może nieraz chrześcijanina złamać albo skrzywdzić. Mimo tego, warto założyć Bożą zbroję i iść z Bogiem przez życie, nie ma zresztą innej drogi.. Nie wracaj nigdy do świata, bo ciężko jest potem znów wrócić na właściwą drogę. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki za ten komentarz! Szczególnie za świadectwo własnego doświadczenia. Minął rok i jak na razie nie czuję na szczęście ostracyzmu w środowisku, w którym funkcjonuję, mimo że wokół mnie jest mnóstwo ludzi niewierzących. Fakt, na samym początku niektórzy wyrażali pewne wątpliwości i brak zrozumienia, ale wystarczyło im uświadomić, że wierzyć nie oznacza wcale chcieć „palić ludzi na stosach”, a raczej – chcieć potęgować miłość, by owe wątpliwości i owe niezrozumienie rozwiać, a przynajmniej zminimalizować. Teraz coraz częściej pojawiają się pytania, co traktuję jako dobry znak. Dostrzegam również pewną ciekawość i zaintrygowanie. Mam wrażenie, że Pan Bóg czuwa i pozwala mi cały proces przejść dość płynnie. Otoczył mnie w tych miesiącach kordonem wspaniałych Bożych ludzi, których wiara jest pięknym przykładem jak żyć z Panem na co dzień. Ten rok otworzył mnie na nowe osoby, doznania i sytuacje, równocześnie nie zabierając żadnej z wartościowych osób, które towarzyszyły mi dotychczas. Czas oczywiście pokaże jak życie się potoczy, ale jestem pełen nadziei i wiary w to, że przyszłość jest obfita we wszelkie wspaniałości – bez względu na to czy będą się pojawiać trudy (a pewnie będą, bo nie da się bez nich żyć), czy też sielanka będzie dalej trwać (to oczywiście zawsze przyjemny wariant). Ufam Panu. Ufam Jego miłości, mądrości i trosce. I wierzę w Jego Boży plan. Wybieram Jego z przekonaniem, że to jest najlepszy możliwy wybór. Niech więc się dzieje wola Nieba! ☺️

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ja nawróciłam się 6 lat temu. Podobnie jak u Ciebie zostałam otoczona cudownymi ludźmi, z niektórymi do dziś mam zresztą kontakt. Piękne jest to, że Bóg daje wszystko co najlepsze swoim dzieciom od samego początku. Sama świadomość jego miłości względem nas jest nie do opisania. Potem idą pokusy, doświadczenia, wilki w owczej skórze. Wielu wtedy może odpaść – znam i takie przypadki. Może dlatego też napisałam, bo doskonale pamiętam ten cudowny stan na początku. Doświadczenia przyszły i źli ludzie. Dlatego dziś nie należę do żadnej organizacji religijnej, ale Chrystus i wiara w Niego nigdy się nie zmieniła. Staram się również Go naśladować i jedynym autorytetem jakie uznaje jest Biblia. Zatem życzę teraz jak siostra – bratu. Wszystkiego dobrego i przede wszystkim wiary, bo bez niej jesteśmy martwi. Powodzenia!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki! Niechaj Pan czuwa – nad moją i Twoją wiarą, ale i nad życiem, nad każdym kolejnym dniem. Minął rok od kiedy zacząłem się nawracać i faktycznie jest to okres pełen radości, pełen nadziei, a także pełen dobra. Wróciłem do swych korzeni i zacząłem rozkwitać. Jakbym dostał nowy zastrzyk życiodajnych soków i znów mógł wypuszczać świeże pędy! Nie wątpię, że to nie jest dane raz na zawsze i że wiara to również praca – w tym sensie, że jest wyborem, więc kiedy przychodzi cień lub mrok, to trzeba się wykazać konsekwencją, by dotrwać chwili, gdy na nowo wróci Światło. Próbuję rozmawiać z Bogiem – po ludzku, najprościej jak umiem, dostrzegając Jego stałą, bliską obecność i korzystając z tego wspaniałego faktu. Mam nadzieję, że dzięki tej żywej relacji i rozmowie z Nim, a także nieustannej próbie zachowania bliskości, uda się iść pewnie wraz z Nim przez życie – nie tracąc wiary i podejmując zgodne z nią wybory. Proszę Boga, aby powściągał moje ego, bo juz raz jego rozrost przyczynił się do mojego oddalenia od Pana. Staram się także ufać Bogu w każdej sytuacji i wierzę, że On wiedzie mnie po właściwych ścieżkach oraz doświadcza w ten sposób, iż mogę najpełniej przeżyć swe ziemskie życie. Dzięki za siostrzane życzenie – życia pełnego wiarą! Ze swej strony modlitwę do Nieba zanoszę, aby Bóg, który obdarzył nas łaską wiary, pozwalał się poznawać bardziej i bardziej co dnia! +

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s