Świadectwo – część 5 – Łaska

Kiedy w okresie zeszłorocznej Wielkanocy ponownie zacząłem doświadczać znaków obecności Pana i za sprawą Bożej łaski przyjąłem drogę nieopierania się oraz rezygnacji z walki, ale też poddania się i zaufania Mu, z wolna dane mi było pojąć, że i dla mnie jest miejsce przy Jego eucharystycznym stole, we wspólnocie wiernych, u niewysychającego Źródła, ponieważ Pan Bóg może wszystko – wzywa mnie, wiedzie do siebie i obdarza właśnie swoją łaską. Tamten moment, kiedy z pokorą i skruchą, z początku nieco nieporadnie, bo jakby kurz strzepując z papirusów niegdysiejszego doświadczenia własnej wiary, zacząłem się ponownie modlić i znowu stawać w obecności Boga, był mistycznym wręcz przeżyciem – dającym pewność, kładącym na nowo fundament na skale, dodającym ponadto otuchy w codzienności. Boża wielkość i wszechmoc objawiły się w doświadczeniu Jego osoby w głębinach mojej duszy, zamkniętej – z woli Stwórcy – w kruchym ludzkim ciele. Tęsknota za Bożą Miłością oraz pragnienie ponownego Spotkania zawiodły mnie do Pana Jezusa. Miłość upomniała się o mnie. Czy może być coś bardziej spektakularnego, co może przytrafić się słabemu w swej istocie człowiekowi?

Ewangelię wg św. Jana rozpoczyna dobrze wszystkim znany Hymn o Logosie. Na początku było Słowo (…) i Bogiem było Słowo (…); wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało [J 1,1-3]. Uświadomienie sobie faktu, że wszystko wydarza się za sprawą Bożej Opatrzności i że to nie ja jestem centrum, ale jest nim Bóg, było kluczowym momentem na mojej drodze ku Niemu. Maior est Deus! (Bóg jest większy!), jak głosi w swym liście św. Jan [1 J 1,20]. Przesunięcie akcentu z człowieka jako demiurga, zgodnie z tym, co tak często się dziś lansuje, i zgodnie z tym, jak żyłem, na Boga, który jako jedyny stoi ponad pyłem i prochem, jakim w rzeczywistości jest wszystko, co materialne, stało się detonatorem murów, blokujących latami dostęp do Światła.

Zostałem znów postawiony przed zasadniczym wyborem – opowiedzeniem się po stronie Pana lub pozostawaniem wciąż głuchym i ślepym. Doznawszy na sobie samym wszechmocy Boga, nie da się tkwić w mroku i nie dostrzegać Światła – Wschodzącego Słońca, jak pięknie określa Boga Kantyk Zachariasza, dlatego wybór ten nie był trudny – trudne może być trwanie w nim, ale to zupełnie inna kwestia, a z Bożą pomocą i to się uda. To, co umownie nazywam przesunięciem akcentu, skierowało mnie w stronę Miłości, a także pozwoliło mi ujrzeć na ludzki sposób, mimo że nigdy nie byłem i wciąż nie jestem tego godzien, oblicze Mądrości Przedwiecznej. W konsekwencji mogłem też zawierzyć i oddać się Jej, oraz podążyć za Bożą Miłością, czyniąc to jako odpowiedź na łaskę, której doświadczyłem. Dziś mogę wyznać bez wątpliwości, że to Jezus Chrystus jest moim Panem i że uznaję Jego prymat w moim życiu – być może wprawiając niektórych w osłupienie. Oby twórczo i konstruktywnie! Tu jednak niewiele zależy ode mnie, niechaj więc działa Duch Święty – Boskie Tchnienie. Niech będzie Bóg uwielbiony – On życie przywraca umarłym!

Wiosna i lato poszły niemal w zapomnienie, przeszła jesień i zima, znów obchodzimy czas Wielkanocy, a ja jestem w Domu, który Bóg pozwolił mi odzyskać. Jestem wdzięczny Panu, memu Bogu, za to, że zaprosił mnie do siebie. Przypowieść o synu marnotrawnym nabrała w historii mojego nawrócenia namacalnego wymiaru i wyraźnie zyskała na znaczeniu. W modlitwie z dnia na dzień odkrywam Pana Boga. We wspólnocie znajduję siłę. Uczestnicząc w Eucharystii czuję się zakotwiczony. Zacząłem znów świadomie doświadczać Bożej troski i opieki na co dzień. Łączność z Panem Bogiem oraz łaski płynące z sakramentów wzmocniły mnie i wzmacniają każdego dnia w wymiarze podstawowym – jako człowieka. Wzmocniły też, ale i wciąż mnie wzmacniają w rolach, które pełnię w swym życiu – jako mężczyzna, syn oraz członek rodziny, kolega albo przyjaciel, pracownik i przełożony, sąsiad – ta lista jest właściwie nieskończona. Cała moja radość jest pochodną właśnie tego wielowymiarowego doświadczenia codziennego Spotkania! W tym Spotkaniu ujawnia się prawda o moim człowieczeństwie, ale i prawda o ludzkiej godności oraz wyjątkowości.

Chciałbym dodać na marginesie, że ta idylla trwa, mimo że zdarza się, iż momentami “duchowy słuch” nieco tępieje. Mam jednak pewność, że łaska wiary jest niewzruszona, kiedy odpowiada się Bogu zdecydowanym “tak, chcę!” i modli się żywo, regularnie i szczerze. Wiara bowiem to oczywiście łaska, ale także decyzja o podążaniu za Chrystusem, który jest Panem. O ile jest to dojrzały oraz świadomy wybór życiowej drogi, to podjęte zobowiązanie staje się gwarancją satysfakcji i źródłem prawdziwej mocy. Modlitwa zaś, która jest szansą Spotkania, jest jakby dodatkową rękojmią.

Rozpisałem się, ale nim skończę, pragnę wyrazić raz jeszcze ogromną radość z faktu, że Pan Bóg jest znów obecny w moim życiu! Cieszę się też, trochę na zapas, z faktu, że być może ktoś dotrwał aż dotąd i stał się powiernikiem radości płynącej dla mnie z opisanej historii. Czuję, że wraz z upublicznieniem tego świadectwa, które traktuje o sprawach na poły intymnej natury, do jakich należy osobiste doświadczenie działania Boga we własnym życiu, wyzbywam się lęku oraz wstydu. Oto stoję w pełni prawdy o sobie i czuję moc płynącą z tego faktu. Bóg daje mi siłę, a ja staję się jedynie niezgrabnym piórem w Jego doskonałej dłoni.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s