Świadectwo – część 6 – Alleluja

Nim ostatecznie zakończę swe świadectwo chciałbym wspomnieć wszystkich, których – w co szczerze wierzę – sam Bóg postawił na mojej drodze, zarówno na początku tej ponownej wędrówki, jak i później, już dalej na szlaku, a którzy sprawili, że mój powrót był najzwyczajniej prostszy. Wszystkim, którzy rozpoznają się w tym opisie, a którzy uczynili tyle dobrego swym żywym świadectwem wiary oraz swoją otwartą postawą, należą się ode mnie szczere podziękowania. Dziękuję za to, że byliście, poświęcając swój czas, służąc dobrym słowem i zawsze czekając z otwartymi ramionami. Dziękuję też tym, którzy wciąż są, stanowiąc szczególną wspólnotę sióstr i braci w Panu – wszystkim spotykanym na co dzień w życiu – w Kościele i poza nim. Chciałbym, abyście wiedzieli, że powierzam Was wszystkich Panu Bogu w swej modlitwie. Kiedyś ktoś modlił się za mnie i powierzał mnie Bożemu miłosierdziu, jak również ofiarowywał w opiekę za wstawiennictwem Matki Bożej, i oto jestem tu, na drodze wiodącej bliżej Boga, i jedyne co mi pozostaje, to czynić to samo.

Szczególną modlitwą otaczam dwie wspólnoty zakonne, w których znajduję oparcie, a których odmienne charyzmaty, pomimo różnic, wydają mi się bardzo bliskie. Pierwsza z nich jest jak gniazdo, jak domostwo, jak port macierzysty, z którego się wyrusza i do którego się wraca, podczas gdy druga jest oazą na miejskiej pustyni – gotową zawsze przyjąć strudzonego wędrowca.

Dominikanów darzę szczególną wdzięcznością – za głoszone Słowo. Właśnie to Słowo, krzewione z kaznodziejską swadą, niemalże codziennie prowadzi mnie bliżej Boga. Cieszę się też, że moja droga zatoczyła koło i wróciłem na niedzielne wieczorne Msze Święte na Freta, ale i z tego, że odkryłem poranną i popołudniową liturgię w tygodniu – zarówno na Starówce, jak i na Służewie. Moja dodatkowa wdzięczność łączy się również z edukacyjną przygodą, jaką już w tej chwili stanowi Studium Dominicanum. Mądrość i przenikliwość, głębokie umiłowanie wiary, piękno w uwielbianiu Pana Boga, rys maryjny, a także pogoda ducha są tym, co kojarzy mi się w pierwszej kolejności z dominikańską duchowością.

Monastycznym Wspólnotom Jerozolimskim zaś, które dane mi było odkryć raptem wiosną ubiegłego roku, jestem wdzięczny za wielki mistycyzm codzienności, piękną prostotę oraz szczerą radość. Szczególnie bez owych jutrzni oraz czwartkowych adoracji, na które udaje mi się niekiedy dotrzeć, ale też i bez niejako przypadkowych wizyt, związanych z faktem, iż “Malbork” znajduje się dokładnie na mojej trasie z domu do pracy, a zdarza się, że bywa moim punktem przesiadkowym, mogłoby mi czasem być znacznie trudniej spotkać Jezusa w biegu dnia. Oddech, jaki przychodzi mi złapać na Łazienkowskiej, wypełnia nie tylko moje płuca tlenem, ale i moje ciało wypełnia Duchem.

Podziękowania należą się także księżom z mojej obecnej parafii – Najświętszego Zbawiciela, gdyż z racji przynależności do wspólnoty parafialnej oraz praktycznej bliskości kościoła czasem czerpię również z ich posługi. Dziękuję także zakonnikom z różnych wspólnot oraz księżom napotkanym w konfesjonale, którzy mądrze poprowadzili mnie dotychczas przez sakrament spowiedzi. Odkryłem ją dzięki nim na nowo, a to wartość naprawdę nie do przecenienia. Duch Święty działał tutaj z pełną mocą!

Modlę się w tym miejscu także za moją Rodzinę. Nie zawsze się ze sobą zgadzaliśmy, i wciąż nie we wszystkim się zgadzamy, a bywa, że spieramy się ze sobą zacięcie, ale jednego jestem pewien – darzymy się bezgraniczną oraz bezwarunkową miłością, która stanowi fundament mojego myślenia o relacjach, o ich pojemności, ich różnorodności i pełni. Jeśli mam cokolwiek do zaoferowania innym jako człowiek, to w ogromnym stopniu jest to zasługą Rodziny, w jakiej się urodziłem i wychowałem. Także dziękuję Bogu za bliskich, szczególnie zaś za ukochanych Rodziców. Im również bardzo dziękuję – otrzymałem więcej niż kiedykolwiek będę w stanie oddać!

Na sam koniec modlitwą swą obejmuję wszystkich tych, którzy bez względu na to czy wierzą, czy wiary się wystrzegają, a może nawet stają do niej w opozycji, na co dzień okazują innym ludziom dobro i obdarzają ich bezinteresowną miłością – to przez Was przemawia nasz Bóg!

Radość doświadczania Pana Boga w ludziach jest nieporównywalna z niczym innym. W tych świątecznych dniach i w każdym kolejnym dniu, wszystkim Wam, z całego serca, właśnie tej radości życzę! Dostrzegajcie Boga objawiającego się w drugim człowieku, a radość na pewno Was nie opuści. Cieszmy się i weselmy – nasz Pan zmartwychwstał!

1 Comment

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s