Mówiąc o Bogu, mówiąc o Panu

Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ewangelia według św. Jana [J 3,31-33] przypomina nam o uszlachetniającym nas poddaństwie – Bogu i Jego Słowu. Przypomina nam też, że aby poznać i potwierdzić Prawdę, musimy przyjąć świadectwo, jakie złożył swym życiem i swym nauczaniem Chrystus. Te natchnione słowa płyną wprost z wypowiedzi Jana Chrzciciela, zaś poprzedzające je zdania [J 3,29-30] stanowią doskonałą lekcję pokory i zaufania, będąc równocześnie świadectwem radości, jaka płynie z obcowania z Panem. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał.

Ten tydzień jest na swój sposób cudowny, bo dużo rozmawiam o Bogu. Bez zadęcia i bez egzaltacji. Dwa wieczory spędziłem na rozmowach tylko dlatego, gdyż ktoś miał potrzebę skonfrontowania swoich wyobrażeń z moim przeżywaniem wiary. Miał potrzebę zapytać o Chrystusa. O miejsce wiary w moim świecie. O jej przeżywanie i doświadczanie Boga we własnym życiu. Pan poprowadził mnie tam, gdzie chociaż w marnej formie, mogłem jednak zaświadczyć o pięknych rzeczach, które Bóg objawia mi na co dzień. Mogłem przyznać, że kocham Go i bez Niego nie wyobrażam już sobie życia. Że każdy mój ruch zabezpiecza i daje odczuć swą troskę nieustannie.

Dzisiejsze czytanie przywołuje słowa św. Piotra i Apostołów: «Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (…). Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni» [Dz 5,29-32]. Jako katolik, który przeżywa codziennie swe nawrócenie, wierzę, zresztą w zgodzie z Pismem Świętym, że Duch Święty jest mi dany, tak jak dany jest każdemu wierzącemu. Bóg jest z nami, więc mamy moc świadczenia. Niepojęte zaś jest to, że kiedy stajemy się gotowi, by mówić na głos o Jezusie jako naszym Panu, to Bóg daje nam szansę, aby to czynić. Daje też siłę i moc, pozostawiając jedynie nam decyzję co z tym uczynimy. Możemy się wyprzeć, możemy kołować i kluczyć, możemy też być – mniej lub bardziej subtelnie – wprost. To właśnie ta ostatnia postawa jest tym, czego zdaje się pragnąć od nas Ojciec. Wierność Jego Słowu, zaświadczana całym swym życiem, jest naszą szansą na zbawienie. Wiara oznacza przemianę. Ta zaś jest obietnicą szczęścia, które ma wyraźne znamiona czegoś bezkresnego.

Nie zawsze łatwo jest otworzyć się przed innymi, kiedy mówi się o wierze, relacji z Panem, doświadczeniu Jego bliskości. Dzisiejszy świat woli inne opowieści – podszyte lękiem, konsumpcją, zaspokajaniem przyjemności. Zrozumiałem już jednak pewną rzecz: nie warto się wahać, bo kiedy zacznie się mówić i rozmawiać o Bogu, to dzieją się cuda. I to nie jest jakaś przesada, bo Pan Bóg działa wedle sobie znanego planu, wybierając po drodze do jego realizacji osoby, które ani nie muszą czuć się do tego przygotowane, ani też niekoniecznie, przynajmniej pozornie, muszą się do tego nadawać. Wystarczy wspomnieć św. Teresę z Lisieux, zakonnicę żyjącą krótko, ale pięknie i prosto, która została doktorem Kościoła albo wspominaną ostatnio, przy okazji Święta Bożego Miłosierdzia, św. Faustynę, prostą i niewykształconą, lecz pokorną i posłuszną Bogu zakonnicę, której Pan powierzył szczególną misję, czyniąc ją Apostołką Bożego Miłosierdzia.

O Panu Bogu warto mówić prosto i zwyczajnie, bo Bóg nie wymaga nadbudowy – sam się najlepiej broni. Warto pokazywać Go w każdym drobnym, dobrze przeżytym zadaniu. Warto ukazywać ludziom miłującego Boga, który zawsze jest obok. A jak jeszcze pokaże się radość płynącą z tych faktów w praktyce, to czapki z głów na znak dobrze wykonanej misji. Pan Bóg działa i nagle w ludziach, z którymi rozmawiamy, coś się zmienia – zaczynają się nawracać. Wystarczy, że Pan Bóg poprzez nasze słowa i gesty zaszczepi w drugiej osobie tęsknotę za sobą, a Kościół rośnie i raduje się na chwałę Pana. «Trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się» – Ewangelista przywołuje słowa Jezusa z przypowieści o synu marnotrawny. I cieszymy się – zarówno z wstępujących do wspólnoty Kościoła w trakcie Wigilii Paschalnej katechumenów, jak i w codziennym życiu, napotykając osoby, które nagle zaczynają odkrywać Boga i łaknąć kontaktu z Nim. Trzeba się cieszyć, bo ta radość nadaje smak życiu. Jesteśmy powołani, aby wielbić Pana Boga i w tej radości wyraża się również nasze uwielbienie. Dla Jego bezkresnej mocy. Dla Jego nieprzeniknionej mądrości. Dla Jego pełnej i doskonałej świętości.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s