Bóg, który kocha nas nagradzać

O zmierzchu uczniowie Jego zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się!» Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali. Chrystus z dzisiejszej Ewangelii [J 6,16-21] chodzi po wodzie. Do tego łódź, którą płyną uczniowie Jezusa, dociera nagle do przeciwnego brzegu w zupełnie niezrozumiałych okolicznościach. Mamy zatem dzień pełen cudów, choć wcale nie takich, do których przyzwyczaił nas Jezus uzdrawiający chorych, przywołujących do życia umarłych i rozmnażający pokarmy, jak to uczynił zgodnie z Ewangelią nawet tego samego dnia wcześniej, aby nakarmić głodnych. Te zdarzenia, przywoływane dziś przez Pismo Święte, są zastanawiająco inne. Trudno w pierwszym momencie dostrzec ich cel. Trudno od razu zrozumieć ich przesłanie.

Ponadto w opowieści o przechadzającym się po jeziorze Jezusie są różnice pomiędzy trzema Ewangeliami. Poza Janem przywołuje ją bowiem także Marek i Mateusz. Mimo różnic, pewne fakty pozostają niezmienne – Jezus ukazuje się swym uczniom i mówi im: «Ja jestem, nie bójcie się!». I zdaje się, że to jest kluczowe w opisywanym przez Ewangelistów zdarzeniu. Obecność Boga w mroku nocy, pośrodku jeziora, czyli tam gdzie ludzie stają jedynie o własnych siłach naprzeciw żywiołów, a przy tym troska, wyrażona w zdaniu, które wypowiedział Pan, najlepiej ukazują kim jest nasz Bóg i kim my jesteśmy dla Niego. Choć mógłby nas pozostawić samym sobie, na pastwę losu i złego, który wykorzystałby z pewnością chętnie każdą okazję, by nas zbałamucić, On jest z nami i mówi nam, byśmy się nie lękali. Wzbudza w nas poczucie bezpieczeństwa. Wzbudza nadzieję, że mrok minie. Wzbudza wiarę, bo daje się zobaczyć tam, gdzie my dostrzegamy najpierw zjawy i duchy, ciemność i strach, ból i śmierć. Daje nam też się poznać. Zaprasza nas wręcz do tego!

Wczoraj jakiś mrok ogarniał mnie z wieczora. Grzeszne myśli w głowie odciągały mnie od modlitwy, ale też od nauki, a plan miałem taki, żeby się uczyć do dzisiejszego egzaminu z Międzynarodowych standardów dotyczących osób pozbawionych wolności. Nie szło. Niezależną okolicznością był fakt, iż od jakiegoś czasu czekałem na różaniec z relikwią bł. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich, którzy zostali zamordowani w klasztorze św. Jakuba w Sandomierzu w 1260 roku. Darzę ich szczególnym kultem, szczególnie od czasu, kiedy pewnego razu objawili mi się we śnie. Obok bł. ks. Jerzego Popiełuszki, traktuję ich jako swych świętych opiekunów i za ich wstawiennictwem modlę się czasem do Pana. Wczoraj, w momencie całkowitego zwątpienia, że uda mi się samemu pokonać ów mrok, zwróciłem się do Pana, prosząc o Jego pomoc. Prosiłem, by dał mi się modlić wraz z Sadokiem i jego współbraćmi Psałterzem Najświętszej Maryi Panny. Równocześnie walczyłem z pędem ku grzechowi, swą walkę składając w ofierze Bogu. Przyszła noc. Przyszedł sen. Przyszło w końcu ukojenie. Wczesnym rankiem wstałem i ze spokojem zacząłem się uczyć, najpierw podziękowawszy Panu, że dał mi przetrwać kuszenie złego z poprzedniego dnia i że mi pomógł. Nie mając nic w lodówce, wyszedłem po dziewiątej na kawę i croissanta do pobliskiej kawiarni. Wracając do domu, sprawdziłem skrzynkę pocztową, mimo że nie spodziewałem się znaleźć tam czegokolwiek sobotnim rankiem. Zaskoczyłem się jednak. W skrzynce była paczka.

Wyciągnąwszy ją zobaczyłem oznaczenie i zrozumiałem, że przyszedł właśnie tak długo oczekiwany różaniec, o który się zwróciłem. Poczułem się tak jak uczniowie – trochę przerażony w pierwszej chwili, zrozumiawszy jednak co się właśnie wydarzyło, spokojny i znów zaopiekowany. Oto dzień wcześniej, tocząc duchową walkę, prosiłem o pomoc, a Bóg nie dość, że wspierał mnie przez cały czas, tak iż nie zgrzeszyłem, to jeszcze następnego dnia przysłał mi „modlitewną tarczę”, bym mógł się poczuć silniejszy w walce. Dziś po raz pierwszy odmówiłem różaniec razem z Sandomierskimi Braćmi, czując ich obecność jak nigdy dotąd. Nie wspomnę nawet o egzaminie, który poszedł koncertowo. Miałem jasność umysłu i pełną koncentrację w sobie, a to nigdy nie jest samoistne. Dziś był piękny dzień, a to za sprawą Pana Boga, który dał się doświadczyć, mówiąc: «Ja jestem, nie lękaj się!». Do tego nie przyszedł sam, lecz z walecznym, choć równocześnie w pełni pokojowym, oddziałem. I to jakim! Błogosławieni prekursorzy drogi św. Dominika Guzmána na ziemiach polskich, męczennicy Pańscy – nie mogłem lepiej trafić.

Pan Bóg działa – nieraz z zaskoczenia. Czeka na nasze działanie, które bywa związane z poświęceniem się i wyrzeczeniem się zła. Pan Bóg pragnie, byśmy nie grzeszyli i aby naszą zasługą był wybór właściwej drogi. Takiej drogi, której On nas nauczał i wciąż nas naucza. Nie obrażajmy się więc, jeśli pojawiają się trudne momenty. To nie On jest ich inicjatorem. On towarzyszy nam w nich, licząc na nasz właściwy osąd i zgodny z Jego wolą wybór, który nie ma w sobie znamion przymusu. On zawsze chce nam pomóc i pragnie nas nagradzać. «Nie lękajcie się!» i wszystko staje się jasne! Z Nim jesteśmy w stanie przenosić góry i morza pokonywać. Z Nim jesteśmy w stanie zaznać prawdziwego szczęścia. Z Nim w końcu mamy szansę na życie wieczne. Nie można tego potencjału zaprzepaścić. To znaczy można, ale po prostu nie warto! Otwórzmy się zatem na cuda w naszym życiu – te duże i te codzienne. Wszystkie te, które prowadzą bliżej Pana Boga, są z natury dobre. Całej reszcie „cudów” możemy się oczywiście dać zniewolić, ale to jest ostatnia rzecz, jaka byłaby miła Bogu. Dlatego warto iść przez życie razem z Nim, mając w sobie pewność odnośnie wybranej drogi, którą w swej łasce dał nam dostrzec. Wiedząc z kim i dokąd, krocząc tą drogą, zmierzamy. Wiedząc też dlaczego chcemy iść ramię w ramię właśnie z Nim.

1 Comment

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s