Cierpliwość, skutkująca w odpowiedziach

To jest, a trochę także był, jeśli przyjąć, że dzisiejsze popołudnie stało się swoistym punktem zwrotnym, trochę dziwny tydzień. Interesujący, kiedy patrzę nań teraz, choć jeszcze rano, kiedy próbowałem coś napisać z pewnością na żadne takie stwierdzenie bym się nie zdobył. Czas jest jednak naszym wspaniałym sprzymierzeńcem, bo przede wszystkim w upływającym czasie Pan Bóg jest nam w stanie dać ogląd różnych spraw i tylko powściągnąwszy niecierpliwość, typową cechę naszych czasów, możemy otworzyć się na odbiór treści, jakie ukazuje nam Pan Bóg.

Cały ten tydzień, licząc od poniedziałku do dziś, mierzyłem się z pytaniami, które nie dawały mi spokoju. Na skutek tego dużo rozmyślałem, ale przede wszystkim dużo rozmawiałem z Ojcem. Moje pytania ogniskują się wokół sposobu przekuwania Słowa w czyn, zdecydowanego urzeczywistniania wiary w aktach miłosierdzia oraz dalszego przesuwania koncentracji z doczesności na wieczności. Pytałem i wciąż pytam Pana o drogę, choćby i wyboistą, ale właściwą, czyli skrojoną dla mnie. O wyzwania uszyte na miarę. O sposoby odczytywania i rozeznawania tej drogi, a także owych wyzwań. O nienadużywanie, ale i nieumniejszanie pojęcia oraz roli znaków, poprzez które Bóg chce do mnie przemówić.

Jestem przekonany, że to dobrze, iż pojawiają się owe pytania, bo jest to znakiem działania Ducha Świętego, pobudzającego mnie do myślenia, poszukiwania i rozeznawania, ale i zachęcającego do rozmowy, zawierzania i ufnego wsłuchiwania się w wolę Bożą. Równocześnie napór pytań zawsze jest obciążający, choćby dlatego, że trzeba szczerze zmierzyć się z Prawdą. W tym tygodniu nie pomagało ani Słowo, ani chwytanie za różaniec, ani nawet regularne przyjmowanie Najświętszego Sakramentu. Jakbym stał w miejscu i walił głową o mur. Zaczął się wkradać jakiś rodzaj marazmu – i to dość paradoksalnie, bo generalnie słońce za oknem i wiosenna aura wpłynęły na moje samopoczucie wprost idealnie. W pracy dowcipkowałem i harcowałem, a natura nicponia ujawniała się codziennie w swej pełnej okazałości. Jakby Pan chciał powiedzieć – uspokój się i uciesz pięknem świata, zaufaj i poczekaj, a odpowiedzi przyjdą we właściwym czasie.

I przyszły dziś! Po pracy pojechałem odebrać skuter z warsztatu i popędziłem na Służew na Mszę. Wpadłem do kościoła lekko spóźniony i zająłem miejsce. Jakaś radość i błogość mnie ogarniała! Światło wkradało się przez okna, migotało i rozświetlało nawę, a moje serce biło miarowo i pewnie, szczęście pompując do mych żył. Czasem bywa tak, że wszystko się zgrywa – czas, miejsce i ludzie. Cały kontekst współgra harmonijnie i wiem, że jestem tam, gdzie powinienem być. Tak właśnie poczułem się dziś w służewieckim kościele chwilę po godzinie 18.00. Kiedy zaś usłyszałem czytanie i Ewangelię, byłem już tego na dwieście procent pewien!

Czytanie mówiło dziś o nawróceniu Szawła [Dz 9,1-20]. Szaweł, wciąż jeszcze nie będący świętym Pawłem, ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich, zmierzał do Damaszku, by uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Tej drogi, czyli drogi uczniów Chrystusa. Okazuje się, że Szaweł jest mi bliski po latach, tak samo jak bliski stał się syn z przypowieści o synu marnotrawnym. I to jest mi bliski, mimo że kiedyś nie robił na mnie wielkiego wrażenia, a jeśli już, to te dwadzieścia lat temu bardziej zdawał się mi wadzić – bo przecież niegodny chwały, gdyż wcale nie taki idealny, a do tego splamiony krwią prześladowanych chrześcijan. Dla odmiany sam o sobie, w swej pysze, sądziłem, że jestem taki niewinny i niegrzeszny – anioł nieomal.

Pan Bóg stawia jednak przed nami sytuacje, które uczą nas czegoś ważnego. Mi również okazał łaskę i dał odpowiednią szkołę pokory, z której płyną wnioski i wskazania na dziś oraz na jutro. Tak oto Szaweł stał się dla mnie zarówno bratem, jak i solidnym drogowskazem, kierującym mnie ku Panu. Tak jak on się nawrócił, tak i ja się nawróciłem – nagle, nieoczekiwanie i wbrew temu, co rozumowo zaplanowałem. Jak Bóg da – trwale, to znaczy także wciąż na nowo, głęboko i na Jego chwałę! I tak jak Szawła uczynił Pawłem, Apostołem Narodów, tak i dla mnie ma plan – niekoniecznie spektakularny i wielki, bo nie tym mierzy się życie. Wystarczy, że Mu zaufam bezkreśnie i dam się poprowadzić. Tak oto przyszła odpowiedź, która choć być może niespecjalnie odkrywcza, to jednak wydaje się zasadnicza.

Ewangelia [J 6,52-59] dopełniła ową myśl, pokazując w jaki sposób najlepiej mogę podjąć Pana w swym życiu, tak by przygotować się na konkretne wyzwania, jakie Pan Bóg ma dla mnie przygotowane w przyszłości. Przez przyjmowanie Chleba Życia mogę się zbliżyć do Boga, nasycić się Nim i zaspokoić wszelkie łaknienie. Mogę przylgnąć do Pana, ale i zostać obdarzonym życiem wiecznym. «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». Przez przyjmowanie Chleba Żywego wracam do jedności z Bogiem. Tak buduje się więź – silna i niewzruszona. Tak karmi się skutecznie ciało i duch. Tak otwieram się na rzeczywistość Nieba, a wcześniej na przyjęcie drogi, którą wytycza mi Pan.

Cierpliwość w przeżywaniu wiary popłaca – uczę się tego codziennie. Zimny prysznic, jakim jest ta lekcja, dla kogoś kto zawodowo jest przyzwyczajony do tego, że wszystko musi być przygotowane „na wczoraj”, dobrze mi robi, bo uczy mnie wytrwałości i niezmienności w tym, co naprawdę istotne. I tak jak najlepszym sposobem, aby usłyszeć jest nasłuchiwanie, tak najlepszym sposobem, aby iść właściwą drogą jest nieustanne poszukiwanie jej i odnajdywanie – za sprawą Bożą. Dziś Pan znów pokazał, że z Jego pomocą zawsze mogę znaleźć odpowiedzi, których szukam. Bóg mnie wysłuchuje, o ile konsekwentnie wypatruję odpowiedzi u Źródła i wykazuje się spokojem, cierpliwością oraz pokorą. Dzięki Ci, Panie, za Twe akty łaski i dobroci!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s