Smakowanie pustyni – smakowanie Miłości

Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie cechuje miłość do pustyni. W końcu u ich podstaw legła myśl, którą zaszczepił w mnichach i mniszkach założyciel, francuski ksiądz i eremita Pierre-Marie Delfieux, wskazująca na ich szczególne powołanie, jakim jest tworzenie na „pustyni miast” oaz modlitwy, ciszy i pokoju. Nie jest więc rzeczą zaskakującą, iż wczorajsze spotkanie z pustelnikiem z Instytutu Małych Braci Jezusa, br. Zbyszkiem Nesterowiczem, odbyło się właśnie na Łazienkowskiej. Brat Zbyszek jest jednym z duchowych następców bł. Karola de Foucauld – eremity prawdziwie skrojonego na miarę naszych czasów, budującego w górzystej części Sahary, na przełęczy Assekrem, mosty pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami, szukającego w każdym człowieku wspólnego mianownika Dobra i to bez względu na jego wiarę czy pochodzenie etniczne, mnicha prawdziwie żyjącego Ewangelią, w najpełniejszym jej sensie i wymiarze, nawet kiedy czasem wydawać by się to mogło nazbyt radykalne i nieprzystające do współczesności. Opowieść lała się wczoraj, ukazując zarówno różne aspekty życia w algierskiej pustelni (choć poprawniej byłoby rzec – pustelniach), jakich doświadczył brat Zbyszek, przeplatana dodatkowo historycznymi opowieściami o obydwu wymienionych, nieżyjących już eremitach, ale też ukazująca piękno duchowego doświadczenia związanego z pustynią.

Życie na pustyni brzmi dla człowieka Zachodu – czy w ogóle dla człowieka współczesnego żyjącego w mieście – dość abstrakcyjnie. Wydaje się wysiłkiem niezrozumiałym i udręką ponad miarę. Pustynia bywa skwarna, ale bywa też zimna do szpiku kości. Pustynia to samotność, nieraz bolesna. Pustynia jest sytuacją zero-jedynkową, w której nie ma miejsca na głębokie niejednoznaczności. Jest w niej jednak miejsce na inną głębię, gdyż jest – a przynajmniej może się stać – szansą na spotkanie Boga. I tu znów chodzi o Boga w drobnych sytuacjach. O Boży plan. O Bożą troskę. O Bożą miłość. Bł. Karol de Foucauld przemienił się, kiedy doświadczył miłosierdzia ze strony Tuaregów, z którymi sam wcześniej dzielił się tym, co miał. Uratowany przed śmiercią z wycieńczenia w ludziach pozornie odległych znalazł braci. To musi przemieniać. Pan działa poprzez takie sytuacje i poprzez tych – nieraz tak od nas różnych – ludzi. Pustynia jest zatem miejscem Spotkania – także za sprawą napotykanych bliźnich. Czas spędzony na pustyni nabiera sensu, kiedy wędrowiec, który się tam udaje lub człowiek, który zdecydował się na niej zamieszkać otwiera się na obecność Boga i Jego znaki – niekiedy zupełnie niepozorne.

Miasto, jak trafnie dostrzegł założyciel Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, też bywa pustynią. Pogrążone w biegu. Rozjechane przez samochody. Zadymione i zakurzone, ale też – co dziwnie brzmi w pierwszym odruchu, gdy myślimy o wielkim skupisku ludzkim – rzadko zapraszające do interakcji. Tym samym, nieco paradoksalnie, jakby à rebours, miasto staje się przestrzenią do Spotkania. Zdaje mi się, że w takich sytuacjach, jakie typowe są dla miast, Pan Bóg tym bardziej zaprasza nas, byśmy Go szukali i byśmy Go znaleźli. On dał nam łaskę wiary, a nam pozostawia wybór czy chcemy za Nim iść, wychodząc naprzeciw drugiemu człowiekowi, dając coś z siebie, pomagając na wszelkie możliwe sposoby – służąc pomocnym ramieniem babci na przejściu dla pieszych, uśmiechem napotykanym na ulicy, w sklepie i w metrze ludziom, dobrym słowem i obecnością, gdy stajemy twarzą w twarz z wykluczeniem, samotnością czy cierpieniem. Miejska pustynia może nas ranić, może nas potraktować srogo, ale przede wszystkim jest sposobnością daną nam, aby pogłębić relację z naszym Panem i naszym Bratem. Tak przynajmniej ja to postrzegam.

Pustynia jest miejscem, w którym szczególnie doświadczyć można działania Ducha Świętego. Człowiek skruszony przez rzeczywistość pustyni staje się otwarty na Jego oddziaływanie. Ogołocenie, jakie następuje na pustyni, dodaje, a nie odbiera. To jest właśnie specyficzne oddziaływanie Boga – nie zawsze po ludzku zrozumiałe, ale zawsze skuteczne. Dzisiejsza Ewangelia [J 16,12-15] cytuje słowa Jezusa: «Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi». Chcąc zatem zbliżyć się do Prawdy, dobrze jest dać szansę, aby oddziaływała. Trzeba podjąć wybór, a wychodząc na pustynię, otworzyć się na Ducha Prawdy. Już prorok Izajasz pisał [Iz 32,15-20]: Wreszcie zostanie wylany na nas Duch z wysokości. Wtedy pustynia stanie się sadem, a sad za las uważany będzie. Na pustyni osiądzie prawo, a sprawiedliwość zamieszka w sadzie. Dziełem sprawiedliwości będzie pokój, a owocem prawa – wieczyste bezpieczeństwo. Lud mój mieszkać będzie w stolicy pokoju, w mieszkaniach bezpiecznych, w zacisznych miejscach wypoczynku, choćby las został powalony, a miasto było bardzo poniżone. Szczęśliwi! Wy siać będziecie nad każdą wodą, puszczając wolno woły i osły. Możemy być pośród tych szczęśliwców – podążając za Chrystusem i otwierając się na wspomagającego nas Parakleta.

Sporą część minionej majówki spędziłem w rodzinnej leśniczówce, z dala od zgiełku miasta. W ostatnich latach kilkukrotnie zdarzało mi się przebywać tam po kilka dobrych dni, właściwie bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Samotność w takim miejscu bywa czasem obezwładniająca, ale bywa też budująca w nieprawdopodobny sposób. Człowiek w ciszy otwiera się na inną melodię, na zupełnie inny przekaz. Nie mam tu na myśli żadnych wzniosłych doświadczeń. Przeciwnie, chodzi mi o najzwyczajniejsze doświadczenie pustki w sensie doczesnym, które otwiera na Pełnię, czyli Boga, co jest jednoznaczne z Miłością. To jest inny rodzaj pustyni, ale należący do tej samej domeny. Ilekroć doświadczam takiej pustyni i tego wszystkiego, co płynie z przebywania w odosobnieniu, tylekroć silnie doznaję pięknego ładunku Miłości. Odosobnienie staje się więc czasem ładowania duchowych baterii, momentem pogłębiania wiary i chwilą konieczną, by doznać obecności Boga. Odosobnienie jest szansą na poznanie siebie i usłyszenie głosu, który mam w sercu – głosu Boga, który wciąż dąży do rozmowy ze mną. Jest maścią kojącą ludzkie słabości. Jest fundamentem przeżywania życia – w jego najbardziej zabieganych formach – z Bogiem w sercu. Jest przestrzenią, w której relacja nabiera smaku – nie poprzez ilość przypraw, ale wręcz odwrotnie – poprzez ich znikomą ilość, która uwypukla prawdziwy smak rzeczywistości. Smak bezkresnej, danej za darmo, najwspanialszej Bożej miłości.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s