Jedność w praktyce – radość w sercu

Radość – dzisiejszy dzień to radość! I jedność – w nawiązaniu do Ewangelii z wczoraj, przedwczoraj, ale też i z dzisiaj, gdyż razem – te trzy – składają się na odmawianą przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy tzw. modlitwę arcykapłańską. Zwieńczeniem jej dwóch części – o uczniach i o przyszłym Kościele – jest temat jedności, która stanowi zadanie dla nas, chrześcijan, wynikające z włączenia nas w poświęcenie dokonane przez Ojca i przez Syna oraz włączenia nas w kapłańską misję Jezusa (kapłaństwo powszechne chrześcijan). Jedność ta ma być na podobieństwo jedności Ojca i Syna, Stworzyciela i Zbawiciela – niedoścignionego wzoru, który próbujemy wcielać w nasze życie.

Święty Jan spisuje słowa Chrystusa, kierowane do Boga Ojca, dotyczące uczniów – «Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno» [J 17,11], a potem wspomina o przyszłych uczniach – tych, którzy dopiero wejdą na ścieżkę wiary – «Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś» [J 17,20-23].

Napisałem, że dziś to radość, bo dziś ta jedność, która dana jest nam na warsztat, ziszczała się w drobnych sytuacjach. W pracy mieliśmy dzisiaj rodzaj dnia otwartego, w ramach którego pokazywana była firma i jej możliwości. Wokół tego tematu doszło do jakiegoś nowego otwarcia pomiędzy nami – koleżankami i kolegami z pracy. Pierwszy raz od dawna miałem poczucie, że bazę mamy wypracowaną i wchodzimy na nieco wyższy poziom poznania i integracji. Nagle poruszyliśmy gdzieś w rozmowie temat wiary, co do tej pory w ogóle się nie zdarzało. Nagle zaczęliśmy rozmawiać o łączących nas przeżyciach duchowych.

Ważniejsze jednak zdarzenie, mimo że niepozorne, wręcz symboliczne, miało miejsce popołudniu. Zajechałem na nieszpory, Eucharystię i czwartkową adorację na Łazienkowską, bo miałem wyraźną potrzebę modlitwy. Czuję się też u Matki Bożej Jerozolimskiej coraz bardziej jak u siebie. Kameralność miejsca i wspólnoty, a także szczególna dbałość o liturgię i jej minimalistyczną, a co za tym idzie piękną estetykę sprawia, że łatwiej mi na szybko, bez niepotrzebnych didaskaliów i zbędnej straty energii wejść właściwie w czasoprzestrzeń Spotkania. Tradycją sprawowanej przez Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie Eucharystii jest procesja z darami, do której zapraszani są wierni. Nie jest to rzecz wielka, ale dziś uczestniczyłem w niej i ja. Niby drobiazg, a jednak sprawił, że pojęcie jedności zyskało nagle na znaczeniu i to w prostym przykładzie bardziej aktywnego uczestnictwa we wspólnocie eucharystycznej. Jedność w praktyce – wyrażona czynem.

Myślę nad jednością – czym jest i jak się objawia? Jedność nie jest bowiem prostym zadaniem – niełatwo jest ustalić akceptowalne granice różnic i sedno tego, czym jest wspólna baza. Wydaje mi się jednak, że sposobem na jedność jest nałożenie „okularów Miłości”, czyli zastosowanie filtra widzenia, który każdą obserwację wywodzi z Miłości i w Niej ją zakotwicza. Jeśli bowiem miłujemy – z Bożą mocą – drugiego człowieka i pamiętamy, że również poprzez niego wyraża się Pan Bóg, to nagle okazuje się, że jedność jest nie tylko punktem dojścia, ale także punktem wyjścia naszej relacji. Skoro obydwie strony mają ten sam start i potencjalnie tą samą metę, to czemu miałbym kłaść przesadny nacisk na tym, co znajduje się pomiędzy? Nie twierdzę, że nie należy tego robić – wydaje mi się jednak, że należy to czynić, przykładając właściwą miarę. Miłość zwycięża wszelkie różnice, bo Miłość jest zawsze mocniejsza, prawdziwsza i piękniejsza.

Nie chodzi w tym jedynie o miłe współistnienie. O pokój pomiędzy narodami. O zawieszenie religijnych sporów. Tu chodzi o pragnienie jedności, które wszystkich nas, wierzących, wiedzie przed oblicze Boga. I choć wierzę, że w Kościele znajduje się Boża pełnia, to nie przeszkadza mi to uczyć się od inaczej wierzących – ich doświadczenie wiary jest kompatybilne z moim przynajmniej w niektórych kwestiach, więc jesteśmy sobie w naturalny sposób bliżsi. Oczywiście koniec końców jedność z moimi braćmi w wierze, moimi braćmi w Chrystusie, jest sprawą kluczową. Czasem bywa też najtrudniejsza, bo łatwiej jest kłócić się o niuanse niż zastanowić się nad znajdywaniem rozwiązań, kiedy pojawia się rozdźwięk lub powstaje konflikt. Oby zatem rozum nie zagłuszał nigdy serca, a ono niech bije mocno i do czerwoności się rozgrzewa, by mogło zrównoważyć powiew zimnego umysłu, który próbuje na wiarę nałożyć sztuczny kaganiec twierdzeń i przekonań. Przybądź Duchu Święty i daj nam pocieszenie, i daj nam sposoby, byśmy stawali się jednością z naszymi braćmi – każdego dnia, w każdej sytuacji.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s