Uniżenie i miłość, czyli droga wolności

Minione dni spędziłem w rodzinnej leśniczówce w gronie bliskich mi osób. Było mnóstwo spacerów po lasach, polach oraz okolicznych wsiach, okraszonych licznymi rozmowami. Zdarzyło się, że kilka tematów powracało przez cały ten czas. Jakby myśli nas wszystkich krążyły wokół tych samych spraw. Jakbyśmy doświadczali w jakimś sensie podobnych przeżyć – każdy inaczej, z zupełnie innej perspektywy, z innymi wnioskami odnośnie dziś i jutra. Tematem numer jeden była wolność. Temat medialny, szczególnie w ostatnich latach wałkowany w odniesieniu do Polski, do świata, do społeczeństw, ale przez nas – mazowieckich piechurów – „nadgryzany” w tych dniach z bardzo subiektywnych, jednostkowych perspektyw. Zresztą już w poprzedzających czerwcówkę dniach temat obecny w moich rozmowach – w tym czasie beztroski i relaksu domagał się pełniejszej uwagi. W toku rozmów, jak to zazwyczaj bywa, kiedy pojawia się szansa, aby zwerbalizować nieposkładane myśli, odczytane wcześniej jedynie do połowy emocje i przykurzone wspomnienia, pozostawione gdzieś na bocznicy odświeżanej regularnie pamięci, dane mi było jakoś lepiej przyjrzeć się temu, co płynie z głębi mnie – nie tylko z rozumu, ale przede wszystkim z serca. Temu, co odczytuję jako wyraz ducha. Wolność nie jest w żadnej mierze tematem, który dałoby się ugryźć w tysiącu słów, podzielę się jednak kilkoma drobnymi wnioskami, które wydały mi się ważne.

Nim jednak zacznę pisać o wolności, chciałbym przytoczyć fragment z Listu św. Pawła do Filipian [Flp 2,1-4] – kluczowy dla rozważań ostatnich dni. Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli – jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! Dalej Apostoł wychwala hymnem Boga-Człowieka, wzór prawdziwej pokory [Flp 2,5-11]. To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca.

Wolność kryje się w uniżeniu siebie – ta prawda płynie bezpośrednio z cytowanego powyżej fragmentu. Dla nas jest to choćby wolność od statusowych zobowiązań. Wolność od sztucznych norm zachowań. Wolność od wyższości, dehumanizującego zdystansowania czy pogardy wobec innych. Wolność od nienawiści, ale też wolność do miłości, gdyż wolnym jest się nie tylko od czegoś, ale i ku czemuś. Wolność od przechodzi płynnie w wolność do. Jest zatem ów stan wolności zasadą i szczęścia, i miłości, i pokoju. Przykład najdoskonalszy płynie z krzyża. Bóg-Człowiek dał się umęczyć, a później zabić za swą miłość do ludzi, za swoją łaskawość i swą szczodrość. Poniżany, maltretowany, dręczony – konsekwentnie realizował misję, jaką powierzył Mu Ojciec. Wywyższony na drzewie krzyża, sam uniżył siebie. Tym samym dał nam przykład przeżywania prawdziwej wolności, której źródła – o ile płyną ze szczerej woli życia w pokorze i służbie innym – prowadzą nas do jedności z Chrystusem, jedności z Bogiem. Uniżając się, oddając część siebie na rzecz Boga, którego spotykamy w innym człowieku, zdajemy się – tak to czytam – zbliżać się do Ojca w naszym Bożym dziecięctwie. Uniżenie się, koniecznie splecione z miłością wobec drugiego człowieka, której najwspanialsze pokłady skrywa sama Miłość – nieustannie nas miłująca, jest szansą – daną dla głębokiego przeżycia relacji z Panem. Szansą na przeżycie wolności.

Wolność ponadto jest zarówno ciężarem, jak i wybawieniem. Ciężarem słodkim, bo mogącym prowadzić do zbawienia, czyli do najwspanialszego daru, jaki Bóg dla nas przygotował. Wolność jest przeto zadaniem, które podjęte z wiarą i mądrością płynącą z ducha – wierzę w to głęboko – może człowieka doprowadzić (i daj Bóg niechaj tak się stanie!) do celu naszej ziemskiej wędrówki – do Nieba. Dziś wielu ludzi jest przekonanych, że zbawić może się bez udziału Boga. Też tak myślałem, choć nie wyrażałem tego tymi słowami. To brzmiało bardziej jak: „sam mogę stać się szczęśliwy”, „tylko ode mnie zależy mój sukces i moje powodzenie”, „to ja decyduję o moim losie” czy słynne, zaczerpnięte z angielskiego: „sky is the limit„. Ileż w tym było dziecięcej naiwności. Ileż groteskowej wiary we własną siłę i moc – we własną wszechsprawczość. Ileż buty i błędnego przekonania, iż człowiek sam z siebie coś może i coś umie. Dziś wierzę, a wiara ta jest efektem własnego doświadczenia, że człowiek bez Boga nie tylko nic nie może, ale i nic nie umie. Ma tylko (i aż) zdolność podejmowania wyborów pomiędzy danymi sytuacjami – zresztą nawet jeśli nie wierzy w Boga. Nie zmienia to jednak faktu, że wolność wyboru pochodzi od Niego – to Bóg nam ją ofiarował. Stworzyciel wszechrzeczy. Słowo wcielone. Duch Święty, Pocieszyciel, który nas wiedzie. Pan Bóg przychodzi do naszego życia i chce nas zbawić. Czy podejmiemy w swej wolności tę wyciągniętą rękę, z której pragnie nam dać, to już tylko jednostkowy wybór.

Wolność ma imię, a jest nim PAN. To sam Bóg, który w Logosie, Synu Człowieczym, zawarł nowe przymierze, z całą ludzkością, którego najwspanialszą konsekwencją jest wolność właśnie. Wolność wieczna. Wolność czysta. Wolność nieobwarowana warunkami i klauzulami. Darmowa. Niezasłużona. Mająca moc odmieniać każdą sytuację i wydobywać z niej Miłość, Prawdę i Radość – szczególnie zaś radość obcowania z Bogiem. Tylko w wolności naszego serca możemy usłyszeć głos Boży, który mówi: idź za Mną! Który powtarza codziennie: kocham cię! Który nieomal wyśpiewuje swą miłość do całego rodzaju ludzkiego, mimo wszelkich naszych słabości, naszych grzechów i beznadziei, w które sami się wpędzamy – często za szatańskim podkuszeniem. Nadzieją jest jednak On – Pan Bóg! W Nim jest zbawienie. Od Niego pochodzi wolność. W tej wolności życzyłbym sobie żyć i z niej czerpać – na chwałę Najwyższego. Daj, Boże, doznawać wolności, która nie jest swawolą. Daj radość z przeżywania jej i smakowania. Spraw, aby wolność triumfowała każdego dnia!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s