«A wy za kogo Mnie uważacie?»

Wróciłem niedawno z Łazienkowskiej, od Wspólnot, gdzie popędziłem po pracy na Veturilo, by przeżyć Eucharystię i słuchać Słowa. I uderzyło mnie dziś pytanie, które Jezus zadawał w Cezarei Filipowej swym uczniom: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» [Mt 16,13-15]. Nie to pierwsze, lecz to drugie pytanie uderzyło mnie i poruszyło. «A wy za kogo Mnie uważacie?».

Za kogo ja Go uważam? Czy jak Piotr potrafię o każdej porze dnia i nocy, w radości, ale i w smutku, w zdrowiu, ale i w chorobie, w dostatku, ale i w niedoli powiedzieć: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego» [Mt 16,16]? Czy ja zawsze widzę Boga tym, kim jest – potężnego Stwórcę, miłosierne Słowo, Ducha Świętego – Pocieszyciela? Czy mimo generalnej deklaracji w każdej jednej sytuacji życiowej wybieram rzeczywiście Jego i drogę, którą mi wyznaczył – tak jak wyznaczył ją każdemu człowiekowi z osobna? Czy umiem zawsze postawić Go na pierwszym miejscu – przed przyjemnościami tego świata i przede mną samym, czy też inaczej – dostrzec Go ponad tym wszystkim i pójść za Nim całym sobą, wbrew doczesnym pragnieniom i dążeniom, widząc to, co nadchodzi u krańców życia, to znaczy nowe życie?

Nie wiem czy nie będzie pewną bezczelnością zmienić radykalnie pytanie z Ewangelii, by dostrzec więcej we własnym życiu, ale się odważę. Za kogo więc ludzie mnie uważają? Czy widzą we mnie obraz Boży? Czy daje im ku temu powody? Czy widzą we mnie godność płynącą z bycia dzieckiem Pana, czy może raczej plugastwo i grzech? Czy nie gorszę ich swoim słowem, swoim czynem, swoimi życiowymi wyborami? Czy znajdują we mnie przykład dobra? Czy słabość we mnie nie przesłania im Bożej mocy, którą On hojnie pokazuje w mym życiu? Można pytać w nieskończoność, ale nie to jest celem. Pojęcie siebie w kontekście Boga i Pana nim jest. Na ile potrafię świadczyć spontanicznie, sytuacyjnie i każdorazowo – nie poprzez opowiadanie historii o Bogu, wierze i religii, ale poprzez prawdziwe czyny miłosierdzia i szczere zakorzenienie w Miłości?

Jestem dzieckiem Bożym i to jest nie tylko przywilej, ale też zadanie. Mam się zmieniać. Mam się nawracać. Każdego dnia mam się stawać bardziej godnym, by móc się tak nazywać, mimo że Pan jest mi Ojcem bez względu na to, co będę mówił, co będę czynił i jakich wyborów bym nie dokonał. Wiem z doświadczenia swego życia, że to nie są puste słowa! Bóg kocha i obdarza swą miłością nawet wówczas, gdy nam się wydaje, iż nie istnieje lub że się nie troszczy. On zaś jest obok – w trudach, w samotności, przy upadkach i kiedy sił już braknie. Jest, a kiedy przychodzi właściwy moment uśmiecha się do nas. Ten uśmiech rezonuje z głębi ducha aż w końcu go dostrzegamy, a wtedy nie sposób nie uśmiechnąć się w odpowiedzi – choćby i na początku poprzez łzy.

Bóg jest dobry. To proste zdanie trzeba powtarzać bez przerwy. Bóg nas kocha, bo jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. Możemy przeżyć swe życie na tysiące czy też miliony sposobów, ale jest jeden sprawdzony, skuteczny i satysfakcjonujący – najbardziej ze wszystkich. Ten sposób to pójść ścieżką Zbawiciela – ścieżką pokory, umniejszenia, wyrzeczeń, ale i radosnego dzielenia się, oddawania swego czasu i energii w służbie innym, otwierania serca na drugą osobę, aby obdarowywać ją swą miłość i ciepłem – choćby w formie najprostszego, serdecznego uśmiechu. Dziś uroczystość św. Piotr i Pawła. Piotra, który poszedł za Chrystusem i rozpoznał w Nim prawdziwego i jedynego Syna Bożego, i Pawła, który za sprawą Bożego przyciągania porzucił swój grzech i mimo win oraz „grubej kartoteki” dostał szansę, by służyć Panu całym sobą, w zgodzie ze swym powołaniem. Najbardziej zagorzały prześladowca chrześcijan stał się jednym z nich. Daj, Panie, bym jak Apostoł Narodów mógł powiedzieć u kresu ziemskiej wędrówki: w dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem [2 Tm 4,7].

Na dobranoc modlę się do Ciebie, Boże, dzisiejszym psalmem responsoryjnym [Ps 34,2-9]. Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Dusza moja chlubi się Panem, niech słyszą to pokorni i niech się weselą. Wysławiajcie razem ze mną Pana, wspólnie wywyższajmy Jego imię. Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał i wyzwolił od wszelkiej trwogi. Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, oblicza wasze nie zapłoną wstydem. Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, i uwolnił od wszelkiego ucisku. Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić. Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan. Szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s