Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli

Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli. Wtedy Pan, Bóg Zastępów, będzie z wami, tak jak to mówicie. Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro! Wymierzajcie w bramie sprawiedliwość! Fragment czytania z Księgi Amosa [Am 5,14-15] jest wskazówką prostą, ale jakże esencjonalną. Niby oczywistość, truizm, zdawałoby się, że myśl pozbawiona głębi, a w rzeczywistości jest to Słowo gwarantujące nam bezpieczeństwo – koło ratunkowe, które poprzez proroka rzuca nam Pan Bóg.

Już samo pierwsze zdanie mówi tak wiele. Wskazuje na aktywność, która ma się stać naszym udziałem. Szukać to za słownikiem PWN: 1. «starać się ustalić, gdzie ktoś lub coś jest»; 2. «dążyć do czegoś». Bóg wzywa nas więc, byśmy aktywnie starali się ustalić, gdzie jest dobro? I więcej: wzywa nas, byśmy do niego dążyli! Nie mamy czekać aż Dobro nam się objawi, aż przyjdzie i wkroczy w nasze życie, ale mamy wyjść naprzeciw i wykazać się chęcią znalezienia Go. Czasem zapominamy o tym i kiedy w naszym letargu nie dajemy Panu żadnej innej szansy, by do nas dotarł, On przychodzi z mocą i zmienia nasze życie. Nie powinno to być jednak regułą. To my mamy poszukiwać Dobra. W naszych staraniach nie bać się ryzyka. W naszych dążeniach nie poprzestawać na płytkim poznaniu, ale wchodzić głębiej – choćby i wbrew logice, choćby i wbrew znanym schematom.

Oglądałem dziś rano nagranie ze spotkania autorskiego, które z s. Małgorzatą Chmielewską ze Wspólnoty „Chleb Życia” oraz Szymonem Hołownią, od kilku lat angażującym się czynnie w pomoc potrzebującym, nie tylko w Afryce, prowadził Piotr Żyłka i urzekła mnie odpowiedź – tak bardzo przemawiającej do mnie przykładem swojego życia – s. Małgorzaty na pytanie: co Wam modlitwa robi? Dłuższy fragment wypowiedzi załączam niżej w formie transkrypcji, ale szczerze polecam obejrzeć cały kwadrans mądrej rozmowy trójki katolików – tych z serii „katolików na 100%”, bo jest naprawdę doskonałym przyczynkiem do tematu poszukiwania dobra w swym życiu, czyli tak naprawdę poszukiwania Dobra – poszukiwania Pana.

Ja sobie nie wyobrażam po prostu, że mogłabym żyć tak, jak żyję, i robić to, co czasami zdarza mi się robić, gdyby nie Pan Jezus, bo to po prostu wykracza poza wszelkie zdolności zrozumienia, już nie mówiąc o najrozmaitszych ludzkich cechach, które trzeba posiadać i których ja nie mam, i które przychodzą w odpowiednim momencie. Ja i moi współpracownicy. To jest czasami anielska cierpliwość, to jest przebłysk geniuszu – tu nie mówię, że my jesteśmy genialni, tylko potrzebny czasami, żeby wiedzieć jak komuś pomóc, a poza tym kwestia wytrwania. Jeśli nie wiemy dlaczego to robimy, dlaczego żyjemy – akurat my – z ludźmi bezdomnymi, którzy są bardzo różni – nie będę Państwu tu opowiadać „smakowitych” kawałków, ale – że tak powiem – nie zawsze jest to fajnie. Jeśli nie wiemy dlaczego, jeśli nie wiemy z Kim i dla Kogo to robimy, to nie ma sensu, to ludzie od nas odchodzą – ci, którzy „Alleluja!”, prawda, i nie polegają na związku z Chrystusem, i nie trzymają się Go za rękę – nie robią tego dla Chrystusa. (…) Jeśli nie szukamy Chrystusa pod trzema adresami [Eucharystia, wspólnota Kościoła, drugi człowiek – szczególnie człowiek cierpiący, opuszczony, w którym cierpi Chrystus] i w tym człowieku ubogim nie chcemy Go widzieć czy nie potrafimy Go zobaczyć, nie nauczymy się Go widzieć, to po pierwsze – nie spotkamy w pełni Miłości, a po drugie – nie będziemy potrafili służyć drugiemu człowiekowi. Odwrotnie: nie możemy pójść do drugiego człowieka – cierpiącego i słabego – bez modlitwy. Oczywiście pytanie: jakiej modlitwy? To nie chodzi o to, żeby klepać różaniec non stop. Chodzi o ustawicznie powracający związek z Panem Bogiem. (…) Jeżeli nie widzimy Czegoś więcej lub nie chcemy spotkać Czegoś więcej – nie chcemy spotkać Miłości, bez tkwienia w Chrystusie – w ten czy w inny sposób – tu nie chodzi o klepanie różańców i o śpiewanie „Alleluja!” nad człowiekiem, który gnije w łóżku i śmierdzi po prostu „pod sufit”. To chodzi o to, żeby wiedzieć z Kim i dla Kogo się to robi, i trwać w Nim. I ta nieustająca modlitwa, tak jak mówili wielcy święci, zajmujący się czy kochający ludzi – zwłaszcza starych, chorych, niepełnosprawnych, odrzuconych, to w pewnym momencie życia nie ma znaczenia – czy jestem w kaplicy, czy jestem przy tym człowieku chorym. To jest jedno.

Nie wiem czy ów przepis s. Małgorzaty jest idealny dla każdego, ale z pewnością jest to genialna wskazówka jak angażować się całym sobą w bycie świadkiem Chrystusa. To jest doskonała intuicja, iż modlitwa – jaka by ona nie była – jest drogą, która wiedzie do Pana. To jest świetny drogowskaz jak żyć, by nie stracić życia – zarówno w wymiarze doczesnym, ale także wiecznym – co nawiązuje już wprost do zdania z dzisiejszego czytania, z cytowanego fragmentu Księgi Amosa. Wtedy Pan, Bóg Zastępów, będzie z wami, tak jak to mówicie. Wychodząc naprzeciw drugiego człowieka będzie nam dane doświadczyć Jego obecności. Pan będzie z nami, bo każdy nasz bliźni, a szczególnie ten utrapiony, będzie – tak jak i wciąż jest – odbiciem i obrazem Pana Boga w rzeczywistości ziemskiej.

I dalej czytanie nie pozostawia nam niedopowiedzenia odnośnie zła. Mamy je mieć w nienawiści. Słyszymy nienawiść i zaczynamy się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie brzmi mało ewangelicznie? Ależ skąd! Zło przebiera się w piękne szaty i mami nas na każdym kroku, odciągając równocześnie od Dobra. To nie jest tak, że kiedy otwieramy się na zło, kiedy szukamy go, kiedy odpowiadamy na jego magnetyzm, nie dzieje się nam krzywda. Przeciwnie – każdorazowo, kiedy odpowiadamy na zło, zadajemy cios Dobru. To jest cierpienie Jezusa na krzyżu. To są udręki zadawane Mu podczas Drogi Krzyżowej. To są zniewagi oraz nienawiść, której On doznawał w tamtych dniach.

Mamy się wyrzec zła, aby całymi sobą móc wejść w rzeczywistość Zbawienia i by ustawić nasz duchowy GPS na Niebo. Tylko tak, znajdując się we wrotach naszej podmiotowości, w bramie naszego wolnego wyboru, który został nam przez Boga podarowany u początków stworzenia, możemy ustrzec się i stanąć nie po stronie zniewolenia, lecz wolności. W owej prawdziwej wolności, nie mającej nic ze swawoli, wybrzmiewa zawsze najdoskonalszy, Boży geniusz. Jesteśmy zaproszeni, by iść tą drogą. Jesteśmy zaproszeni, aby wejść na ścieżkę przygotowaną nam przez Pana, ścieżkę przypieczętowaną Jego ofiarą. Przykład wielu, którzy szli nią przed nami, pokazuje, że nie ma co się wahać i że po prostu warto!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s