Miłość, która nigdy nie ustaje

Co znaczy właściwie pójść za Chrystusem? Zadaję sobie to pytanie od zeszłej Wielkanocy, a od wczoraj, kiedy Kościół przywoływał znamienne słowa Jezusa skierowane do uczniów, jakoś szczególniej. «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec» [J 12,24-26].

To wyjściowe pytanie ma co najmniej dwoistą naturę. Odnosi się bowiem do rzeczywistości ziemskiej i niebieskiej. Po pierwsze pyta jak żyć tu i teraz, by dobrze przeżyć swe życie, czyli w gruncie rzeczy – jak być dobrze chrześcijaninem? Po drugie jest wyrazem pytania o cel drogi, pytania o dojście do Nowego Jeruzalem – jak iść, aby skutecznie dotrzeć do Królestwa? Oba te pytania nurtują i nurtowały z pewnością wielu uczniów Chrystusa i pewnie właśnie dlatego Jezus daje w kilku zdaniach lekcję na ten ten temat. Warto dodać, że mimo krótkiej formy, daje lekcję wyjątkowo bogatą w treści.

Wiemy, chociażby z przypowieści o siewcy [Łk 8,4-8], że aby ziarno mogło wydać obfity plon, kluczowe jest miejsce, na które padnie. Jeśli «padło na ziemię żyzną – a o takiej mówi w rzeczywistości dzisiaj Chrystus – i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny». Tą żyzną ziemią jest nauczanie i Słowo. Słowo, które stało się ciałem i zamieszkało między nami. Ideał i drogowskaz, ale nie znak jedynie, a towarzysz wędrówki i przyjaciel podtrzymujący na duchu, kiedy marsz wykańcza, odciski bolą niemożebnie, a znoszone buty uwierają tak, że nie chce się już dalej iść naprzód. Słowo to wyrażają i głoszą Ewangelie, które opisują ziemski żywot Boga-Człowieka, ale i Listy napisane później przez Apostołów, podobnie zresztą jak i Stary Testament spisany w czasach, kiedy Boża wola była odczytywana przez Proroków.

Jeśli więc otrzymaliśmy ów dar i poznaliśmy Boga, zgłębiliśmy i przyjęliśmy do serca Jego nauczanie, co właściwie mamy czynić dalej – na czym polegać ma realizacja tego naszego generalnego powołania – odkrywania i poznawania co znaczy być dziećmi Bożymi, by Ojcu móc oddać cześć i chwałę we właściwy sposób? Pierwszym i najważniejszym przykazaniem jest miłość Boga i bliźniego, warto więc byłoby zrozumieć czym jest ta miłość? Co znaczy tak naprawdę kochać? Co znaczy kochać dziś, kiedy słowo ‚kochać’ bywa w praktyce tak często dewaluowane, a czasem ulega wręcz radykalnej wulgaryzacji poprzez sprowadzenie miłości do fizyczności, pozbawionej jednoczącego celu, o bezproduktywności takiego podejścia nawet nie wspominając? Czym jest miłość w czasach wypaczenia sensu wolności, która przecież powinna stanowić immanentną cechę tego wielkiego uczucia – czy to pomiędzy mną a Bogiem, czy też pomiędzy mną a drugim człowiekiem?

Miłość to wolność samoograniczająca się. Miłość na wzór wielkiej miłości Bożej do nas. Przecież Pan oddał nam władzę nad naszymi wyborami i decyzjami, samoograniczając się w ten sposób i pokazując swoją bezkresną szczodrość. Będąc stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo, za wzór stawiając sobie w życiu ideał Bożej miłości, powinniśmy żyć w wolności, która potrafi się jednak samoograniczyć. Mając w sobie tę wolność możemy iść i dawać ją innym, tak jak i ofiarowywać ją Bogu. Obdarzając innych naszą wolnością – z radością i przychylnością w sercu – okazujemy tymże ludziom miłość. Ograniczając się w swej swawoli możemy Bogu ofiarować prawdziwy diament naszej wewnętrznej wolności. Obumrzeć, zrezygnowawszy z tego, co egoistyczne, skoncentrowane na mnie samym, tego wszystkiego, co puste, doczesne i błahe, to dać szansę, aby powstać większym, bo odrodzonym w tych wszystkich, którzy z Bożej łaski i mojej woli włączenia się w życie Chrystusa staną się świadkami Pana na ziemi. Moja miłość, która na wzór Miłości składa ofiarę z siebie, rozleje się miłością większą, tak jak rozlała się nią Miłość, czego i my jesteśmy świadkami.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje [1 Kor 13,4-8]. Dekodując ten opis, kochać oznacza – nie pędzić naprzód na zabój, otaczać opieką i ochroną, nie być zazdrosnym, ani też nie szukać tanich pochwał, zapominając, że mamy być skromni i pokornego serca. Kochać to nie siać zgorszenia, nie koncentrować się na sobie, żyć w pokoju i z sercem pełnym pokoju wychodzić do bliźnich, a kiedy ktoś nas zrani, umieć przebaczyć. Kochać to być fair i zawsze sprawiedliwie patrzeć na słowa i czyny innych, zaś we wzgardzie mieć kłamstwo, fałsz i nieszczere zamiary. Kochać to umieć przyjmować baty, tak by w głębi ducha nie rodziła się chęć zemsty i opierając się na zaufaniu wobec wszechmocy i mądrości Pana, dostrzegać pozytywy i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Kochać to w końcu także trwać pewnie i konsekwentnie na drodze Miłości – mimo nawałnic, mimo sztormów, mimo szalejących burz.

Czy ja potrafię ta kochać? Czy wiedząc w teorii, choćby nawet tylko po części, czym jest miłość, w praktyce potrafię nie popełniać błędów? Ależ skąd! Popełniam ich bez liku, bo nie dość, że przez grzech pierworodny straciłem, jak my wszyscy, zdolność do życia w idealnej harmonii, którą na początku dziejów Bóg nam podarował, to jeszcze sam w swym nieokrzesaniu, lenistwie czy zuchwałości potrafię zgubić azymut i ulec złemu. Grzeszę. Upadam. Zapieram się miłości wobec ludzi, a czasem i w mroku chwili potrafię zwątpić w Miłość. W perspektywie dłuższej jednak trwam, bo serce wciąż mi podpowiada, że to jest najwłaściwsze, co mogę uczynić. Bo serce pcha mnie ku Temu, który mnie stworzył, ale i mnie zbawił, kiedy jako człowiek odwróciłem się od Niego i w Raju poszedłem za podszeptem złego. Bo serce wie to, czego rozum nigdy pojąć w pełni nie zdoła, że poza Miłością nie ma miłości, a bez tej wolności, która wpisana jest w Miłość, nie ma szczęścia i nie ma wyzwolenia.

I tu dwa wymiary wyjściowego pytania schodzą się nagle. Moje ziemskie wybory, wyrażone poprzez słowa i czyny, stanowią o tym, czy dotrę do celu wędrówki. Każde zdanie wypowiedziane wobec drugiego człowieka, każdy gest i każde działanie mogą przybliżyć Niebo. Kiedy zamiast zamykać się na potrzebującego, znajdę w sobie chęć i wolę, by na początek przystanąć i wysłuchać, a w drugim odruchu może nawet pomóc. Kiedy z czułością i wyrozumieniem patrzę na pogubionego i nie stawiam się ponad, ale obok, a jeszcze lepiej poniżej, by z tej pozycji móc właściwie służyć. Kiedy przedkładam uczucia drugiej strony nad moje własne, by móc przynajmniej pojąć, z czym dany człowiek się zmaga, zamiast wychodzić przeciw niemu z mieczem – on zawsze będzie obosieczny i zrani przy okazji też i mnie. Wszystkie te upadki, kiedy zawodzę, kiedy ulegam zniewoleniu, kiedy brak mi miłości i kiedy tracę z horyzontu mój prawdziwy cel życia są jednak po coś. Z Bożą pomocą mogę z nich wyjść silniejszy. Odrzuciwszy kajdany grzechu mogę dać więcej. Dostrzegając swoją ułomność i słabość mogę stać się lepszym człowiekiem. Ku chwale Najwyższego! O to dziś proszę Cię, Panie. Osłoń przed grzechem. Daj siłę w słabości. I wolność wlej w serce, tak bym potrafił kochać.

1 Comment

  1. Nie miałem żadnego słowa,by napisać tu komentarz. Jednak dziś – nawet nie wiem czemu – owa myśl zaistniała w mej głowie.
    Co znaczy pójść za Chrystusem? Ale tak na 100% – bo inne pójście za Nim, ani nie ma sensu, ani nie jest prawdziwym podążaniem za Jezusem.
    „Jeśli kto chce pójść za Mną niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i co dnia Mnie naśladuje”. Zaprzeć się – nie moja wola, ale Twoja.To jest pokora. Zaprzeć się własnych wyborów, decyzji, planów, marzeń na życie, a przyjąć to co On przygotował. Zaprzeć się tego świata, co on oferuje, być wolnym – od ludzi, telefonu,internetu i podobnych spraw. Iść za Nim to pozostawić wszystko i rzucić się w ramiona Ojca, który poprowadzi przez pustynię i oazy, Górę Tabor i Oliwną, sprawi bym nie musiał płynąć łodzią, ale kroczył po jeziorze. Naśladować Jezusa. To ukochać Krzyż.
    Wszystko jest proste w słowach. A gdzie czyny? Wciąż się uczę,na nowo zaczynam. Lata wzrastania w wierze pokazują, że nie należy rzucać się na głęboką wodą. Niektórzy całe życie potrzebują najprostszego pokarmu jakim jest Biblia – która jest jak mleko dla niemowląt.
    Tylko Biblia i czyny miłości względem bliźniego.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s