«Effatha! (Otwórz się!)» Pan Bóg jest.

«Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Ewangelia sprzed tygodnia [Łk 4,34-35], opis uzdrowienia opętanego w Kafarnaum w w Galilei – mieście, które odwiedził Jezus, wciąż pobrzmiewa w moich uszach. Można by się spytać: i co za lekcja płynie z tego dla mnie? Gdzież jest ten Chrystus przechadzający się ulicami mego miasta, uzdrawiający chorych, dający pocieszenie strapionym? Czy i ja mam szansę rzeczywiście doświadczyć Pana w swym życiu?

Odpowiedź na powyższe pytania brzmi: On tu jest! Mimo że niekiedy czujemy się pozostawieni samym sobie – nie my pierwsi i nie my ostatni. Od kiedy Chrystus przyszedł na świat wielu Jego uczniów i uczennic przeżywało swoje kryzysy wiary, swoje momenty głuchoty i otumanienia, swoje zimne i mroczne pustynie, po których grasował zły. Święta Matka Teresa z Kalkuty pisała w liście w 1953 roku: Módl się za mnie w szczególny sposób, abym nie zepsuła Jego dzieła (…) – jest we mnie tak straszny mrok, jakby wszystko było martwe. Było tak, od kiedy rozpoczęłam to dzieło. Pisała też tak: jeśli kiedykolwiek będę Świętą – na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie – aby zapalić światło tym, którzy są w ciemności na ziemi. Noc ciemności potrafi zawładnąć człowiekiem. Zły nie śpi. Uderza, kiedy tylko podniesiemy się, by iść i czynić dobro. Jakby ożywał, kiedy tylko zaczynamy żyć Słowem. I wtedy trzeba pamiętać, że na końcu dziejów już przegrał i że możemy w naszym życiu wygrywać z nim każdego dnia – z Bożej łaski, z Bożą pomocą i w Bożej obecności.

Chrystus jest pośród nas. Możemy tego doświadczyć w swoim życiu, jeśli odwrócimy się na chwilę od świata – nie po to, by uciec, ale po to, by usłyszeć to, co w świecie materialnym potrafi zostać zagłuszone – głos Ducha w naszym wnętrzu. Dzięki Panu i za Jego sprawą stajemy się filarami Kościoła, krzewicielami Wiary, szafarzami Tradycji, uczestnikami Misterium, a także głosicielami Słowa. W Chrystusie odnajdujemy prawdziwą odpowiedź na nurtujące nas pytania. O sens. O początek i koniec. O zmianę. O cel tej zmiany. O to kim jesteśmy i dlaczego. W Chrystusie odnajdujemy rzeczywistych siebie i nasze rzeczywiste powołanie. Pan nasz jest bowiem przykładem pokory i skromności, wiary i posłuszeństwa, dobroci i miłości. Jest władcą, bo jest sługą. Jest mocny w swej słabości. Umiera, a zdobywa życie – dla nas zdobywa życie wieczne.

Dziś podczas jutrzni na Łazienkowskiej przywołany był fragment homilii Czcigodnego Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego, a w nim fragment Ewangelii wg św. Mateusza mówiący o potrzebie wyrzeczenia. Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!» [Mt 8,21-22]. Czasem Słowo przemawia tak, że człowiek chyli głowę i zakrywa twarz, rozumiejąc, że to Pan Bóg zwraca się bezpośrednio do niego. Kiedy słyszysz Słowo, które mówi, to wiesz. Dziś wiem. Dziś też czuję ogromną bliskość Pana Boga. I to mimo swych słabości. I to wbrew ludzkiej logice. W swej nieskończonej miłości On, mój Pan i mój Brat, w dniu moich narodzin położył swą dłoń na mym ramieniu i trzyma mnie mocno oraz pewnie, a przy tym z rodzicielską czułością.

Czasem czuję to całym sobą i już wiem, że jeśli kiedyś przyjdzie mrok, to zdać się muszę na Niego i na pamięć tego doświadczenia. Stefan kard. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, powiedział kiedyś: Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej. Człowiek, który nie zwraca uwagi na swą tożsamość, który pozwala zatrzeć pamięć swych korzeni i dopuszcza do stłumienia głęboko zakorzenionej we wnętrzu więzi z Bogiem, staje się wkrótce człowiekiem bez tożsamości, zbłąkanym, który nie może trafić do domu, przytłaczającą ciszą i obezwładniającym milczeniem.

Jest jednak nadzieja i jest pocieszenie. Nie musimy się bać, bo Pan Bóg potrafi uzdrowić każdego i każdemu może dać szansę – wystarczy zwrócić się do Niego z zaufaniem i wiarą. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić [Mk 7,32-35]. Dać się otworzyć, to dać Bogu czynić cuda w naszym życiu. Może nie te, o które będziemy prosić. Może nie tak, jak byśmy tego chcieli. Może subtelniej niż byśmy tego oczekiwali. Pan Bóg jest obok. Miłość jest na wyciągnięcie ręki. Nawet jeśli Go nie dostrzegamy lub nie słyszymy. Pan Bóg jest! Ta świadomość czyni moje życie piękniejszym, prostszym i pełniejszym.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s