Tobie, Panie, mówię: «Ty jesteś moim Bogiem»

Ten post sięga swymi korzeniami piątku i Święta Podwyższenia Krzyża Świętego. Przeżyłem bardzo kameralną, wspólnotową Eucharystię poranną – niespodziewanie wyrastającą z jutrzni, piękną, głęboko poruszającą. Codzienną oraz odświętną zarazem. Prostą, podczas homilii wręcz lekką w formie, a równocześnie fundamentalną, ważną i przełomową. Krzyż Święty uwznioślającą, ale równocześnie przesuwającą już akcenty na kolejne etapy dziejów Zbawienia, to znaczy na Zmartwychwstanie i Odkupienie. Od tego piątku słyszę nieprzerwanie głos Pana wybrzmiewający w Słowie. Kolejne fragmenty układają się w czytelną historię, która mobilizuje mnie, by pochylić się nad swym życiem i spojrzeć na nie na nowo. Doświadczenie ogromnej bliskości Boga w Eucharystii, jakby pomimo, a nawet wbrew ogromnym przestrzeniom wolności, jaką otrzymaliśmy, a co za tym idzie – pomimo i wbrew swoistemu dystansowi wpisanemu w naszą obopólną relację w ziemskim, codziennym wymiarze, towarzyszy mi w tych dniach szczególnie. Ta bliskość ma wartość konstytutywną. Jest kolejnym elementem. Jest drogowskazem, ale także immanentną częścią mej drogi.

Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca. W piątkowym czytaniu [Flp 2,6-11] Pan wyznacza swą postawą najwłaściwszy przykład życia – w uniżeniu, w posłuszeństwie i w gotowości na poświęcenie, aż po gotowość męczeństwa. Imię, które otrzymuje ten, który idzie tą drogą, to wyraz godności i miłości, która wiąże człowieka z Panem Bogiem.

Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie, mówię: «Ty jesteś moim Bogiem». W Twoim ręku są moje losy: wyrwij mnie z ręki mych wrogów i prześladowców! Jakże jest wielka, o Panie, Twoja dobroć, którą zachowujesz dla tych, co się boją Ciebie, i okazujesz tym, co w Tobie szukają ucieczki na oczach synów ludzkich. Sobotnie wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej przemawia fragmentami pięknego psalmu [Ps 31,15-16.20], który w kolejnym wersie [Ps 31,21] rozwija myśl i rozwiewa dalsze wątpliwości. Ukrywasz ich pod osłoną Twojej obecności od spisku mężów, a w swoim namiocie ich kryjesz przed sporem języków. Ten fragment umacnia przekonanie, że Pan ma plan, który warto jest podjąć, mimo obaw i niezrozumienia. Wbrew ludzkiej logice. W zgodzie z sercem. Pan jest opoką, więc nie należy się lękać – ani tych, którzy będą chcieli pogrążyć, ani tych, którzy w swym autorytecie nie zechcą być może wysłuchać i z wyrozumiałością oraz miłością przyjąć w swe progi. To Pan Bóg zaprasza do swego namiotu. Pan Bóg jest wszechmocny, więc czegóż miałbym się lękać?

Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie! Oto Pan Bóg mnie wspomaga. Któż mnie potępi? Niedzielne czytanie [Iz 50,5-9] tylko potwierdza intuicję z soboty. Pan Bóg wyraźnie mówi: nie lękaj się, idź naprzód z podniesioną przyłbicą, dopóki w sercu masz Miłość! Dopóki mówisz nie z siebie, a z łaski Ducha Świętego. Dopóki wyrzekasz się siebie, by dać się całkowicie w służbie Bogu i pozwolić mu wypełniać całego siebie Dobrem, Prawdą i Pięknem. Zło świata nie będzie mieć dostępu do twierdzy ducha, którym włada Pan [Ps 31,4]. Ty bowiem jesteś dla mnie skałą i twierdzą; przez wzgląd na imię Twoje kieruj mną i prowadź mnie!

Ostatni fragment pochodzi z dzisiejszej, niedzielnej Ewangelii [Mk 8,34-35]. «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je». To jest szczytowe wezwanie. To jest ostatnia z pieczęci, która zostaje złamana. To jest najważniejsza wskazówka, co czynić. Tu spotyka się nauka o pokorze, uniżeniu, przyjęciu krzyża i zaparciu się siebie, to znaczy oddaniu się Panu Bogu w sposób całkowity. Kiedy uświadamiasz sobie to, co serce podpowiada Ci od dawna. Kiedy nagle rozumiesz, że nie da się uciec, to znaczy zejść z drogi i nie uronić łzy. Kiedy uderza Cię prostota prawdy, z którą się mierzysz i o którą „grasz z Bogiem w pokera” przez pół życia, to stajesz się mały i chcesz być jeszcze mniejszy, bo widzisz, że nie ma chwały w potędze, zaszczycie oraz dobrach tego świata. Życie nagle nabiera nowego sensu. Możesz być właściwie tylko, jeśli w całości poświęcisz się Bogu, poświęcając się innym, służąc im, medytując i modląc się do Boga o miłosierdzie dla wszystkich potrzebujących. Ale żeś to, Boże, wymyślił! Wspaniały jesteś, Panie, w swym obezwładniającym zaufaniu do grzesznika i upadłego. Z mocą się ujawniasz, Wschodzące Słońce, by oślepiwszy swym promieniem i wypaliwszy mrok duszy, dać nowy wzrok, pozwalający prawdziwie widzieć.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s