Czas jesiennych podsumowań i otwarć

Znów miałem dłuższą przerwę w pisaniu i w sumie mam potrzebę krótko podzielić się tym, co u mnie. Będzie to więc wpis w dużej mierze osobisty. Przy tym pozwalający podsumować jakoś ostatnie dwa tygodnie. A jest co podsumowywać! Nie dajcie się jednak zwieść – tak naprawdę to nie ja gram tutaj pierwsze skrzypce. Pan Bóg stoi za każdym słowem, tak jak stoi za każdym mym ruchem, wiodącym mnie bliżej Niego.

Ten okres jest zupełnie zwariowany. Niby w pracy chwilowo sprawy się ustabilizowały, ale też szala tak się przechyliła, że mam roboty – jak to się mówi – po kokardę. Generalnie tempo zawrotne, a tak naprawdę to szaleństwo. Aktywnie jest również po pracy, bo zaraz zaczynam ostatni rok na uczelni, więc właśnie przeszedłem fazę zapisów i wybierania promotora, ale też bardzo zintensyfikowały się ostatnimi czasy tematy i aktywności około-wspólnotowe. Te dni to dobry czas, tylko chwili, aby przystanąć na trochę dłużej braknie. Zresztą i na to nie narzekam przesadnie – marzył mi się taki tryb i oto jest. Parę miesięcy i się naturalnie uspokoi, więc nie mam obaw.

Dużo dobra dzieje się też duchowo, bo na szczęście mimo intensywności tych dni, znalazłem czas, by posłuchać co Pan Bóg ma mi do powiedzenia. I znalazło się tego trochę! Pan Bóg słucha jak nikt inny i dzieli się mądrością w czuły i miłosierny sposób. Odpowiada na wezwanie swego dziecka szybko – w swoim czasie [Iz 60,22], czyli w najlepszym możliwym momencie, nawet jeśli nam wydaje się, że za późno czy – może rzadziej – zbyt wcześnie. Pan Bóg wie i nie raz miałem okazję się o tym przekonać – nieraz z opóźnieniem, czasem nawet kilkuletnim. Przychodził jednak zawsze taki moment, że wszystko składało się w całość i wiedziałem skąd i dokąd prowadziły konkretne spotkania, sytuacje, zawiązane relacje. Pan Bóg wie – to jest punkt wyjścia w rozumowaniu i wnioskowaniu o świecie oraz przytrafiających się mi zdarzeniach.

Zupełnie niespodziewanie bardzo ważnym dniem okazał się 18 września, kiedy to przypada święto św. Stanisława Kostki. Moim patronem jest biskup i męczennik, ale nagle młody święty z rodziny jezuickiej przemówił do mnie przykładem swego życia. Poszedłem na jutrznię z wyraźną chęcią podjęcia po jej zakończeniu pewnej rozmowy, ale wyszedłem zmiażdżony czy może nawet lepiej byłoby rzec – całkowicie zaorany. Na pytanie czy chcę porozmawiać, czy chcę się pomodlić odpowiedziałem bez chwili zawahania, że pragnę się pomodlić. Jak można mierzyć się z dylematami doczesności, kiedy Bóg tak jasno i czytelnie pokazuje, że kocha, że słucha, że jest i ma plan? Cześć i uwielbienie należą się Panu, kiedy tak bezpardonowo, ale i pięknie zarazem ujawnia się w naszym życiu!

Dziwny to również czas, bo po latach znów jestem w scholi. I to nie w jednej, a w dwóch równocześnie. Gdzieżbym pomyślał jeszcze nawet rok temu, nie mówiąc nawet o latach, wcześniejszych, kiedy byłem daleko od Boga, że będę znów śpiewał na cześć Pana i służył Mu mym niedoskonałym głosem? Być może jednak jest Mu miłe to moje darcie strun głosowych, skoro w obu sytuacjach schola niejako znalazła mnie.

Odczułem też w tych dniach, że wchodzę głębiej we wspólnotę ludzi, z którymi wychodzimy co tydzień na ulice Warszawy, by spotkać Boga w tych, którymi niejeden myślący o sobie, iż jest bożyszczem, wzgardza, a czasem i poniewiera. Pan Bóg stawia na naszej drodze ludzi i problemy, które są dla nas skrojone na miarę i które mają cel przemienić nasze serce, aby było Bogu milsze. Czas podsumowań, dzielenia się obserwacjami – radosnymi i bolesnymi, a także czas wspólnej modlitwy i wspólnego przeżywania tej naszej pogmatwanej rzeczywistości sprawił, że poczułem, iż mam głos. Wciąż czuję się niegodny tego wszystkiego, a Pan Bóg usilnie pcha mnie ku nowym zadaniom. Wiem, a moje serce jest przepełnione nie tylko nadzieją, ale wprost pewnością, że Pan Bóg doprowadzi mnie dokładnie tam, gdzie chce, abym był. Obym tylko słuchał Go, a będzie dobrze – nikt mnie nie musi do tego przekonywać.

Świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości. Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki. Sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne. Psalm 19(18) wyraźnie wskazuje na to, w co wierzę: Pan Bóg ma słuszny plan, a że uczy nas siebie i daje nam pokarm żywy, by nas pokrzepić, wręcza nam również ogromny dar, jakim jest droga wiodąca nas potencjalnie do życia wiecznego u Jego boku. Kiedy doświadczyłeś raz Miłości i Mądrości na sobie, tak naprawdę dogłębnie, to świat staje się lepszym miejscem – miejscem Bożym. Mam niby trudny tydzień, ale i lekki zarazem. Dużo się dzieje, a jednak jest we mnie spokój. To wszystko sprawił Pan! Bez Niego nic. Już nigdy więcej nic bez Boga! Swoje życie powierzam i ofiarowuję Panu. Niech korzysta z narzędzia, które sam stworzył i w które tchnął życie.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s