Zanurzyć się w Słowie, aby móc świadczyć

Ostatnimi czasy leży to moje niecodziennikowe poletko odłogiem. Dwojaki jest i powód. Po pierwsze, czas w pracy mam wciąż bardzo gorący, by posłużyć się eufemizmem. Po drugie, coraz częściej czuję, że moje słowa są puste w obliczu czytanego albo słuchanego Słowa, ale także w obliczu spotkań z żywym Słowem ukrytym w drugim człowieku. Ja – nic. Taki obraz mi się kreśli coraz wyraźniej. Milczenie domaga się coraz więcej miejsca. Cisza pragnie coraz bardziej wysunąć się naprzód. I to znów jest jakiś paradoks, bo jest we mnie silna chęć dzielenia się doświadczeniem Pana Boga w moim życiu, ale czuję też, że aby głosić, trzeba najpierw dużo słuchać, a nieraz lepiej nie wypowiadać każdej pojawiającej się myśli – nim jeszcze na dobre się ona zakorzeni i w głowie oraz sercu zagości. Coraz bardziej ciągnie mnie do nieprzegadywania, a wektor przestawia się na słuchanie.

Wczoraj bardzo późno skończyłem zdjęcia, spędziwszy osiemnaście godzin na planie. Zmęczenie mnie dopadło i choć zacząłem pisać, to musiałem się poddać i pogrążyć we śnie. A chciałem napisać o wczorajszym czytaniu, które przywołam za moment [Ga 1,13-24]. Święty Paweł zwracając się do swych braci w wierze staje w prawdzie o sobie i wyznaje swe grzechy, ale też i zasługi. Wobec i dla – Boga i Kościoła. Święty Paweł, który będąc grzesznikiem, nawrócił się, spotkawszy Boga, i powierzył Mu całe swe życie, podobnie zresztą jak święty Piotr, który choć się zaparł, to jednak przejrzał i wyznał, że Pan jest Bogiem, a także święta Maria Magdalena, w typowym dla wielowiekowej zachodniej tradycji wyobrażeniu – jako kobieta upadła, która w Panu odzyskała czystość ciała i ducha. Każde z nich jest dla mnie wzorem do naśladowania i patronem mojej własnej przemiany duchowej! Uczą mnie także ci święci, że aby dawać świadectwo, trzeba zawierzyć i zwrócić się do Boga, licząc na łaskę darów Ducha Świętego, mając w pamięci słowa obietnic danych nam przez Jezusa, że w sytuacjach granicznych słowa da nam Bóg [por. Mt 10,19-20 albo Łk 12,11-12].

Słyszeliście o moim wcześniejszym postępowaniu, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości dla judaizmu przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków.

Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała i krwi ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku. Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy, aby poznać się z Kefasem, i zatrzymałem się u niego tylko piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego. A Bóg jest mi świadkiem, że w tym, co tu do was piszę, nie kłamię.

Potem udałem się do krain Syrii i Cylicji. Kościołom zaś chrześcijańskim w Judei pozostawałem osobiście nieznany. Docierała do nich jedynie wieść: ten, co dawniej nas prześladował, teraz jako Dobrą Nowinę głosi wiarę, którą wcześniej usiłował wytępić. I wielbili Boga z mego powodu.

Bóg jest wielki w swoich dziełach! Podnosi człowieka upadłego, powołuje słabego, wybacza prześladowcy swoich braci. Jest miłosierny, opiekuńczy i troskliwy. Miłujący, na szczęście, wbrew ludzkiej logice. Miłujący tak, że zrozumiawszy choć w drobnym ułamku ogrom tej miłości, pada się na kolana i wielbi Pana. Widząc jak wybaczył Pawłowi, widzę jak wybacza i mi. Widząc jak powitał na nowo Piotra, widzę jak wita również mnie. W końcu widząc jak nie odtrącił Marii Magdaleny, widzę jak i mnie zaprasza do swego stołu. Żal związany z grzechem i wstyd, który pozostaje, potrafi człowiekowi ciążyć, ale potrafi też – szczerze w to wierzę – dodawać sił. Wstyd świadczy o tym, że jest zarówno chęć przemiany, jak i miejsce na Boże działanie. Wystarczy pozwolić Bogu działać, a On odmieni serce!

W niedzielę dałem świadectwo swojej drogi. Powiedziałem to, co wydało mi się kluczowe. Nie rozdrapywałem ran i nie epatowałem grzechem. Dość zgorszenia uczyniłem w swym życiu, a i sporo spraw jest po prostu pomiędzy mną a Bogiem. Ludzie zawsze i tak zobaczą tylko fragment rzeczywistości, nazwą rzeczy według własnych kanonów i słowników, uproszczą, świat próbując ogarnąć, czasu przy tym nie tracąc zbyt wiele. Dlatego tak ważne jest, by nie przejmując się możliwymi zniewagami albo przyklejanymi łatkami, nie zwracając uwagi na te uproszczenia i zawężone tożsamości, nieustannie głosić zbawczą moc Słowa i potęgę Bożej łaski. O tym właśnie chciałem w minioną niedzielę zaświadczyć podczas misji parafialnych, organizowanych pod nazwą Boskie Terytorium w kościele na Zagórnej, które zresztą bardzo wszystkim polecam.

Droga mojego życia była niejednokrotnie kręta i wyboista, ale Pan Bóg doprowadził mnie i tak koniec końców do siebie. Uczynił to pozostawiając mi na przestrzeni wszystkich tych lat pełnię wolności, w tym także pozwalając mi na grzech, mimo że każdy jeden ranił go i bolał. Suma tych doświadczeń – złych i dobrych – jest moim bagażem życiowym i moją opowieścią niesioną na Sąd Ostateczny. Moja droga zdaje się już mniej wyboista, ale wciąż bacznie patrzę pod nogi, tak by się nie potknąć i wciąż staram się zerkać na horyzont, by znów nie zejść nieopatrznie na bezdroża. Moim celem jest Niebo i oglądanie Boga twarzą w twarz. Metodą jest poznawanie Słowa – zasłuchanie się w Nie i przeżywanie Go. Słowo jest bowiem żywe i obecne. Dostępne. Na wyciągnięcie ręki. Zmywa mój grzech. Za psalmistą wołam do Ciebie, Boże [Ps 51,4-5.9.11-12.17]. Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną. Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję. Odwróć oblicze swe od moich grzechów i wymaż wszystkie moje przewinienia! Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego! Otwórz moje wargi, Panie, a usta moje będą głosić Twoją chwałę.

4 Comments

  1. Ten Twój post jest rewelacyjnie skomponowany w jedną wielką całość! Nie wiem jakie było Twoje pierwotne zamierzenie, ale jest extra!
    Paweł, Piotr i Maria Magdalena. Ludzie z historią, doświadczeniem życia, upadków, gorliwości, kroczenia z Nim, prześladowania, zapierania się, grzechu, wielkich ambicji i pewności siebie, upominania samego Mesjasza, świadkowie cudów i nauczania, wielkiej ucieczki… Przecież On nas i tak dogoni, jak dopadł Jonasza Po głębokim i autentycznym doświadczeniu Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, stają się (nie)zwykłym małym narzędziem w Jego dłoni. Może owym przyrządem jest gwóźdź, szpileczka Słowa? W tym samym kluczu piszesz o sobie, zauważyłeś? Dałeś świadectwo życia jak wspomniani święci, ukazując jak Jego łaska działa. Nikt nie zaprzeczy, że jest inaczej!
    Czy Twoje słowa są puste? Oczywiście, każde z nich to marność. Jednak gdy karmimy się Jego Słowem, ono w nas żyje, kiełkuje, pracuje nawet gdy śpimy, zajmujemy się innymi sprawami… Później to Słowo jest przekazywane, nawet nie wiesz jaki ani kiedy. Co więcej, dzieląc się Nim, pobudzasz czytelnika do myślenia o Nim, czytania Boskiego Verbum! To czym się dzielisz, nie jest jałowe. Dzielisz się autopsją, czymś najcenniejszym (tak jak Paweł we wspomnianym przez Ciebie fragmencie). Dobrze, że każdy człowiek ma inną relację z Panem.
    W tę niedzielę Paweł pisał do Hebrajczyków: „Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.” – Hbr 4,12-13
    Choć Jego Słowo jest słodyczą, może mieć również gorzki posmak. Wypluć czy przetrawić? Pokornie przyjąć upomnienie. A może jeszcze bardziej otworzyć ucho i serce.
    Dziękuję, że mnie upokarzasz gdy za każdym razem piszesz swoje rozważania o Słowie Bożym. Upokarzasz, ale i mobilizujesz!

    Polubienie

  2. Tylko nie upokarzasz! Jego Słowo zawsze buduje i przywraca godność, więc niech i te małe odczytania Słowa też się w ów nurt wpiszą. Słowo niech nas karmi. „Będę rozmyślał o Twych postanowieniach i ścieżki Twoje rozważał. Będę się radował z Twych ustaw: słów Twoich nie zapomnę.” [Ps 119,15]

    Polubienie

    1. Gdy wydaje się, że Słowo nie dotyka, za moment pojawia się Jego moc! I to odnośnie pokory.
      Mogę się podzielić? W dzisiejszej Pieśni z listu do Filipian 2,6-11 z I Nieszporów z Niedzieli I tygodnia padły proste słowa:
      „A w tym, co zewnętrzne, uznany tylko za człowieka,
      uniżył samego siebie”.

      Uniżył? W greckim przekładzie użyto słowa ἐταπείνωσεν (etapeinosen) które można przetłumaczyć jako upokorzyć się, być upokorzonym.
      Jezus – mistrz z Nazaretu, przemierzając miejscowości głosił Ewangelie, a przez swoją kontrowersyjność zbierał rzeszę słuchaczy. Człowiek cudów, które wymagały wiary ze strony ludu, kroczący po jeziorze, uciszający burze, rozmnażający pokarm, wskrzeszający umarłych, odpuszczający grzechy, uzdrawiający, co więcej – mówiący Ja Jestem – wisi na krzyżu. Upokorzony! Na drzewie hańby słyszy: jeśli jesteś Mesjaszem,zejdź z krzyża! Przecież mógł w tej samej chwili zejść, sprawić by każda rana się zagoiła a przez to udowodnić: Ja Jestem. Upokorzony Król na którego nikt nie chce spojrzeć, bo odziany jest jak brudna szmata we krwi. Lepszy jest człowiek bogaty,odziany w markowe ubrania o czystej białej koszuli, zabiegający o swoją reputację. Nie może się na nim pojawić malutka plamka. MUSI być idealny, gdyż brzydzi się tym, co go oszpeca. A Chrystus cały we krwi stał się pośmiewiskiem. Król Żydowski, Mesjasz, Bóg! Pokora Umiłowanego Syna!

      Tydzień temu Paweł w liście do Galatów napisał: Wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Greka podaje trochę inaczej: Jacy bowiem w Pomazańca daliście się zanurzyć, Pomazańca wdzialiście na siebie.
      Zanurzyć się (czyli ochrzcić) posiada też kolejne znaczenie: zanurzyć się w farbie, farbować.
      Nasz chrzest sprawił, że mamy na sobie farbę Chrystusowej Boskiej Krwi. A przecież krew ciężko jest doprać, podobnie farbę. Nie ma szans by została zmyta. Możesz nakładać kolejne warstwy bądź zdrapywać,a i tak nie zedrzesz koloru. Mam na sobie koszulkę, której nie ściągnę. Zostałem obłóczony w Krew, chroniącą przed złym,a nawet dającą życie wieczne.

      Wniosek? Jeśli prowadzę życie w Jezusie, biorę z Niego przykład pokory, która ćwiczy w cierpieniu, opuszczeniu, wyśmianiu. W jednej z ostatnich książek przeczytałem: pokornym nie jest ten co się uważa za lepszego bądź gorszego. Pokorny człowiek jest prosty i autentyczny.
      Proszę nie kłóć się, bo wiem,że mnie upokarzasz:)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s