Mądrość zdobywana cierpliwie na klęczkach

14/10/2018

I znów wraca to konkretne Słowo. Dzisiejsza Ewangelia [Mk 10,17-27] zawsze brzmi jak wyrzut i seria pytań zarazem. Ile jeszcze czasu dasz się tak łudzić światu? Jak długo będziesz się trzymać kurczowo tego, co materialne? Kiedy w końcu wystarczy ci zaufania i wiary, by rzucić to, co błahe, przyziemne i wiążące, i aby nareszcie podążyć za tym, co wzniosłe, duchowe i wyzwalające? Jezus zna odpowiedź na te pytania, lecz dla mnie pozostają one wciąż tajemnicą…

I tak nie jest najgorzej. Biegnę już. Wychodzę spiesznie naprzeciw. Tak rozumiem pierwszy krok konieczny do realizacji dalszych kroków, wszystkie wynikające z lekcji, jaką za sprawą bogatego młodzieńca daje dziś Pan. Spotkać Jezusa i odpowiedzieć na wezwanie, którym mnie przywołuje. Spotkać Chrystusa i zrealizować plan, który ma przygotowany dla mnie. Spotkać Mesjasza i włączyć się całym sobą w zbawcze dzieło Boga – to byłoby coś! Nie ma co jednak chcieć – trzeba się modlić, by Pan Bóg prowadził zawsze do celu, we właściwym czasie, w zgodzie ze swą wolą.

(Uczniowie) tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić?» Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe». Samemu nie da się zbawić i tego nie jest w stanie zmienić nawet przekonana o swej nieomylności i doskonałości współczesność. Nie zmieni tego technologia. Nie zmieni rozwój nauki. Człowiek wciąż jest głównie destruktywnie działającą istotą – pogubioną w świecie pojęć, błądzącą wśród wzorów działania i postępowania, choć „aż”, to jednak też „tylko” odkrywcą i wynalazcą. Sens pochodzi od Stwórcy. Mądrość to Bóg. Duch Mądrości, z którego płynie i nasza ludzka mądrość, wyraża Moc i Potęgę Boga Jedynego.

Dzisiejsze czytanie [Mdr 7,7-11] pięknie pokazuje jak pozyskać dostęp do Mądrości  i jak poznać to, co zakryte przed ślepymi w głębi swego ducha. Modliłem się i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

Modlitwa jest więc kluczem – właściwie do wszystkiego. Na pewno do tego, co najcenniejsze. Zalec w modlitwie. Zastygnąć niczym lawa w modlitewnej medytacji. Zlać się z wewnętrznym głosem, który mówi: przyjdź. Wychodzę więc naprzeciw, ale wciąż jestem daleko. Widzę, że wciąż jeszcze długa droga. Wciąż tyle cum do zrzucenia. Wciąż wolność odbić musi kolejne przestrzenie zniewolenia. Przestać biec w doczesności – to zadanie, które kreśli się jasno i bije mocno wraz z rytmem serca. Wezwanie, aby zwolnić i dzięki temu otworzyć się na przyjęcie rzeczywistości niepoznanej. By zamiast życia wybrać życie wieczne. By znaleźć miasto, które nie jest z tego świata – Nowe Jeruzalem. Modlitwa jest drogą, która wiedzie do wszystkich tych celów. Modlitwa jest rozmową, w której Pan daje nam celne wskazówki i odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, ale też i sam zwraca się do nas pytaniami. Modlitwa jest w końcu ukojeniem, bo poprzez nią otwieramy się na miłość Bożą i na działanie Ducha Świętego.

Pytam się więc dziś Ciebie, Boże, w swej modlitwie: co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Pragnę się wyzwolić z doczesności i skłonny jestem pójść za Tobą całym sobą, ale poza moją deklaracją i pokornym poddaniem się Twej woli nic więcej w tym temacie uczynić nie mogę. Ty działaj! O to proszę. Zbaw me serce i nawracaj mnie. Odbierz piętno grzechów. Uczyń mnie posłusznym, bym czysto i pięknie wybrzmieć mógł w tej polifonicznej pieśni chwały i uwielbienia, jaką jest dzieło Twego stworzenia na przestrzeni dziejów. Napełnij me usta Twym Słowem, a serce Twą Miłością. Niech każdy gest wyraża Twe Miłosierdzie, by nikt nie pozostał osamotniony i porzucony, by nikt nie pomyślał nawet, że Ciebie nie ma lub żeś głuchy na cierpienie swoich dzieci. Postaw na mej drodze swych aniołów, aby mnie strzegli i świętych swych, aby przykładem swego życia ukazywali mi szlak wiodący do Ciebie. Uczyń mnie narzędziem przydatnym, mimo braków i ułomności – zdolnym nosić cenny skarb Twej Miłości, mimo iż z kruchej gliny mnie ulepiłeś.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s