Wszyscy Święci moi drodzy patroni

Uroczystość Wszystkich Świętych, która dziś przypada, to wspaniała sposobność, by radować się w licznym gronie świętych, tych oficjalnie uznanych i tych anonimowych, z którymi – daj Boże – staniemy pewnego dnia przed obliczem naszego Ojca. Uroczystość to dobra okazja, by pomyśleć przez chwilę o tych, którzy stąpali po tej ziemi przed nami, a którzy swym życiorysem zapisali się w historii Kościoła. Ja myślę w tym dniu szczególnie o wszystkich świętych dla mnie ważnych.

O św. Stanisławie, biskupie, który patronuje mi od dnia chrztu i daje wzór kręgosłupa moralnego. Czyni to nieustannie, jako że wciąż brakuje mi wiele do konsekwencji i jednoznaczności poglądu oraz czynu, które cechowały mego świętego patrona i których pragnę się od niego uczyć.

O bł. Jurku Popiełuszce, który czuwa nade mną od dnia mych narodzin – najpierw za życia, kiedy zorganizował dla mnie, za niemowlęctwa borykającego się z problemem strasznych kolek, mleko w proszku z Niemiec, które jak ręką odjął zaradziło problemom z trawieniem, a później po swej męczeńskiej śmierci wspierał mnie i wspiera wciąż – już z Niebieskiego Jeruzalem.

O bł. Sadoku i jego 48 współbraciach, czyli Dominikańskich Męczennikach Sandomierskich, którzy towarzyszą mi podczas odmawiania różańca i w swej anonimowości i niewątpliwej różnorodności uczą mnie pokory i otwartości na innych, stanowiąc tym samym wspaniałych wstawienników i nauczycieli życia, ale też umierania.

O św. Teresie z Lisieux, czyli Teresce od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, znanej też jako Mała Teresa lub Mały Kwiatek, która swe życie uczyniła aktem doskonałej miłości, a w cierpieniu dostrzegała szansę, by ją pogłębiać, co dla nas, współczesnych, powinno stanowić jedną z najważniejszych zasad istnienia w skoncentrowanym na sukcesie świecie.

O św. Benedykcie z Nursji, patronie Europy i ojcu wszystkich mnichów Zachodu, który nauczył Stary Kontynent jak ważna jest tradycja monastyczna i jak wiele dobra płynie z niej dla wszystkich wierzących. Tu także o św. Idzim, pustelniku, a później opacie, który nie tylko podążył ścieżką mniszą, ale dziś patronuje Wspólnocie Sant’Egidio, w której znalazłem przystań.

O św. Stanisławie Kostce, który zawsze kojarzył mi się jako „to-nie-ten-Stanisław”, kiedy ktoś dopytywał o mojego patrona, a od dnia swego tegorocznego wspomnienia wydaje mi się jakoś tak po ludzku wyjątkowo bliski. Odkryłem, że jest mega wzorem i przykładem większym niż kiedykolwiek mógłbym nawet przypuszczać.

O św. Dominiku i św. Jacku Odrowążu. Pierwszy dał początek, a drugi rozpropagował na ziemiach polskich ideały odnowy Kościoła w duchu dominikańskim – mimo upływu lat wciąż aktualne i bliskie memu sercu. Ważni są owi święci dla mnie także symbolicznie – spleceni z moją własną historią wiary, upadku i nawrócenia.

O św. Janie, umiłowanym uczniu Pana, który jest wzorem miłości czystej, przyjacielskiej, a także wzorem troski i opieki, oraz o św. Andrzeju Apostole, którego wybrałem na patrona podczas sakramentu bierzmowania. O św. Pawle, św. Piotrze i św. Marii Magdalenie, którzy są patronami mojego nawrócenia. Wszyscy oni przypominają mi o początkach Kościoła i całkowitym oddaniu się woli dobrego Ojca na drodze wiary.

Pomijając innych wspaniałych męczenników i wyznawców myślę przede wszystkim o świętej – jedynej w swym rodzaju: Matce Bożej, Przenajświętszej Dziewicy Maryi. Przez Nią i dzięki Niej przyszedł na świat Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel. Cichość serca, pokora i pełne zawierzenie Bogu są tym, co Ją cechuje. To nie jest tylko przykład bycia dobrym, bycia lepszym. To fundament, pozwalający pojąć jak żyć na ziemi, aby żyć na wieki. Matka Boża Miłosierdzia towarzyszyła mi podczas półtora roku studiów w Wilnie – po cichu, nie narzucając się wcale, ale będąc przeze mnie dostrzeganą i zapamiętaną, a później, kiedy Pan znów pociągnął mnie ku sobie, w moich początkach nawracania. Towarzyszy do dziś i niech tak pozostanie po dni kres.

Módlmy się dziś i każdego dnia za wstawiennictwem świętych – tych znanych, tych  mniej znanych i tych zupełnie anonimowych. Naszych przodków, zmarłych przyjaciół i dalszych znajomych. Oni naprawdę mogą nam pomóc znacznie bardziej niż mogłoby się nam wydawać. Są obok nas – na odległość jednego modlitewnego szeptu, mimo że są już u boku naszego Ojca. Byłoby niemądrze z takiej sposobności nie skorzystać!

Ja dziś modlę się szczególnie, wraz z Monastycznymi Wspólnotami Jerozolimskimi, dla których jest to też 43. rocznica powstania. Choć rocznica nie jest okrągła, to obchody z mojej perspektywy wyjątkowe. Świętujmy więc! Naprawdę wspaniały i piękny to dzień, kiedy weseli się niebo i ziemia raduje [por. Ps 96,11], a dziś właśnie tak postrzegam.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s