Być narzędziem w Bożym ręku

7/11/2018

Dwa fragmenty Ewangelii – wczorajszej i dzisiejszej – zdają się ze sobą korespondować. Dwa fragmenty, z których każdy mówi o drodze, której celem jest Nowe Jeruzalem, Dom przygotowany przez Boga w Niebie dla swych dzieci – dla nas.

Wczorajsza perykopa o zaproszonych na ucztę [Łk 14,15-24] otwiera myśl na tajemnicę łaski wiary, którą w swej wolności człowiek może przyjąć lub odrzucić. Chrystus zaprasza nas na ucztę, ale to od nas zależy czy z tego zaproszenia skorzystamy. Piękno chrześcijaństwa polega dla mnie w ogromnej mierze na tym, że chrześcijaństwo jest religią wolności. W tej wolności rodzi się miłość – jako odpowiedź na dar wolności, ofiarowany nam przez Miłość, przez Pana Boga naszego.

«Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadeszła pora uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. (…) Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał swemu słudze: „Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” Sługa oznajmił: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce”. Na to pan rzekł do sługi: „Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”».

Piękny jest dialog pomiędzy Panem a sługą. Tym sługą są wierzący, wsłuchujący się w głos Boga w ich życiu. Adorujący Miłość. Wyglądający Spotkania. Wyczekujący Przemiany. Nawracający się z dnia na dzień, mimo upadków i słabości, współcześni uczniowie Chrystusa. Chciałbym powiedzieć my sami, ale czy zawsze wpisuję się w ten obraz? Czy zawsze jestem godny nazywać się tym, który się nawraca? Daj, dobry Boże!

Wrócić chcę jednak do dialogu. Pan wzywa swego sługę, aby ten poszedł bliżej i dalej, wszędzie gdzie może spotkać zagubionych, samotnych, okaleczonych przez życie ludzi, także tych dotkniętych chorobami, naznaczonych ubóstwem, wykluczonych przez społeczeństwo, tak aby ściągnął ich do Domu Ojca, do Wieczernika Pańskiego, na ucztę przygotowaną przez Baranka. Mamy iść i szukać tych, którym możemy pomóc. Których możemy wyciągnąć z takich czy innych opresji. Którym możemy ofiarować swą dłoń i użyczyć ramienia, by oparłszy się, mogli ruszyć naprzód – mogli wejść na drogę przygotowaną dla każdego z nas przez Pana.

I później fragment z dzisiejszej Ewangelii [Łk 14,25-33] dopełnia obrazu. «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. (…) Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».

W pierwszym odruchu ja osobiście czuję, że brzmi ten fragment jakby za mocno, zbyt surowo. Jak to w nienawiści mieć najbliższych? Jak mieć nadto w nienawiści samego siebie? I przychodzi zrozumienie, że wszelki balast należy odciąć i zostawić za sobą. Że aby wzrosnąć w Panu, trzeba wyjść poza to, co światowe. Że aby zyskać, trzeba stracić. A w końcu też, że aby pójść prawdziwie za Nim, trzeba postawić na szali całe swe życie, bo tylko wówczas może się wydarzyć cud przemiany wewnętrznej i misterium poznania Boga – płynące z wnętrza i ujawniające się przez kontakt z drugim człowiekiem.

Pan Bóg wzywa nas więc, byśmy wyrzekłszy się siebie, dali Jemu miejsce, aby wypełnił wnętrze i rozlał więcej łaski. Aby dotarł do tych, którzy Go potrzebują. Aby świat mógł Go poznać poprzez działania sług Jego. Aby wszyscy, którzy są w mroku, mogli zostać pociągnięci w stronę Światła.

Te Ewangelie są o tym, by stawać się narzędziem w ręku Boga. Są drogowskazem – możemy pójść zgodnie z wytycznymi nań zawartymi lub też zbuntowani wybrać własną drogę, licząc, że wybór będzie dobry. Pan jednak wiedział co robi, kiedy stwarzał świat i ustawiał drogowskazy. Czasem nie jest łatwo zaufać, ale kiedy się już to uda, widać jak doskonała jest ta Boża konstrukcja, ten Boży twór. Nie trzeba walczyć – wystarczy wejść w rytm. Świat staje się przygodą jeszcze piękniejszą, kiedy zamiast walki w sercu rodzi się pokój. Ten pokój świadczy, że zlała się wolność człowieka z wolą Bożą. W tym momencie człowieczeństwo wybrzmiewa z pełną mocą, a Niebo się raduje. Owca zagubiona powróciła do Domu!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s