Święty Andrzej, czyli mój brat łata

W święto św. Andrzeja Apostoła nie pozostaje mi nic, jak tylko wspomnieć mego patrona, przybranego na Bierzmowaniu. Młodszy brat św. Piotra był pierwszym powołanym, pierwszym uczniem Chrystusa. Jest darzony szczególną czcią przez Kościoły Wschodnie, w których jego kult można porównać z kultem św. Piotra w Kościele rzymskokatolickim. Datowane na II-III wiek, apokryficzne „Dzieje Andrzeja”, cieszące się niegdyś ogromnym powodzeniem, podają, że po Zesłaniu Ducha Świętego Andrzej miał nauczać i dokonać wielu cudów, nawet wskrzeszania zmarłych, w miejscach, do których dotarł: w Poncie i Bitynii (dzisiaj zachodnia Turcja) oraz w Tracji (Bułgaria), Scytii (dolny bieg Dunaju) i Grecji. Niektórzy uważają, że był pierwszym biskupem Konstantynopola. Pewne jest, iż zakończył swoje apostolskie życie śmiercią męczeńską w leżącym na Peloponezie, przy ujściu Zatoki Korynckiej, Patras w Achai, rozpięty na drzewie krzyża mającym kształt litery X. Jest to pierwsza litera imienia „Chrystus” w języku greckim od „Χριστός”/”Christos”, tzn. Pomazaniec. Na śmierć szedł ponoć rozradowany. Cieszył się, że dane mu będzie umrzeć jak jego Nauczyciel.

Mnie św. Andrzej ujął przed sakramentem Bierzmowania tym, że będąc powołanym przez Jezusa, przyjął bez wahania wezwanie Pana, a także przyprowadził do Niego swego brata. Jego naturalna, wrodzona, apostolska postawa wydała mi się inspirująca. Podobało mi się też, że nazywany jest Apostołem Słowian. Poczułem rodzaj bliskości z tym świętym mężem, rodzaj zakorzenienia. Nurtowało mnie też, że tradycja pogańska naddała mu dodatkowych znaczeń, stąd obecne do dziś popularne andrzejki. Po latach widzę w tym rodzaj subtelnego znaku od Boga. Sam muszę czasem mierzyć się z łatkami przypinanymi przez ludzi – z pewną nadbudową, która pewnie pozostanie ze mną do końca mych dni, a która osadzona jest poza mną i z pełnią prawdy nie ma wiele wspólnego. I myślę, że św. Andrzej wstawia się za mną u Pana, by prowadził mnie drogą prawdy, mimo zewnętrznych szumów, mimo doklejanych łatek, mimo nadinterpretacji i nieuprawnionych uproszczeń, które stosują inni. Pan Bóg zna całą prawdę, bo towarzyszył każdemu krokowi, który uczyniłem na mej drodze życia, więc po cóż miałbym się przejmować? Wyznaczył azymut i wiedzie naprzód. Wczoraj byłem na kameralnym koncercie Skubasa i jedna piosenka została ze mną. Znalazłem w niej cząstkę siebie. Dzielę się.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s