Solidarność z Ubogimi nadzieją dla pokoju

Czas urlopu mija szybko, lecz także pięknie i intensywnie. Wszakże część wakacyjną mam już za sobą, ale jestem za ten czas wdzięczny, bo potrzebowałem relaksu w ciszy, pięknych widoków skropionych słońcem i rozruszania nóg podczas górskich wędrówek. Tymczasem jest też za mną główna część wspaniałej roboczej wizyty we włoskiej stolicy. Rzymska Wspólnota Sant’Egidio, Wspólnota-Matka, zaprosiła tzw. młodych dorosłych, czyli grupę wiekową 25-35, na pierwsze spotkanie Europejczyków dla Pokoju – Europeans for Peace. Zjechali się ludzie z całego kontynentu, a także żyjący w Europie mieszkańcy z innych stron świata – reprezentanci jednego pokolenia, działający i żyjący życiem Wspólnoty w całej Europie (od Portugalii aż po Rosję), pragnący działać razem na rzecz pokoju poprzez solidarność z ludźmi ubogimi, imigrantami i wykluczonymi, chcący tworzyć świat bez granic – świat Miłości.

To nie są żadne hipisowskie bajania. Od czasu, kiedy Pan postawił na mej drodze Wspólnotę i pokazał nowy horyzont widzę, że świat ludzi żyjących w pokoju, działających na jego rzecz, otwierających swe serca na Miłość jest nie tylko możliwy, ale realizuje się już tutaj, odsłaniając królestwo Boże istniejące pośród nas. Zadaniem jest podlewać to pole, na którym wzrastają piękne kwiaty i dbać o to, by poszerzało się i obradzało w dwójnasób. Z Bożą pomocą nie tylko jest to możliwe, ale jest to na wyciągnięcie ręki! Pan powołuje każdego do pracy na tej kwitnącej łące – wystarczy tylko otworzyć się i przyjąć zaproszenie. Dzisiejsza Ewangelia [Mk 1,14-20] idealnie pokazuje początek tej drogi powołań, wskazując na korzenie i dając oparcie.

Gdy Jan [Chrzciciel] został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

Słowo objawia nam początek drogi dorosłego Jezusa pośród ludzi. Syn Człowieczy, przyjąwszy chrzest z rąk Jana Chrzciciela, oparłszy się czterdziestodniowemu kuszeniu szatana na pustyni, rozpoczyna swą misyjną działalność w świecie od powołania wspólnoty. Od razu więc pojawia się pytanie: po co Jezus powołuje uczniów i po co tworzy wspólnotę? Przecież, patrząc czysto teoretycznie, mógłby pójść sam – głosić z mocą nie oglądając się na innych. Tymczasem Bóg-Człowiek wyciąga rękę do ludzi i zaprasza ich do swojego grona. Nie patrzy na ich niedostatki. Nie zwraca uwagi na ich słabości. Nie przejmuje się faktem, że przyjmując ludzką logikę są przy Nim kimś mniej. Dla Pana są równi, bo logiką Boga jest Miłość. Każdego umiłował. Każdego objął swą troską. Każdemu dał wolność. To właśnie jest Miłość!

W obliczu takiego przykładu, takiej lekcji bycia Człowiekiem, jak można odwrócić się i skoncentrować tylko na sobie? Jak można uznać, że mój świat jest ważniejszy od innych, a moje potrzeby są istotniejsze? Jak przyjąć, że skrajny indywidualizm, podszyty materializmem, konsumpcjonizmem i egoizmem jest właściwą drogą? Po nas już tylko potop… Niczym mantra kolejne pokolenia wcielają w życie tę koszmarną frazę – coraz mocniej, coraz dobitniej, zupełnie już bez skrupułów. Rozjechać naturę, wyrżnąć gatunki w pień, nie obejrzeć się na potrzebującego, a przy tym zastawić się murem tak wysokim, że Światło nigdy nie rozbłyśnie nawet pomiędzy źdźbłami trawy w tym zabetonowanym ogrodzie serc skoncentrowanych wyłącznie na sobie.

Jezus daje nam przykład i pokazuje jak budować świat – wspólnie, z szacunkiem, biorąc innych z całym dobrodziejstwem inwentarza – z ich wadami, ich brakami, ich niemocą. Parafrazując znane powiedzenie – Apostołowie byli prostymi chłopami oderwanymi od sieci. I właśnie z tej ich prostoty, z ich otwartości na Słowo, w końcu z ich doświadczania Bożej miłości wyrósł ogrom dobra, piękna i mądrości – wyrosło znacznie więcej niż ktokolwiek mógłby podejrzewać.

Spotkanie w Rzymie wlało dużo nadziei w moje serce. Otworzyło mnie jeszcze bardziej. Przemieniło. Wiem, że nie żyję sam w wierze, iż pokój na świecie można zbudować idąc w pierwszej kolejności do potrzebujących – ubogich, samotnych, cierpiących. Ze względu na swe doświadczenia wiedzą bowiem najlepiej jak ważna jest wspólnota i jak istotne jest oparcie się na innych. Nie po to, aby te osoby przewrócić i zmiażdżyć swym ciężarem, ale po to, by złapać równowagę i zwiększyć potencjał obydwu stron. Miłość mnoży się bowiem, a nie sumuje! Miłość rozlewa się szeroko, jeśli tylko na to pozwolimy. Miłość zaś rodzi pokój!

Te dni świadectw ludzi, którzy już starają się przyczynić do tego, by rozlać wokół Miłość utwierdziły mnie w przekonaniu, że kroczę dobrą drogą. Umocniły też moją wdzięczność za ten czas przemiany, jaki ofiarował mi Pan, dając mi z jednej strony szansę odkupienia win, a z drugiej sposobność, by w tym nowym życiu nie zatrzymać się na początku, ale iść naprzód chcąc sięgać po świętość. Nie po tytuły, ale po świętość codzienną, wyrażaną w małych czynach, które za sprawą otwarcia się na wolę Bożą będą krok po kroku zmieniać otaczający mnie świat.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s