Światło zwycięża mrok – wdzięczność

Wróciłem wczoraj wieczorem do Polski. Smutnej. Poranionej. Pękniętej. Wydarzenia ostatnich dni odcisnęły się piętnem na Polakach – to widać i czuć. Odcisnęły się niestety różnie, co boli szczególnie, kiedy czyta się niektóre niemądre, agresywne, pozbawione resztek empatii komentarze. Niemniej jednak zza tego mroku wyłaniają się promienie Światła. Spomiędzy czarnych chmur wyłaniają się przebłyski nadziei. Wiceprezydent Gdańska idący się spotkać z matką zabójcy. Pełne miłości oraz troski słowa córki i żony zamordowanego Prezydenta. Gesty mieszkańców miasta, którzy wspierają dzieła, na których zależało zmarłemu oraz oddający krew, by ratować życia innych ludzi. Te wszystkie emanacje Dobra w świecie, działającego poprzez ludzi, napełniają serce pokojem i wiarą w przyszłość. Wiarą, którą tak łatwo może nadszarpnąć fala zła lejąca się kolumnami gazet i paskami telewizyjnych serwisów informacyjnych.

Razem jesteśmy silni. Marsze milczenia, które przeszły przez Polskę, świadczą o tym, że podskórnie wielu Polaków to rozumie. Wspólnie możemy uczynić świat lepszym miejscem do życia. Gwarantem jest Chrystus, który pokazał nam jak żyć we wspólnocie i który pokazał jak ważne jest, by czasem poświęcić się, a nieraz zapłacić też najwyższą – patrząc po ludzku – cenę, cenę życia, tak aby wspólnota mogła trwać silna i aby zło zostało zwyciężone.

W Rzymie, podczas spotkań i rozmów, wysłuchałem różnych świadectw, historii z pierwszej ręki, między innymi imigrantów. Jedna z nich powaliła mnie na łopatki i sprawiła, że łza mi poleciała grochem po policzku. To historia młodego chłopaka z Afryki, który przybył do Europy drogą morską, do Włoch. Po drodze jednak stracił przyjaciela – tamten oddał za niego życie. „Umarł, żebym ja mógł żyć.” Był chrześcijaninem, w przeciwieństwie do ocalonego. Przynajmniej wówczas, bo dziś ten nawrócony chłopak niesie dziedzictwo swojego brata w wierze i w braterskiej miłości – zawsze łączącej przyjaciół. Pomaga innym, by oddać choć odrobinę tego, co sam w życiu otrzymał. Angażuje się w różne działania włoskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Światłem mocnym świeci w mroku współczesności.

Śmierć jest częścią życia. Brzmi jak truizm – generalnie wiemy to bardzo dobrze. Boimy się jej jednak. W jej obliczu stajemy często bezradni. Kiedy dotyka kogoś, kto prawdziwie żył Dobrem i szczerze dzielił się Miłością, a już szczególnie, kiedy dotyka kogoś bliskiego, kogo się kocha, wydaje się wręcz nieznośna – rani dogłębnie, czasem paraliżuje. Jest jednak zawsze nieunikniona – nie w skali perspektywy naszego życia, ale w skali nieskończoności. Piętno grzechu pierworodnego odciska się na ludziach na przestrzeni wieków. Przeciw niej jednak Bóg wytoczył szatanowi walkę i Syna swego posłał, by ją pokonał. I Jezus śmierć zwyciężył! Po śmierci fizycznej mamy szansę wieść życie wieczne.

Niemniej jednak śmierć jest dla nas tajemnicą, której najpewniej nie uda się poznać i zrozumieć za ziemskiego życia, ale która – tego akurat jestem stuprocentowo pewny – stanie się jasna, kiedy staniemy przed tronem Króla w Nowym Jeruzalem. Już dziś możemy jednak posłuchać wezwania psalmisty [Ps 95,6-7] i przybliżyć rzeczywistość królestwa niebieskiego w świecie – celem uwielbienia Pana i ku pokrzepieniu serc. Przyjdźcie, uwielbiajmy Go, padając na twarze, klęknijmy przed Panem, który nas stworzył. Albowiem On jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Pasterz zna swe owce. Troszczy się o nie. Śmierć nie powinna więc wiązać się z lękiem. Zrozumieli to już dawno temu np. trapiści, którzy na nagrobku zapisują tylko jedną datę – datę śmierci. Kiedy zada się trapiście pytanie o powód, wytłumaczy, że to jedyna ważna data – narodzin dla Nieba. Od nich możemy się uczyć wiary i zaufania w Boży plan dla świata i dla każdej jednostki.

Nie chodzi o to, byśmy się biernie poddawali strumieniowi dziejów. Jesteśmy – z woli Bożej – jego częścią i mamy odciskać na nim piętno jednostkowych historii. Ważne tylko, by pamiętać, że jesteśmy ziarnem niesionym przez rwący potok, i by przyjmować wynikające z tego faktu właściwe miary. Pokora jest naszą tarczą przeciwko złu świata. Pokora, z której wyrasta pokój, niewinność, ale też i miłość, bo tylko człowiek, który z pokorą uzna swoje ograniczenia będzie w stanie dostrzec drugiego człowieka i pokochać go z jego wszystkimi ograniczeniami.

Wszystkich nas, ludzi, łączy Miłość. Można to odkryć jedynie poprzez urzeczywistnianie pokory we własnym życiu. Z niej wykiełkuje Dobro, które rozsieje się po innych łąkach – innych ludziach. Bóg każe deszczom je podlewać i słońcu je ogrzewać, aby wzrosły i dały owoc obfity. Światło zawsze pokonuje mrok. To jest bezsprzeczne, szczególnie kiedy spojrzy się na historię zbawienia. Światło rozświetli każdą ciemność, więc nie muszę się lękać.

Jestem właściwie u kresu mojego urlopu. Od poniedziałku będę w pracy, ale już w weekend czekają mnie intensywne dni na uczelni. Póżniej, jeszcze w niedzielę, kolędowanie ze staruszkami – ostatni taki powiew beztroski, a potem codzienny kierat. Mam sporo przemyśleń po tych kilku tygodniach laby. Miałem dużo wrażeń, ale też sporo czasu na refleksję. Przede wszystkim zaś na rozmowę z Panem. Tej nigdy za dużo! Oczywiście zawsze przydałoby się więcej czasu i sposobności do rozmowy, ale i tak jestem bardzo zadowolony z tego, co już wiem, co czuję, co ducha wypełnia Pokojem. W podsumowaniu roku 2018 zabrakło słowa o integralności. Ona jest kluczowym darem, który otrzymałem. Rzeczywistością żywą, ale spójną. Ukojeniem. Światłem. Pokrzepieniem.

Kiedy uczestniczyłem przedwczoraj w dosyć kameralnej Mszy Świętej w Bazylice św. Piotra dziękowałem Panu za to wszystko, co dla mnie uczynił. Dziękowałem za ludzi, których postawił na mej drodze. Wspólnoty, w których mnie przemienia. Znaki, które pozwala mi odczytywać. W tych mrocznych dniach, które i moje serce wypełniły smutkiem, znalazłem więc znów nadzieję w Bogu. W Bogu, który mówi poprzez ludzi, który objawia się poprzez wypowiadane przez nich słowa i poprzez gesty, które wskazują na Niego. Dzięki Ci, Panie, za opatrznościową obecność w tym pogmatwanym świecie, który tak często odwraca się od Ciebie. Panie, bądź z nami! Zawsze z nami bądź!

2 Comments

  1. Odnośnie poruszanych tematów pojawia się jedno główne pytanie: czy jedność jest możliwa? Nie tylko w kwestiach politycznych, środowiskowych, ale nawet między nami obywatelami. Oczywiście, mamy różne zdania i poglądy – bardzo naturalne zjawisko. Problem w tym, że nie nauczyliśmy się akceptować czyjejś innej opinii. Wszyscy mamy myśleć według jednego schematu. No właśnie nie! Moje myśli mają prawo błądzić, mogąc w ten sposób dążyć do odnalezienia Prawdy.
    Może na początku trzeba by zadać inne pytanie: co to jest jedność?
    Moja definicja brzmi: jedność, to akceptacja osoby/stanu/rzeczy pomimo jej odmiennych poglądów.
    Spraw Ojcze, aby byli jedno! Bym nie patrzył na innych, ale na siebie samego.

    Polubienie

    1. Jedność to pochodna, to konsekwencja, to skutek zanurzenia się w Miłości. Łączy nas Miłość. Kiedy uświadamiam sobie, że kochać to budować mosty, to wychodzić naprzeciw, to zawsze w pierwszej kolejności dawać siebie, kieruję swój wektor w kierunku jedności. Miłość to warunek jedności. Miłość nie zaciera bowiem różnic. Miłość sprawia, że te różnice mogą współistnieć. Daje czas i stwarza warunki, by jednostki kiełkowały, owocowały i przynosiły plon obfity.

      Polubienie

Odpowiedz na Stanisław Chyla-Smyk Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s