Cisza, czyli tam, gdzie spotykam Boga

Siewca sieje słowo. A oto są ci [posiani] na drodze: u nich się sieje słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy, gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».

Powyższy fragment [Mk 4,14-20] pochodzi z dzisiejszej Ewangelii i zrodził we mnie pytanie o warunki wzrastania ziaren – nie te wewnętrzne, opisane we wskazanym passusie, ale te zewnętrzne, które przecież też odgrywać mogą tutaj znaczącą rolę. Od wewnętrznych przesłanek, mających związek również z podejmowanymi przez nas samych decyzjami, zależy otwartość na Słowo, konsekwencja w działaniu zgodnie ze Słowem, ale też właściwe ustawienie priorytetów i hierarchii wartości w codziennym życiu Słowem, jak i tym, co nie ze Słowa pochodzi. Recepcja danego Słowa w każdym jednostkowym przypadku, jak i owocne życie Słowem w świecie zależne są przecież także od warunków zewnętrznych. Od tego, w jakich okolicznościach stykamy się ze Słowem. Od tego, na ile kontekst sytuacyjny pozwala nam w ogóle napotkać Słowo. Od tego, czy ze względu na różne uwarunkowania zewnętrzne, np. wynikające ze środowiska, w którym funkcjonujemy, jesteśmy w stanie usłyszeć przekaz, jaki niesie ze sobą Słowo.

Jezus mówi dziś do uczniów [Mk 4,11-12]: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana [tajemnica]». Mocno brzmią te słowa. Gdy słyszy się tak dosadną wypowiedź Chrystusa, aż dreszcz przebiega po grzbiecie. Rodzi się też od razu pytanie: po której stronie, zgodnie z przedstawioną logiką, ja się znajduję – bardziej po stronie ‚my’ czy bardziej po stronie ‚oni’? Sięgnąłem po komentarz w Biblii Tysiąclecia, by lepiej uchwycić sens, i tam przeczytałem, co następuje: chodzi tu o stwierdzenie – za pomocą cytatu Iz 6,9n – faktu, że nauczanie Chrystusa będzie okazją do zatwardziałości dla słuchaczy, którzy dobrowolnie popadli w ślepotę i w sposób zawiniony w niej trwają. W myśl tego komentarza granica podziału przebiega we mnie. Od mojej decyzji zależy bowiem czy otworzę swe serce na Słowo i Miłość, czy też zamknę je i niepokornie uznam, że sam się mogę zbawić. To trochę kamień z serca, a trochę przypomnienie, że w każdym momencie muszę umieć oprzeć się na Panu i zwrócić się do Niego o pomoc. Od Boga otrzymujemy dar rozumienia i od Niego pochodzi wszelka mądrość.

Na marginesie wsłuchiwania się w sens Ewangelii zrodziło się jednak dodatkowe pytanie: czy nie jest czasem tak, że dzisiejsze czasy – pędu, huku i odrealnienia – nie odbierają nam po prostu szansy, by napotkać Słowo i zjeść Słowo, to znaczy przerzuć, przetrawić i w końcu wyciągnąć z Niego życiodajną esencję – pełną równocześnie, co trudno nieraz bez buntu i w posłuszeństwie przyjąć, radości i boleści? Żyjemy w hałaśliwym świecie, który oddala nas od Boga. Zbyt szybkim. Coraz częściej pozbawionym rzeczywistych więzi, gdyż te wypierane są przez społeczności wirtualne. Świecie, w którym brakuje optymizmu. Atakowani na każdym kroku przez negatywne medialne przekazy. Ukierunkowywani na dostrzeganie niedostatków, nie zaś tego, co już mamy, co wokół nas jest piękne, co umacnia i ubogaca. W świecie odwróconym od ciszy, a przecież, jak trafnie zauważa kard. Robert Sarah, to w ciszy możemy zetknąć się z Bogiem. W tej ciszy, stanowiącej inkubator dla naszej relacji z Bogiem, możemy wzrastać, odnajdywać prawdziwy sens naszego istnienia i odkrywać tu, w świecie, przejawy królestwa niebieskiego, które przygotował dla nas dobry Ojciec.

Od zawsze mam taką intuicję, że w ciszy rodzi się zrozumienie. Dziś wiem, że to zrozumienie rodzi się w ciszy Spotkania – w relacji budowanej z Panem Bogiem. Pozwolić sobie w życiu na komfort ciszy, to tak naprawdę pozwolić sobie na dostrzeżenie Pana we własnym jestestwie – ofiarowanym każdemu przez Stwórcę. Pokorne przyjęcie tej świadomości otwiera natomiast na zacieśnianie relacji, czyli w konsekwencji tworzenie trwałej przyjaźni, której owocem jest zwycięstwo Dobra nad złem w życiu człowieka. Cisza dziś – w rwetesie współczesności, w natłoku dźwięków i komunikatów, w obdarciu z wszelkiej intymności, oznaczającej strefę niedostępną dla wszystkich – jest drogą skutecznie prowadzącą do przywrócenia wewnętrznej równowagi. Równowagi rozumianej jako ja w relacji z Bogiem, ja wzięte w nawias Bożej obecności, ja we właściwej proporcji do Niego. Cisza jest więc niemalże koniecznym warunkiem zewnętrznym, bym mógł wzrosnąć przyjmując Słowo, a tym bardziej bym mógł odpowiednio wzrosnąć i w konsekwencji przynieść owoc obfity. Milknę więc i oddalam się w ciszę. Tam z dnia na dzień coraz bardziej upatruję przygotowane dla siebie miejsce. Boże prowadź!

1 Comment

  1. Nie zaszedłem w dzisiejszej medytacji tak daleko jak Ty, ale skupiłem się na innej kwestii: na jaki grunt Siewca rzuca ziarno. Czyli jaką jestem glebą. Tą chłonną żyzną czy drogą na której ptaki grzebią nóżkami. Jestem skałą na której nie ma życia czy cierniowymi zaroślami które ostrymi kolcami ranią budzące się życie. Należy stanąć w prawdzie. Jeśli moje podłoże jest idealne – to Chwała Panu! Gdybym jednak był gruntem najgorszym – przejściowy, dobrze gdy sobie uświadomię słabość i podejmę działania by otworzyć się na ziarno Słowa.

    Cisza jest niewygodna. Cisza jest trudna. Cisza jest monotonna. Cisza może być cierpieniem. Cisza może być tragedią życia.
    ALE: Cisza może stać się modlitwą, pokutą, postem, adoracją, głosem, obecnością, poszukiwaniem, przyjemnością, trwaniem, pragnieniem.
    Ciężko ją rozpocząć, lecz gdy w niej się trwa, zaczyna się miłować.

    Polubienie

Odpowiedz na Marcin Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s