Święci Piotr i Paweł – towarzysze przemiany

26/2/2019

Od czwartku prześladuje mnie dwóch największych Apostołów – święty Paweł i święty Piotr. Może „prześladuje mnie” jest zwrotem nieco na wyrost, ale rzeczywiście coś jest na rzeczy, bo od kiedy w środę zrezygnowałem z pracy, święci Paweł i Piotr towarzyszą mi codziennie i wciąż powracają, jak nie jeden, to drugi, jakby zapraszając do kontaktu. Ciężko nie przeoczyć, że jest tu wysyłany jakiś komunikat, który powinienem odczytać. Serce widzi i podpowiada, by odczytać, co się kryje za tymi przyzwaniami.

Zaczęło się od filmu „Paweł, apostoł Chrystusa”, którego reżyserem jest Andrew Hyatt. Film pokazuje historię z końcowej fazy życia Apostoła, którą spędził w rzymskim Więzieniu Memertyńskim, gdzie odwiedzał go święty Łukasz – grecki lekarz, uczeń Apostoła, znany przede wszystkim jako autor jednej z Ewangelii oraz Dziejów Apostolskich. Opowieść łącząca motywy rzymskie – uwięzienie Pawła, prześladowanie chrześcijan za czasów cesarza Nerona, przybycie Łukasza, wraz z motywami wcześniejszymi – prześladowanie przez Szawła chrześcijan w Jerozolimie, spotkanie Jezusa i nawrócenie w drodze do Damaszku, pobudziła nie tylko wyobraźnię, ale zlała się z opowieścią kart wcześniejszych mojej własnej księgi życia. Miecz przekuty na lemiesz, buta i pycha zastąpiona przez pokorę i poddaństwo woli Bożej, a w końcu oddalenie od Miłości i życiowe zaślepienie przemienione w poznanie Pana i przejrzenie na oczy – to wszystko określa życie Pawła i pozwala mi oddychać, wierząc, że każdy grzesznik ma nową szansę, a łaska Pańska nie ma granic.

Później przyszedł piątek i święty Piotr objawił się w Słowie [1 P 5,1-4]. Przemówił w liście: Najmilsi, starszych, którzy są wśród was, proszę ja, również starszy, a przy tym świadek Chrystusowych cierpień oraz uczestnik tej chwały, która ma się objawić: paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, jak Bóg chce; nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem; i nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada. Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały. Brzmi jak zaproszenie, by wykonać kolejny krok. By wolę wykazać na przyjęcie zadań i wyzwań. By całe dobro, jakim Bóg obdarzył, ukazać światu, jako remedium na zło, które w nim jest, a do którego być może nieraz przyłożyłem rękę. By stać się mostem albo chociaż mostkiem – rzuconym pomiędzy tymi, którzy bez takiej kładki, nie mogliby się spotkać lub mieliby znacznie trudniejszy dostęp. By po prostu wycofać się i dać Bogu działać z mocą – wedle jego planu i wedle życzenia.

Potem przyszła sobota. Po wyczekiwanej Mszy świętej za zmarłych bezdomnych, będącej wspaniałym przeżyciem, dającym poczucie uczestniczenia w czymś właściwym, pognałem do Filharmonii Warszawskiej na zaproszenie Marcina. Tu święty Paweł objawił się w formie muzycznej. „Paulus”, czyli koncert oratoryjny skomponowany przez Felixa Mendelssohna opowiadający dzieje Apostoła Pogan, znów przeniósł mnie w świat starożytny – tym razem za sprawą dźwięków ukazując historię czasów początku Kościoła. Libretto, w zwieńczeniu pierwszej części koncertu, przemawia chóralnym głosem społeczności chrześcijan, przyjmującej dopiero co nawróconego Szawła: „O, jakże niezgłębione są skarby mądrości Bożej! Jakże są niezbadane wyroki Jego i drogi, którymi podąża. Jemu chwała na wieki, amen!”. Wiarą napełnia ten fragment moje serce, że i w moim życiu Pan potrafi ze zła wyprowadzić dobro. Ile już w tym względzie uczynił, ale ileż jeszcze więcej uczynić może, jeśli tylko zechce, a ja otworzę się na  przyjęcie wyznaczanej mi przez Niego ścieżki. Jaka by ona nie była. Tu nie mam żadnych projekcji, ani wizualizacji. Po latach planowania staram się żyć czystą ufnością i oddawać pole, bo wiem, że Pan najlepiej mi je planami wypełni. W ciągu tych dwóch lat nieraz dał na to niepodważalny dowód.

Przedwczoraj znowu Piotr powrócił – tym razem w nieco zawoalowanej formie. Zakończona w niedzielę konferencja o ochronie małoletnich w Kościele skierowała myśl na Piotra – skałę, opokę, fundament Kościoła, i pchnęła do podzielenia się niedzielnym Słowem na prywatnym profilu w medium społecznościowym. „W czasach, kiedy chrześcijaństwo za często kojarzone jest z aferami, nadużyciami i nieakceptowalnymi wypaczeniami, warto wrócić do korzeni – do prawdziwego brzmienia słów wypowiedzianych przed wiekami. Poniżej fragment Ewangelii z dziś – szczególnie wart przypomnienia i zapamiętania. «Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. (…) Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie» [Łk 6,27-31.37-38]”. Współczesny Piotr, stojący na straży wiary, ma jakże trudne, ale jakże konieczne do wykonania zadanie oczyszczenia Mater Ecclesia i wyplenienia zła, które zapuściło gdzieniegdzie w Kościele korzenie, tak aby Dobro mogło znów rozbłysnąć. By znów na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca [Flp 2,10].

Dwóch świętych – tak różnych, a tak ważnych dla chrześcijaństwa. Dzierżyciel kluczy do bram niebieskich i najwspanialszy głosiciel Słowa. Dwóch grzeszników, z których jeden zaparł się po trzykroć Jezusa, a drugi zwalczał z mocą Jego wyznawców. Jak już to kiedyś ująłem – patroni mojego nawrócenia. Dziś, u progu nowej rzeczywistości znów stają przy mnie i stanowią oparcie – tak potrzebne i ważne. Rozeznać, co dalej nie jest łatwą sztuką, ale z takim wsparciem i orędownictwem na pewno się to uda. Ważna jest też modlitwa, a tę oferują dobrze mi życzące osoby. Tu szczególne podziękowania dla Krzyśka! Spokój, o którym pisałem także wczoraj, na pewno wiąże się też z tym faktem, iż czuję się omodlony, jeśli tak mogę to ująć. Czuję wokół mnie moc modlitwy, płynącej z różnych stron, i to prawdziwie jest powód do dumy i wdzięczności. Bez modlitwy bowiem nic! Stawanie przed Bogiem, choćby w milczeniu, jest kluczem do zbudowania zażyłości. Można by powiedzieć: jak to w życiu, choć przecież to życie jest odblaskiem naszej relacji z Panem. Ręce więc składam i modlitwę do Boga przed snem zanoszę. Prowadź!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s