Ufność także jest wyborem

Wtorek miło mnie zaskoczył. Nie miałem właściwie w planach nic specjalnego, a jednak wszystko ułożyło się pięknie. Słowem klucz było zaufanie. Zaufałem więc, że poranne spotkanie śniadaniowe z Pauliną będzie dobrym startem dnia (i takim też się okazało), mimo że niecałe pięć godzin snu nie chciało mnie wypuścić z łóżka. Przyjaźń jest wielkim darem. Łaską nie do przecenienia. Bóg był zawsze w tym względzie dla mnie hojny i wspomniana relacja jest tego doskonałym przykładem, na szczęście nieosamotnionym. Słońce przyjemnie muskało policzki, kiedy poszliśmy na niegdysiejszy Plac Napoleona, a ja oddawałem się – niczym dziecko – przyjemności skakania na trampolinie. Jeszcze spacer i kwiaty. Jeszcze wdzięczność w powietrzu. Jeszcze parę słów szczerych, przyjętych z troską. Jeszcze radość porannego nicnierobienia i szwendania się. Gdyby tak mógł wyglądać każdy poranek!

Później była praca, do której nie chciałem iść. W tej chwili zakres moich obowiązków się zmniejsza, ale wciąż staram się chodzić do biura. Wyjątkowo jednak mi się nie chciało. Ufając jednak Panu, że będzie to dla mnie dobre, poszedłem. I doskonale zrobiłem! Rozciągam nieco proces swojego odchodzenia i cieszę się z rozmów z kolegami. W trakcie dnia odbyłem ich kilka, a każda okazała się wartościowa. Mam w sobie szczególny sentyment do miejsca, w którym spędziłem ostatnich dziesięć lat. Nie zawsze i nie wszystko tam pochwalałem. Nie byłem też entuzjastą każdego nowego wdrażanego pomysłu, ale bilans współpracy był zawsze na plus i właśnie dlatego spędziłem dekadę w jednym miejscu. Wielkim plusem byli od zawsze ludzie – ci wybrani, ukochani, przychodzący i odchodzący, ale też ci wiernie trwający, tworzyli klimat i dawali odprężenie w zabieganym świecie, w którym przyszło mi funkcjonować. Nic dziwnego, że rozstanie nieco odwlekam, by móc jeszcze przez moment nacieszyć się ich stałą obecnością. Ufam jednak – tak im, jak i Bogu. Im, że będą – inaczej, ale wciąż. Bogu zaś, że mnie zawiedzie w miejsca, w których napotkam wielu nowych dobrych ludzi, a z dotychczasowymi pomoże zachować więź.

Później była wizyta na Żeraniu, czyli specjalny, wtorkowy, ponadprogramowy wyjazd na tak zwane peryferia, który znów był mi jakby nie po drodze. Czułem jednak podskórnie, że do tej aktywności wzywa mnie w danym momencie Pan. Zaufałem ponownie, choć marzyło mi się łóżko, książka i odpoczynek. I znów był to właściwy wybór! Po drodze dzieliłem się z Jankiem, z którym wyruszyłem na peryferia, swym postanowieniem, by postawić jeszcze mocniej na zaufanie Bogu, tak by Pan mógł pełniej działać w mym życiu. Dojechaliśmy do Wiesi, nie minęła chwila, a już eksplodowaliśmy śmiechem, równocześnie próbując wcielić się w role złotych rączek. To był taki prosty, szczery śmiech, który leczy z chandry i nostalgii. Który doładowuje baterie zużyte w codziennej walce z przeciwnościami. Który utwierdza przyjaźń mimo różnic, bo pokazuje to, co wspólne – prostotę radującego się serca. Potem była jeszcze wycieczka do banku i do centrum handlowego. Wcześniej były kwiaty i znów była wdzięczność. I zaufanie czuć było stale. Ono rodzi się jako dziecko – wspólnie nabytego doświadczenia i jednostkowego przyjęcia bliźniego. Bazuje na przeżytych razem sytuacjach oraz opowiedzeniu się za ufnym przyjęciem drugiej osoby. Realizuje się w pragnieniu dobra – w caritas, do którego wzywa nas Pan. Obrasta przyjaźnią. W swym służebnym duchu zbliża człowieka do Boga.

I tu pojawiła się wtorkowa liturgia, która zaufanie również postawiła w centrum. Tekst czytania [Syr 2,1-6] nie tylko domknął cały dzień, ale pozwolił wybiec myśli serca znacznie dalej – o tym pewnie napiszę innym razem. Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie! Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia! Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały! Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!

Choć Pan nie konfrontował mnie w tej dobie z nieznośnymi trudami i utrapieniami ponad miarę, to w procesie przeciwstawiania się drobnym przeciwnościom dnia i słabościom płynącym z mojego zmęczenia, może też z lenistwa, a pewnie i z chęci nazbyt dużego skoncentrowania się na własnych potrzebach, pozwolił mi doświadczyć, że każdorazowe wypowiedzenie „tak!” i wejście w sytuacje, do których mnie zapraszał, a w których mogłem potencjalnie dostrzec Pana Boga w drugim człowieku, skutkowało właśnie Spotkaniem. To zaś w konsekwencji rodziło radość i poczucie bycia we właściwym czasie i miejscu. Z Panem zawsze jest się we właściwym położeniu w czasoprzestrzeni. Z Bogiem nie da się być w zagubieniu. Wystarczy tylko zaufać, a zaczną dziać się cuda. Ufam i kocham. Niechaj dzieje się to, co jest Bogu miłe!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s