Oprzeć się pokusie, by odnaleźć Pana

Tym, który zawsze trafia nas w najsłabszy punkt jest szatan, przez Leszka – mojego kolegę ze wspólnoty – zwany czarnym, co bardzo lubię jako określenie, bo na myśl mi przywodzi czarne myśli i czarne chmury, a obydwa te zwroty kojarzą się ze złym idealnie. Czeka na moment, kiedy staniemy się podatni na jego podszepty. Kreśli pozornie lepsze wizje świata i prezentuje rzekomo prostsze drogi, zwieńczeniem których mają być większe sukcesy i ogólny dobrostan. Mami tym, co materialne, odciągając równocześnie od tego, co duchowe. Pod przykrywką troski o nasze dobro, odbiera nam szansę zanurkowania w oceanie Dobra – w miłości Pana Boga do człowieka.

Mieszkając obecnie w klasztorze mam takie doświadczenie, poparte zresztą także wcześniejszymi wizytami, że zły ubóstwia te momenty, kiedy jestem zdekoncentrowany lub kiedy na moment wybijam się z monastycznego rytmu życia. Na przykład o poranku, gdy po przebudzeniu wciąż jeszcze leżę w celi, próbując zebrać się do pójścia na poranną modlitwę. W głowie kiełkują pytania i zachęty. Co ty tu w ogóle robisz? Czy cię pogrzało? Idź do ludzi! Zrób, na co masz ochotę! Co ci z takiego radykalizmu? I tym podobne – wszystkie mające ten sam cel, to znaczy odciągnąć mnie od szansy odnalezienia Pana i odpowiedzenia na ofiarowywaną mi przez Boga miłość. Wystarczy przejść dzielnie, z Bożą pomocą, przez tę brutalną (na swój sposób) „ścieżkę zdrowia” i z ufnością powierzając się Panu rozpocząć zwykłe czynności dnia. Poczuć znów rytm i naturalnie zgrać się z nim, by móc zgrać się z Panem – z Jezusem żywym i obecnym, który towarzyszy mi na tej mojej drodze.

W klasztorze jestem gościem. Rozeznaję swą życiową drogę, włączając się w życie wspólnoty – na ile to oczywiście możliwe. Po czasie chodzenia po bezdrożach i pięknym darze od Pana w postaci nawrócenia, a z czasem także darze wewnętrznej integracji – tak upraszczającej mi (choć pewnie nie zawsze zrozumiałej i przyswajalnej dla innych) funkcjonowanie w życiu wiary, Bóg dał mi kolejną sposobność do przyjrzenia się naszej relacji. Nie stawia warunków. Niczego mi nie narzuca. Nie oczekuje, bym podejmował jakieś nagłe decyzje. Przeciwnie – dba o to, bym miał czas i mógł wsłuchać się w siebie, by usłyszeć Jego głos, a kiedy przyjdzie właściwy moment, odpowiedzieć nań z pewnością i bez trwogi – i to bez względu na to, dokąd mnie zawiedzie.

Wiem już, a zrozumienie to pochodzi od Pana, że nie wiąże mnie lęk przed wstydem wobec bliższych i dalszych osób – co powiedzą inni i jak w związku z tym mam się zachować? Wiąże mnie tylko miłość Chrystusa, którą jestem obdarzany i na którą odpowiadam. Wiąże relacja, z którą wychodzi naprzeciw mnie Ojciec, a którą mogę bezceremonialnie odtrącić albo przyjąć i odwzajemnić. Tylko to się liczy! Staram się, aby moja wola zgrała się z Jego wolą. W posłuszeństwie. Z pokorą. Bez szarpania i wierzgania. To nie jest zawsze łatwe, ale zawsze jest skuteczne – takie mam doświadczenie.

Ewangelista Łukasz przywołuje dziś opis kuszenia naszego Pana na pustyni [Łk 4,1-4.13]. Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”». (…) Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu. Tak samo jak wówczas diabeł kusił Mesjasza, tak kusi w codziennych sytuacjach i nas. Próbuje nas rozegrać chytrze i cwaniacko. Nie mówi prawdy, bo jest ojcem kłamstwa. Nie jest prostolinijny, bo ma swe ukryte cele. Dlatego wiedząc to trzeba zachować czujność.

Jezus w starciu z czarnym zachowuje spokój i mądrość. Jasne, Jezus jest Bogiem, podczas gdy ja jestem tylko słabym ogniwem i witką na wietrze, i to mimo najszczerszych chęci, by być człowiekiem ze stali, którego zły nie złamie. Tego jednak Bóg ode mnie nie wymaga. Wymaga ode mnie natomiast, a właściwiej byłoby powiedzieć – zaprasza mnie do, zasłuchania się w Jego głosie, którym przemawia do mnie z serca, a który rozlega się w sumieniu, znajduje ramy i jest dekodowany w rozumie, będąc równocześnie zakorzenionym w mej nieśmiertelnej duszy. Tak oto Pan przyciąga mnie ku sobie z mocą.

Bóg mówi, a ja słucham – to jest prosty proces, który łatwo przeoczyć w codziennym biegu. Bieg przeszkadza w rozeznawaniu, więc jedyną szansą jest uspokoić tętno, wyciszyć się, zwolnić aż do momentu, kiedy przyjdzie zupełnie stanąć. Wierzę, że to właśnie będzie moment, w którym oblicze Boga stanie się widoczne wyraźnie, a czasoprzestrzeń zagnie się nieodwracalnie, tak że światło Pana jaśnieć odtąd już będzie na wieki.

Stanąć z Panem twarzą w twarz – to jest pragnienie serca, które słyszę z każdym miesiącem coraz mocniej. I stać tak po kres wieczności! Pamiętam jak na początku drogi powrotnej do Boga bałem się tego i wydawało mi się niewyobrażalne, iż można marzyć o zastygnięciu przed obliczem Boga już na zawsze. Teraz zaś, kiedy zagłębiam się nieco dalej w las (w sumie tylko odrobinę, ale jakże znaczący jest to dystans z perspektywy jednostkowego życia), w zasadzie odpowiadając tylko na ten cichy szmer wyłaniający się z owej zarysowanej przede mną konturowo i niepoznanej wciąż jeszcze dokładnie, ale gościnnej, przyjaznej i wyjątkowo przytulnej kniei, mam nieodparte wrażenie, że właśnie to może być najpiękniejsza z przygód – mimo trudów z nią związanych i pewnej dozy radykalizmu, która może przecież skutecznie zniechęcać.

Nie można więc dać się złemu, a wiadomo, że on będzie starał się mieszać. Tylko pełne zawierzenie i tylko bezgraniczna miłość do Chrystusa – taki jest plan na te dni i tygodnie. Nic dzisiaj poza tym nie wiem na pewno, ale serca próbuję słuchać, bo z serca myśl wypływa najgłębsza i najbliższa zamysłom Stwórcy. I modlę się, o co i Was wciąż niezmiennie proszę. Niech światło przyjdzie od Boga, a ze światłem tym jasność odczytania pragnienia serca – pragnienia Jezusa, mojego Pana.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s