Przebaczanie zaczynam od siebie samego

O przebaczeniu chcę dziś napisać, bo towarzyszy mi ten temat przez dzień cały. Temat niekiedy bardzo trudny. Niekiedy zdawałoby się wręcz niemożliwy do wcielenia w życie. Różne są historie, różne poranienia, różne wyrzuty. Różni są też ludzie – zarówno ci krzywdzący, jak i krzywdzeni – ci, którym należy przebaczyć, i ci, którzy przebaczyć powinni. Przebaczanie na pewno nie jest rzeczą na ludzkie możliwości. Przebaczenie pochodzi od Boga, choć trzeba chcieć przebaczyć, podjąć taką decyzję, aby Pan mógł działać. Jezus jest najlepszym nauczycielem przebaczenia. Nie dość, że wziął na siebie wszystkie nasze grzechy, to równocześnie nie przestał nas z całej mocy kochać. To jest niewyobrażalne jak bardzo Pan nas umiłował, że wcielił się w ciało człowieka i zszedł na ziemię, aby żyć pośród nas i z naszej ręki zginąć, cierpiąc nieznośne katusze. Chrystus przyjął krzyż, a w tej decyzji ukazującej miłość zawiera się także przebaczenie.

Kiedy patrzę na swe życie widzę jak towarzyszy mi Miłość. Mimo moich potknięć. Mimo moich upadków. W końcu też mimo moich katastrofalnych wywrotek – raniących innych, ale i mnie samego. Miłość ogarnia całe moje życie – to, co było, co jest i co będzie. Czas się już przecież wypełnił. Mogę więc spojrzeć na życie w perspektywie eschatologicznej. Jeśli spojrzę wstecz, za siebie, to z tej perspektywy dostrzegę być może, że Miłość miała wpisane w siebie przebaczenie – w konsekwencji czego ja doświadczałem ukojenia. Analogicznie przyszłość ma wpisane obopólne zaufanie, które wypełnia mnie nadzieją.

Obopólne – co w tym miejscu może znaczyć? Obopólność mówi mi tyle, że skoro Bóg darzy mnie zaufaniem, to ja też mogę (i chcę) zaufać Jemu, ale również i innym. Podobnie jest z przebaczeniem. Skoro Pan mi przebacza, to ja też mogę pojednać się z Nim, ale także z bliźnimi. Mogę ‚przebaczyć IM’, lecz by to zrobić muszę najpierw ‚przebaczyć MI’ – przebaczyć sobie. ‚IM’ i ‚MI’ to rewers i awers, nierozłącznie ze sobą związane. Muszę dostrzec nie tylko ból, który ktoś mi zadał, ale również ból, który ja zadałem drugiemu człowiekowi. Muszę najpierw oczyścić się przed Bogiem z własnej winy, by być w stanie przebaczyć tym wszystkim, którzy mnie skrzywdzili, zawiedli, wmanewrowali w przykre albo trudne sytuacje, etc. Bez przebaczenie sobie, nie będę w stanie szczerze przebaczyć komuś. Ponadto, nie ja sam, lecz Pan Bóg, działający we mnie – wezwany moją modlitwą, mający przetarty szlak za sprawą mojej decyzji, by wejść na ścieżkę przebaczenia.

Nie można żywić urazy, a tym bardziej pozbawiać drugiej osoby naszej miłości – Chrystus jest tutaj pięknie dosadny. Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». Widzę ogromny sens w tych słowach, odczytywanych podczas dzisiejszej liturgii eucharystycznej [Mt 5,43-48]. Trzeba tylko przyjąć tę niewygodną lekcję i iść z nią w świat. Jedynie tak można zawojować świat – miłością i pokojem. Boże, dopomóż!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s