Samotność Jezusa i Przemienienie

17/3/2019

Samotność Jezusa na kartach Pisma Świętego jest uderzająca. Jezus był sam, jako dziecko, kiedy nauczał w Świątyni w Jerozolimie, podczas gdy Jego rodzice szukali Go przez trzy dni, po tym jak w drodze powrotnej do Nazaretu zorientowali się, że nie było Go z nimi. Kiedy dorósł, poszedł w pojedynkę do Jana, aby przyjąć chrzest, a po tym zdarzeniu, znów sam, pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła [Łk 4,1-2]. Stawia czoła złemu bez nikogo obok. Kiedy wchodził na Górę Tabor miał wszakże ze sobą swych uczniów – Piotra, Jana i Jakuba [Łk 9,28-36], ale kiedy On modlił się, Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Przemienienie nastąpiło po raz kolejny w samotności. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę. Potem przyszedł czas samotności w Ogrójcu. Kiedy Getsemani spowijał mrok i chłód nocy, Chrystus modlił się, ale jego uczniowie spali niewzruszeni. Jezus stanął przed podjęciem ostatecznej, kluczowej dla zbawienia ludzkości decyzji w całkowitej samotności.

W Ogrodzie Oliwnym Syn stanął wobec wyboru. W woli Syna miała w pełni wybrzmieć wola Ojca, a wszystko to za sprawą jednego „Tak!”, które Mesjasz miał wypowiedzieć. Patrząc po ludzku Jezus był sam, ale rzeczywiście był sam na sam z Ojcem. Dostrzegamy, że razem z Chrystusem zawsze był Ojciec – nigdy nie był więc tak naprawdę samotny. W Świątyni, kiedy jako dwunastoletni chłopiec został odnaleziony przez swych zatrwożonych, niepojmujących całej sytuacji rodziców, był z Ojcem – u Ojca. «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» [Łk 2,49]. Kiedy poszedł przyjąć chrzest i rozpocząć misję, Ojciec przemówił, ukazując swą obecność i miłość. «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie» [Mt 3,17]. Z tą pewnością Jezus wyszedł na pustynię, by być kuszonym przez diabła. W Ogrójcu wiedział, kto był u Jego boku. «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» [Łk 22,42]. Ojciec był zawsze obok i ani na krok nie odstępował swego Syna.

Jaka jednak płynie z tego nauka dla mnie? Przecież nie jestem Chrystusem, więc skąd mam mieć pewność, że Ojciec jest też zawsze przy mnie? Otóż wynika to z faktu, iż jestem dzieckiem Bożym. Przez zawierzenie Jezusowi zostałem usynowiony. Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca [1 J 2,23]. Z faktu usynowienia zaś wynika, że mój Ojciec robi dla mnie to, co zrobiłby dla swego Syna – Jezusa Chrystusa. Jest obecny. Czuwa. Troszczy się. Ponadto w mojej omylność wyciąga mnie z opresji i duchowych tarapatów. Darzy swą bezgraniczną miłością. Moje imię ma wyryte na swych dłoniach, bo dźwiga moje życie – z wszelkimi przejawami światła oraz mroku w nim. Nie jestem nigdy sam! W ciszy mojej małej celi, kiedy przysiądę lub przyklęknę. W trakcie spaceru, uskutecznianego w pojedynkę. Kiedy kroję warzywa na obiad lub kiedy robię pranie. Podczas gdy piszę te słowa teraz. I jutro, kiedy będę przeżywał dzień pustyni. Mój Ojciec ze mną był, jest i będzie. Jego obecność jest osią mojego wszechświata i całego uniwersum. Jego miłość zaś – ujawniona wraz z pierwszym tchnieniem, efektem którego jest wspaniały dar życia, jaki od Ojca otrzymałem – jest motorem całego mojego jestestwa. Twojego zresztą też, mój drogi bracie lub siostro po drugiej stronie ekranu!

Samotność Syna Człowieczego, Jezusa Chrystusa, jest ogromną lekcją dla mnie, a przy tym jasnym promieniem nadziei. Jest jasnym i czytelnym przekazem, ukazującym, że w ważnych, a już na pewno w kluczowych momentach mojego życia zawsze będę sam, choć tylko pozornie, bo tak naprawdę w owej samotności będzie mi nieustannie towarzyszył ukochany Ojciec. Proszę Cię więc dziś, drogi Ojcze, miej w opiece swego syna – pył marny. Bierz mnie (i każdego z uczniów Twych) w opiekę. Pokazuj swe drogi, jak ukazałeś je Jezusowi przed wiekami. Jeśli kiedyś przyjdzie lęk, daj moc i światło, które go przemogą. Kiedy przyjdzie niepewność, bądź fundamentem i prawdziwym oparciem, bym nie uległ pokusom i namowom złego. I naucz mnie dostrzegać Twoją obecność i wielbić Cię poprzez każde me dzieło. Niech całe moje ciało, cała moja strefa uczuć, a także moja dusza wielbią Cię i wysławiają aż po kres moich dni. Z tą modlitwą na ustach kładę się dziś spać. A kiedy oczy otworzę, niechaj zobaczę przemienionego Syna Twego. I mnie przemień, bym mógł widzieć jaśniejącą chwałę Bożą w każdym miejscu i czasie, i abym zawsze umiał wyznać, że Jezus Chrystus jest moim Panem, Duch Święty mnie prowadzi, a Ty, Ojcze, jesteś mą opoką, nawet kiedy zdawać by się mogło, że obok nie ma nikogo. Amen.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s