Imię, w którym możemy być zbawieni

27/4/2019

Mocne wczorajsze czytanie [Dz 4,10.11-12]. Można powiedzieć: definitywne. «W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka (…). On jest kamieniem odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni». Mimo swej kategoryczności jest to stwierdzenie bardzo budujące. Powiedziałbym wręcz, że jest fundamentalne. Jezus jest fundamentem, a przy tym gwarantem zbawienia. To właśnie pokrzepienie, które jest zawarte w tych zdaniach. Mimo iż Chrystus został odrzucony – osądzony, skazany i ukrzyżowany za sprawą przełożonych ludu i starszych, On podążył do samego końca i wykonał misję powierzoną Mu przez Ojca, to znaczy pokonał śmierć i otworzył nam szansę na zbawienie. Odnowił przymierze, a wręcz zawarł nowe, ostateczne, przekraczające granice tego, co wyobrażalne. Jezus Chrystus Nazarejczyk jest naszą szalupą – jedyną, jaką mamy. Warto to wiedzieć i od tego zacząć życiową akcję ratunkową.

Przed czym się ratować? Przede wszystkim przed samym sobą – słabym, kruchym, podatnym na wpływy oskarżyciela braci naszych – jak nieco poetycko, ale jeśli się nad tym zastanowić jakże celnie opisuje szatana Apokalipsa św. Jana [Ap 12,10]. Zło bowiem jest tym, co z nas wychodzi. Ranimy słowami. Ranimy czynami. Ranimy zaniedbaniami i piłatowym umywaniem rąk. Możemy jednak być zbawieni. Możemy powściągnąć, a z czasem – dzięki łasce Bożej – przerwać tę spiralę zła, do którego przykładamy rękę. Możemy powrócić do naszej prawdziwej natury. Człowiek został stworzony jako istota dobra, bez grzechu, a ponadto wolna. Nieumiejętne korzystanie z tej darmo darowanej wolności zaprowadziło nas tu, gdzie jesteśmy. Grzech pierworodny, który zanieczyścił nas, a poprzez nasze własne grzechy wciąż zanieczyszcza, wypaczył prawdę o naszym człowieczeństwie. Teraz przed nami stoi zadanie – usłyszeć Boga, pójść za Jego głosem i pozwolić przemieniać siebie. Pozwolić się uratować.

Ważna jest konsekwencja. Jest ona bowiem gwarancją najprostszej drogi. Podparta wiarą i ufnością, wzmocniona pokorą i nieustannym wyborem nawrócenia, toruje Bogu drogę do przepełniania człowieka Miłością, by człowiek mógł obdarzać swą miłością innych.  Jest w Księdze Życia fragment [5], który mówi: Uznaj jednak, że twoja spontaniczność jest zła. Z całą jasnością zauważ, że w głębi twego serca tkwi egocentryzm, egoizm, zazdrość, agresywność, zachłanność, i że szatan, oskarżyciel twych braci, czyha tam, zawsze szukając, kogo by pożreć, i nocą siejąc kąkol. Aby otworzyć się na miłość, musisz więc nieustannie wyrywać się z nie-miłości. Bez tego podstawowego warunku pokory i nawrócenia nigdy nie będziesz potrafił kochać. Kto kocha Boga i daje się kochać Bogu, może iść do innych z miłością, bo sam doświadczył Miłości.

Łatwo ulec ułudzie, że oto ja, sam z siebie, coś mogę zdziałać, lub co gorsza, że oto ja mogę sam się zbawić. Dobro jednak wszelkie od Pana pochodzi i to On działa w nas i przez nas. Z pyłu podnosi biedaka, z barłogu dźwiga nędzarza, by go wśród możnych posadzić, by dać mu tron zaszczytny. Do Pana należą filary ziemi: na nich świat położył. On ochrania stopy pobożnych. Występni zginą w ciemnościach, bo nie [swoją] siłą człowiek zwycięża. To fragment pieśni [1 Sm 2,8-9] starotestamentowej Anny, matki proroka Samuela, która to pieśń – wyraz całkowitego zawierzenia Panu – jest traktowana jako prefiguracja pieśni Maryi, matki Jezusa – Magnificat.

Nie swoją siłą człowiek zwycięża. Przecież to jest cała prawda o naszej mocy i niemocy. Bez Boga zmierzamy ku pustce, nicości. Bez Boga ogarnia nas żałość i smuta. Bez Boga abrahamowy proch i pył staje się bardziej namacalny niż kiedykolwiek. Święty Augustyn pyta Pana Boga w Wyznaniach [I, 5]: Czymże Ty jesteś dla mnie? O, sprawić racz, żebym to umiał wyrazić. I czym dla Ciebie jestem ja, że żądasz, abym Ciebie kochał, a jeśli nie chcę, gniewasz się na mnie, grozisz wielkimi nieszczęściami? Czyż małym nieszczęściem byłoby samo to, że nie kochałbym Ciebie? Ach, Panie Boże mój, ulituj się nade mną i objaw mi, czym jesteś dla mnie. Powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”. Tak powiedz, abym usłyszał. Czeka na Twój głos dusza moja, przemów do niej, powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”. Pobiegnę za tym głosem, pochwycę Ciebie, Panie! Nie odwracaj twarzy ode mnie. Umarłbym, aby nie umrzeć. Aby tę twarz zobaczyć!…

Jest jeszcze kontynuacja tej myśli, która stała się moją modlitwą, bo mój nowy przyjaciel, jakim jest święty Augustyn, prawdziwy mistrz przeżywania relacji z Panem Bogiem, doskonale wyraził pragnienie serc wielu, również tych żyjących wiele wieków po nim. Ciasna to chatka – dusza moja. Przychodząc, zechciej ją rozszerzyć. Wali się w gruzy – chciej ją podźwignąć. I wiem też, Panie, że jest w niej niejedno, co będzie razić Twoje oczy. Lecz któż ją oczyści? Do kogóż oprócz Ciebie wołać mam? „Ze skrytych oczyść mnie występków, Panie, i uchroń sługę Twego od obcych”. Wierzę, dlatego też mówię – Ty wiesz, Panie. Czyż nie oskarżyłem siebie o występki przed obliczem Twoim, Boże mój? A Ty odpuściłeś bezbożność serca mego. Nie będę się prawował z Tobą – z Tobą, któryś Prawdą jest. Nie chcę też karmić się złudzeniami, aby nieprawość moja nie kłamała samej sobie. Nie prawuję się więc z Tobą. Bo dobrze wiem: jeśli na nieprawości będziesz patrzył, Panie, o, Panie, któż się ostoi?

Piotr i Jan stoją przed przełożonymi ludu, starszymi i uczonymi, jak przed sądem, i składają świadectwo wiary, ufności i konsekwencji w obraniu Drogi [Dz 4,18-20]. Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać, i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: «Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli». Tak i my mamy iść z wiarą do ludzi. Czynić cuda – małe i wielkie – w ich życiach, w imię Jezusa Chrystusa – nie przypisując sobie tych mocy, tego dobra i tej miłości, która przez nas płynie za sprawą naszego Boga. Iść i głosić – słowem, ale znacznie mocniej swym życiem, że Chrystus Pan jest Bogiem, Zbawicielem świata i ludzi, Miłością, która nas ocala. Tu nie ma miejsca na wątpliwości. Tu nie ma przestrzeni na kapitulację. Dzieje Apostolskie to księga niejako wciąż otwarta. My mamy swym życiem dopisać jej dalsze fragmenty. My mamy przyjąć na siebie apostolski wymiar naszego życia i nie zmarnować go, zachowując tylko dla siebie Dobrą Nowinę. Wielkanoc trwa. Zbawienie wydarza się na naszych oczach. Trzeba tylko odważyć się i iść.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s